To zmieniło całe moje życie

Kto czytał moją Odę do braku pomysłu na siebie, ten wie, jak bardzo się po życiu kręciłam i ile było we mnie niezdecydowania. Stąd uważam, że jestem właściwą osobą, by pomóc innym wyjść z tej niedoli wczesnej dorosłości i odpowiedzieć sobie na pytanie: co ja w ogóle chcę robić?

 Once upon a time I wanted to be… składa się z trzech rozdziałów: kim jesteś, czego chcesz, ogarnianie sobie roboty. Pierwsze dwa to studium siebie i refleksja nad swoimi umiejętnościami, atrybutami jak i wadami oraz analizowanie przeszłości. Nie powinno się przeskakiwać zadań, ponieważ każde pytanie prowadzi do wielkiego finału i możemy ominąć ważne kwestie poprzez skakania po książce. Gdy nie znałam odpowiedzi na jedno z pytań, dałam sobie czas. W końcu sama przyjdzie do głowy. Ale po kolei (jestem okropna z dygresjami, potrafię opowiadać najdłuższe historie stworzone z samych wtrąceń haha). Aha, no i tu nie ma dobrych i złych odpowiedzi, nie ma tu klucza, to nie matura. Książka w Polsce nie jest dostępna stacjonarnie, dlatego trochę Wam pomogę i zdradzę co jest w środku (mimo wszystko zachęcam do kupna!)

19222863_1865429337039774_1112757058332109053_o

Rozdział 1. Kim jesteś?

To jest jeden wielki quiz. Osiem podrozdziałów. 

Tutaj padają pytania o najlepsze i najgorsze cechy, mocne i słabe strony, hobby, z czego jest się dumnym, z czego już mniej. Następnie trzeba się zdecydować i zdradzić ulubione miasto, zwierze, markę, firmę, kolor, wspomnienie, czynność. Chodzi tu o bardzo silną refleksję i doprecyzowanie się. Banalne pytania o ogromnej sile, które mogą otworzyć oczy i dać wskazówki do kolejnych zadań. W trzecim podrozdziale należy dokończyć zdania. Jak tylko się chce – pierwsze co przychodzi do głowy ląduje na papierze.

  • Jestem…
  • Wierzę…
  • Potrafię…

i wiele innych. Czwarty podrozdział to zbiór przymiotników i należy wybrać, z którymi się utożsamiamy i dlaczego. To „dlaczego” jest tu kluczowe, ponieważ możemy myśleć, że jesteśmy charyzmatyczni, ale szukając przykładu z życia, może się okazać, że tej charyzmy brakuje. W piątym podrozdziale trafiamy na typowy test psychologiczny (kto studiował kierunki socjo/psychologiczne lub działał w organizacjach studenckich, ten na pewno zna ten test). Test czerwony, żółty, niebieski, zielony – określenie swojego charakteru za pomocą koloru. Oczywiście jest to z przymrużeniem oka (a nawet dwóch), bo niektórzy są trzema kolorami na raz, w zależności od dnia i poziomu cukru we krwi (no chyba nie tylko ja tak mam, nie oszukujmy się). W szóstce może zrobić się niekomfortowo… Trzeba poprosić pięć ważnych dla siebie osób, by odpowiedziały na takie pytania jak:

  • Jakie według Ciebie są moje najlepsze cechy?
  • Jakie według Ciebie są moje najgorsze cechy?
  • W czym według Ciebie jestem dobry/a i kiepski/a?

i kilka innych. Trochę przerażające, bo nikt nie chce się słuchać o swoich wadach. Ale trzeba. Bo w moim przypadku się okazało, że to, co uważałam za wadę, inni postrzegali za atut #ideał. W siódmym podrozdziale ważna jest wdzięczność i planowanie przyszłości. Najpierw leci lista rzeczy, za której jest się wdzięcznym. KAŻDA. MAŁA. RZECZ. Następnie trzeba się zastanowić nad tym, co materialnego chciałoby się posiadać oraz jakie niematerialne rzeczy nas interesują, a potem umiejscowić to wszystko na przestrzeni 1 roku, 5 lat i całego życia. Na koniec należy wypisać pięć rzeczy, które chciałoby się zmienić na świecie oraz wytłumaczyć, w jaki sposób by się to osiągnęło.

Na koniec rozdziału pierwszego dodatkowe zadanie to elevator pitch. Co? Już tłumaczę. Wyobraź sobie, że wsiadasz do windy, a w niej jest osoba, która spełni twoje wszystkie marzenia, ale musisz ją do tego przekonać. Masz ograniczony czas, bo winda w końcu się zatrzyma. Twoim zadaniem jest przedstawieniem siebie jako produktu i sprzedanie się (lol) jak najlepiej, by ta osoba zainwestowała w Ciebie każdy swój grosz. Gotowe? No to teraz mam pytanie. Zainwestował/abyś się w siebie samą, gdybyś usłyszał/a swoją prezentację? 

Rozdział drugi. Czego chcesz?

