Co zrobić w Amsterdamie w 48h?

Czterdzieści osiem godzin w Amsterdamie – tyle czasu wystarczy, by poznać te miasto z każdej strony – turystycznej, kulinarnej i kulturowej, a do tego poczuć się jak locales. Podróżując do innych miast Europy na tak krótko, chcę wycisnąć z każdej godziny jak najwięcej, zedrzeć nogi od chodzenia i poczuć pulsującą krew w głowie od przygód, które się wydarzyły (i wina). Z tego powodu, moja propozycja jest dla wędrowniczków jak ja, ale wszelkie zmiany i modyfikacje są możliwe (HALO! To Amsterdam! Tu wszystko jest możliwe!)

Pod planem znajdziecie opis miejsc, ceny i moją opinię (niekoniecznie obiektywną hehe)

Halo przygoda? Jedziemy!

48H w Amsterdamie (3).png

 

  1. Podróż kanałami – są dwie trasy, po których pływają łodzie komercyjne – jedna leci przez rzekę Amstel, a druga przez kanały. Pierwsza daje ogólne wrażenie miasta, a druga pokazuje tą pocztówkową część centrum. Cena: od 12 euro/godzina
  2. Obiad w Bird Thai – dwadzieścia minut w kolejce jest warte tego, co serwują tam na talerzach. Zamówiłam nudle z warzywami i tofu (można poprosić o pominięcie jajka) – ogromna porcja, a do tego prze-pysz-ność! Ceny: od 14 euro
  3. Ulica Czerwonych Latarni – jestem ostatnią osobą, która lubi tu być, ale zawsze sobie tłumaczę, że te dziewczyny chociaż zarabiają na swoją emeryturę. W przeciwieństwie do mnie. Najlepszą porą dnia jest późny wieczór, gdy ulica zalana jest czerwonością (nie tylko policzków). Są również muzea seksu (od 4 euro), ale nie polecam – historycznie i kulturowo bardzo słabo. Innych usług nie próbowałam.
  4. Drag Queen Show w Queer – piękne kostiumy, tona peruk i emocji oraz magiczna atmosfera. Na ich fanpagu można sprawdzić zbliżające się pokazy. Wjazd free.
  5. NYX – o mamoooooo! Można nie zjeść stroopwafli, można nie zobaczyć domku Anny Frank, ale tego miejsca przegapić nie można! Trzy sale muzyczne (w toaletach gra DJ na wielkim różowym siusiaczku), muzyka odpowiednia do wydarzenia, ale spokojnie można powiedzieć, że każdy coś znajdzie dla siebie (każdy poziom serwuje inny gatunek). Aby nie stać w dłuuuugiej kolejce, warto kupić bilety online. Wstęp 10 euro.
  6. Holenderskie naleśniki – pannenkoeken są podobne do naszych, ale inaczej serwowane. Do tego ichniejsze gofry. Śniadanie idealne. Naleśnikarni jest wiele, ale polecam tę malutką miejscówkę The Happy Pig. Ceny amsterdamskie, od 8 euro w górę. Są opcje wegańskie bez dodatkowej opłaty.
  7. Jordaan – tutaj jest to, czego większość z nas szuka – stare kamienice otulone kwiatami, piękne mostki nad kanałami, barki mieszkalne i zapach historii. Warto wziąć kawę na drogę i delektować się widokiem.
  8. Amsterdam Museum – ze wszystkich muzeów w Amsterdamie te jest w moich top3 (potem jest Rijksmuseum i Stadelijk, poza podium holendersko-rosyjski Hermitaż i Eye Museum ex aequo). O historii, mieszkańcach, kulturze, religii i zmianach – wszystko co warto wiedzieć o tym fascynującym mieście-cebuli (też o tym, że Amsterdam jest tak naprawdę to opór pod poziomem morza). Wstęp 12,50 euro.
  9. Pakowany lunch w Vondel Parku – supermarket Albert Heijn ma w swojej ofercie wszystko, co jest zjadalne i w kategorii lunch. Niektóre z nich mają nawet mikrofale! Ale każdy z nich ma plastikowe widelco-łyżki. Z takim pudełeczkiem zwykle idę do Vondel Parku i tam, na trawie, w słońcu, jem lunch. Piękny park w centrum miasta.
  10. Rijksmuseum – trochę Hogwart, trochę ogromny budynek z niezliczoną ilością eksponatów. To muzeum jest tak wielkie, że polecam ściągnąć apkę muzealną, wziąć słuchawki i wybrać opcję „Highlights”. Dzięki temu w 45 minut przejdzie się przez najciekawsze i najpopularniejsze dzieła. Inaczej za audio trzeba zapłacić 5 euro. Wstęp 17,50 euro. Polecam kupić przez stronę muzeum, bo kolejki są absurdalne.
  11. Museumplein – jeden wielki trawnik, który otoczony jest Rijksmuseum, Stadelijk Museum i Moco Gallery. Pół godziny w słońcu wystarczy, by zregenerować już zmęczone nóżki. To właśnie tu znajduje się popularny napis iamsterdam.
  12. Obiad w De Blauwe Hollander – Holendrzy nie mają bardzo rozbudowanej kuchni, ale to, co mają, kochają bardzo i upierają się przy tym, że jest smaczne. Ja, jako Polka, podzielam ich zdanie, bo wszystko, co ma kartofle i cebule jest super. Dlatego polecam to miejsce i spróbowanie stampot, kroketjes, deski serów, a na deser vla, poffertjes i appeltaart.
  13. Kino Tushinsky – polski akcent na tej liście. O historii tego kina prędzej dowiemy się z wikipedii, ale atmosfera z lat 20 poprzedniego wieku jest ciągle żywa. Kupując bilety warto zadbać o to, by iść na seans, który odbędzie się w sali głównej. Foyer i kino zachowane w stylu Art Deco, wśród których karykaturalnie strzela popcorn i zmieniają się reklamy filmów. Bilety można kupić na miejsca na parterze (najtańsza opcja – 12 euro), dostępne są również balkony, gdzie serwowane jest wino i przekąski w cenie biletu (15,50 euro) oraz loże – ukryte kanapy, które są tak intymne, że stwierdzenie „idziemy do kina, nie na film” ma w końcu rację bytu (41 euro za dwie osoby).
  14. Drankjes en hapjes w Trzech Siostrach – to określenie na przekąski i drinki, znane powiedzenie wśród holendrów – orzechy, sery i mięsa serwowane do wina i piwa. Pub znajduje się przy Rembrandtplein, które tętni życiem 24/7.
  15. Tosty na śniadanie – Toastable jest nieźle ukryte, ale z google maps łatwo pójdzie (na przeciwko Bloemmarkt, co również warto zobaczyć!). Najlepsze tosty jakie jadłam, a do tego tak bardzo sycące (nawet Bartek miał dość!). Wieża z trzech tostów przekładana przepysznymi składnikami, podawane z sosami. Ceny od 5 euro, jest również opcja wegańska. Top3 w Amsterdamie wśród lunchowni! PS. niedaleko znajduje się ukryty, średniowieczny ogród Begijnhof. Prowadzone przez zakonnice osiedle miało na celu danie bezdomnym, starym kobietom schronienia. Gdy któraś z nich wychodziła ponownie za mąż, mogła bez problemu opuścić taki begijnhof. Dziś można odwiedzić to miejsce. Jest to… zaczarowany ogród. Z głośnej ulicy wchodzi się na spokojne osiedle.
  16. Pałac Królewski – znajduje się przy placu Dam. Nie należy do popularnych atrakcji w Amsterdamie (po drugiej stronie ulicy znajduje się Madame Tussauds, gdzie kolejka jest co najmniej na godzinę), ale jest to piękna uczta dla oka. Sale, rzeźby, widoki… podróż w czasie, ucieczka od przetłoczonego, głośnego miasta. Uważam, że jest to idealny wybór na spokojną niedzielę. Cena za bilet to 10 euro.
  17. Ogród zoologiczny Artis – ten punkt wycieczki uważam za dodatkowy, gdy pogoda dopisuje i wszystko inne się już widziało. Niedość, że cena trochę odpycha (20 euro), to trzeba tam spędzić przynajmniej dwie, trzy godziny. Zoo znajduje się obok Hortus Botanicus, przepięknej szklarni, którą również można odwiedzić. W zoo oprócz zwierząt są ogrody, wodospady, szklarnie i jeziora. Dodatkowo jest tam również planetarium z kinem.
  18. Kibbeling, harring i cebula – trzeba tego spróbować, nawet by powiedzieć, że się tego nie lubi. Powiem tylko to – z tej trójki dwa są surowe. Smacznego!

Wskazówki:

  1. Płatność kartą – można płacić wszędzie, ale nie zawsze Visą!
  2. W Amsterdamie ciężko się zgubić – zbudowane jest warstwowo jak cebula. Warto zapamiętać w którą stronę jest Dworzec Centralny (środek cebuli) i gdzie płynie rzeka Amstel, bo z nią przecinają się główne kanały.
  3. Transport – rower, tramwaj albo nogi – centrum jest tak zbite i niewielkie, że spokojnie można się przejść od miejsca do miejsca. Rower również jest dobrą opcją, ale trzeba szybko wskoczyć na poziom miejscowych – bez wolnych przejażdżek, tłok, nagłe uniki innych rowerzystów i kierowców, „światła są dla aut” i „rower nasz pan”. Tramwaje są tu super, ale trzeba mieć ze sobą albo aplikację 9292 albo mapę komunikacji miejskiej.
  4. Amsterdam ogólnie jest drogim miastem, a nocleg tutaj może porządnie nadwyrężyć budżet. Polecam AirBnB i Couchsurfing.
  5. Jeżeli chodzi o zielsko, to dla nowicjuszy znajdują się punkty informacyjne, które pomogą wybrać odpowiedni coffee shop. Kupowanie jakichkolwiek dragów od ulicznych dilerów to najgorszy z pomysłów – unikać ich jak ognia.
  6. Jeżeli planujesz odwiedzać muzea i przemieszczać się komunikacją miejską, polecam zapoznać się z ofertą I Amsterdam City Card. Płacąc za pakiet, ma się dostęp do wielu atrakcji. Cena na 48h to 67 euro (w cenie jest wycieczka kanałem, darmowy wjazd do muzeów i atrakcji turystycznych i komunikacja miejska za free – tutaj można zobaczyć przykładowe zastosowanie karty na 48h i ile można na tym zaoszczędzić). Bardzo polecam te rozwiązanie, zwłaszcza, gdy plan wyjazdu będzie taki, jak zaproponowałam – gdy wezmę pod uwagę  zoo (20 euro), Rijksmuseum (17 euro), Amsterdam Museum (12 euro) i wycieczka kanałami (12 euro) to już wychodzi 61 euro. Zatem opcja warta przemyślenia!

Pytania? Zastrzeżenia? Propozycje? Dodaj je w komentarzu dla innych wędrowniczków!

Miłej i bezpieczniej zabawy! ❤

Couchsurfing bez przypału

Couchsurfing to taka super sprawa – masz wolne łóżko, kanapę, wrzucasz swój profil na stronę i udostępniasz za darmo miejscówkę do spania dla osób z innych krajów. Możesz również nie udostępniać niczego (jak ja) i po prostu korzystać z dobrodziejstw tego wymysłu. Ale halo, jak to? Żadnych pieniędzy? Nic w zamian? Kultura osobista, uśmiech i chęć przygody – tyle, nic więcej. A co jak dziewczyna, sama, szuka noclegu? Jak ma dać sobie poczucie bezpieczeństwa? (od razu mówię: tak, mężczyźni również padają ofiarom różnych nieprzyjemnych sytuacji. Ja jestem dziewczyną (wahania nastojów jako potwierdzenie) i nie chcę się wypowiadać w imieniu reprezentantów siusiaków, ale oczywiście rady są unisex!). Continue reading „Couchsurfing bez przypału”

Mediolan | Małe wycieczki

Weszłam z ciekawości na skyscanera, wyszukałam loty z Amsterdamu i chwilę później kupiłam bilety na weekend w Mediolanie. Potem zaczęłam się zastanawiać, co ja właściwie zrobiłam, dlaczego nie ma limitu wiekowego na wydawanie pieniędzy oraz czemu moja mama mi nie zabrała jeszcze karty. Moja dojrzałość finansowa rozwija się znacznie wolniej od reszty (myślę, że zatrzymała się wraz z moim wzrostem), dlatego czasami wydam 7 euro na czekoladę, a 3 euro na rajstopy #priorytety. Continue reading „Mediolan | Małe wycieczki”

Sunday (NOWY FILM!)

Zeszła niedziela była niesamowita – ciepło, słonecznie, aż chciało się wyjść z domu i po prostu coś porobić. Moje GoPro od Rumageddonu leżało w pudełku, a przez wakacje nic nie nagrałam (pierwszy razod 2013 roku nie mam filmu z wakacji…). Czułam ogrooomną potrzebę złożenia czegoś, uwiecznienia tej pięknej pogody. Ten film chyba idealnie odzwierciedla moje holenderskie usposobienie. Czuję się tu dobrze, lekko i na swoim miejscu. Continue reading „Sunday (NOWY FILM!)”

Miesiąc w Rewie

Kolejny raz spędzam swoje wakacje w Rewie (czy to naprawdę już 5 sezon?!). Od zeszłego roku zajmuję się tutaj półkoloniami. W 2015 roku podjęłam się tego zadania z masą obaw i niepewności, a na blogu pisałam o tym w listopadzie (link). Wyszło najlepiej na świecie, do listy rzeczy, które sprawiają mi przyjemność, dopisałam pracę z dziećmi i nauczanie. Sezon 2016 zapowiadał się podobnie, a po otrzymaniu kilku ofert z różnych szkół poczułam się tak dowartościowana, jak nigdy! W końcu było coś, co robiłam całkiem przyzwoicie i inni to docenili. Aczkolwiek, jestem osobą, która przywiązuje się do ludzi, miejsca i pracy, zatem wybór Rewy był oczywisty. Continue reading „Miesiąc w Rewie”

po podpis do Wrocławia | Małe wycieczki

We Wrocławiu nie byłam ani ja (okej, na zawodach byłam raz, ale 1. miałam 7 lat, 2. nie wychodziłam poza halę gimnastyczną) ani Bartek. Wiadomość o organizowanym w tym dalekim mieście spotkaniu z Jo Nesbø była dla nas równie ekscytująca co dołująca – bo to w końcu ukochany Jo, ale to Dolny Śląsk… No nic, co zrobić, płakać nie będziemy. Czas na wycieczkę na koniec Polski. Hotel zarezerwowany, bilety na pociąg kupione, skarpetki spakowane. Continue reading „po podpis do Wrocławia | Małe wycieczki”