Po ukończeniu pierwszego rozdziału, ma się już większe pojęcie o tym, kim się jest. Silne podstawy, można teraz na tym budować. Druga część książki zaczyna się jednymi z ciekawszych pytań – wspomnienie pierwszej pracy, ulubionych przedmiotów w szkole, z czego było się niezłym w przeszłości i jakie lekcje się wyciągnęło z czasów szkoły, uniwersytetu czy pracy, której się nie lubiło. Dwa ulubione to kim chciałam być będąc dzieckiem i dlaczego już tego nie chcę. Nie zadaje się zwykle tych dwóch pytań razem, a odpowiedź mnie bardzo zaskoczyła. Po tym podrozdziale zaczyna się część zawodowa. Tutaj dochodzimy powoli do tego, jaka praca jest nam pisana. EKS-CY-TU-JĄ-CE! Na początek tworzymy listę 10 zawodów, które uważamy za ciekawe i fajne, nawet jeżeli samemu się nie widzimy w tej roli. Kolejnym zadaniem jest stworzenie biznesplanu, ale! trzeba to zrobić bardzo po swojemu. Ja rysowałam, kaligrafowałam, no cuda na kiju! Ten plan musi być bardzo personalny, nie koniecznie profesjonalny. Plan podzielony jest na cztery części – analiza, marketing, finanse i proces twórczy. Po wykonaniu całości, trzeba zdecydować, które z tych czterech części podobały się najbardziej i sprawiły najwięcej przyjemności (tutaj się dowiedziałam, że nie znoszę marketingu i w przyszłości będę szukała jako biznes partnerów ludzi, którzy lubią finanse i właśnie marketing). Ta książka to ciągła podróż po swoim umyśle i czasami, gdy nie do końca się wie, czego się chce, warto się dowiedzieć, czego się na pewno nie chce. I na tym polega podrozdział czwarty. Padają pytania o najgorsze cechy, czego się nienawidzi, czym się nie jest i, najważniejsze, jakie rzeczy nie powinny być związane z przyszłą pracą (np. brak możliwości rozwoju, każdy dzień taki sam). Przechodzimy do piątego podrozdziału, który mi akurat się nie przydał, ale jest dosyć ciekawy. Tutaj uczymy się planowania za pomocą kalendarza! Kto jeszcze nie pokochał kalendarzy, może się tu przekona. Szósta część jest przeciwieństwem czwartej – zamiast tego, czego nienawidzimy, piszemy co kochamy, co w sobie lubimy i czego szukamy w wymarzonej pracy (np. zmieniać ludzkie życia, być dumnym z siebie). Dochodzimy do clue podręcznika. Praca. Mamy listę dziedzin i wykreślamy te, które nas nie interesują. Następnie lista zawodów – wykreślamy to, co do nas nie pasuje. Z tego co pozostało, trzeba wybrać dwadzieścia, a z tych 20 zawęzić listę do pięciu (decyzje decyzje!). Mając te pięć zawodów na kartce, trzeba się teraz udać do osób, które ten zawód wykonują i zapytać: czy Twoja praca Ciebie zadowala? Co lubisz najbardziej w swojej pracy? A czego nie? Mając te odpowiedzi, warto porównać je ze swoimi wymaganiami odnośnie swojej wymarzonej pracy. Pokrywają się? Strzał w dziesiątkę! Na koniec krótkie zadanie – trzeba wypisać rzeczy, które chcemy odpuścić – żal do kogoś, niespełnione marzenie, które nic nie wniesie do życia, kompleksy.

Rozdział trzeci – zdobywamy pracę!

Tutaj niewiele mogę napisać, oprócz tego, że w tym rozdziale znajdują się porady związane ze zdobywaniem pracy. Ja sobie ten rozdział zachowałam na czas, gdy będę faktycznie znów szukać pracy (czyli od października!), ale poniżej macie zdjęcie jednej ze stron.

Oprócz tych pytań, po drodze znajdują się również sentencje (okej, nie jestem fanką tekstów motywacyjnych, ale te zawarte w książce to złoto) i zadania typu zrób 10 rzeczy, które Cię przerażają albo przez tydzień nie mów o sobie (to było na maksa ciężkie #egoponadchmury). 

2017-06-19 10.24.02 1.jpg

Dzięki tej książce uporządkowałam samą siebie. Wiem czego chcę i jakiej drogi mam się trzymać. Wybrałam z listy pięć zawodów, które w których siebie widzę i czuję się pewnie z podjętą decyzją. Oczywiście, nigdy nie wiadomo, co nam życie przyniesie, ale lepiej jakiś cel sobie obrać, mimo wszytko! Polecam ten podręcznik każdemu, nawet osobom, które wiedzą, czego chcą, ponieważ sama na sobie sprawdziłam, że człowiek może sobie wmówić, że pilotem i lekarzem zostanie, nawet gdy wszystkie znaki na niebie temu przeczą.

Co uważacie? Pomogłoby?

Książka jest dostępna w internecie (wiem, że Amazon ją wysyła do PL), stacjonarnie tylko Holandia. 

Życie au-pair

Napisałam już na ten temat wiele (wpisy pod kategorią Au-Pair), ale nic nie zastąpi video-relacji. Oglądajcie mojego pierwszego ever vloga i dajcie znać, co myślicie!

PS. Jeżeli to oglądasz, a chcesz zostać au-pair i szukasz rodziny – napisz!

 

 

Lokalne inicjatywy #2

Marta Rosa – fotografia

Śledzę fotograficzne poczynania Marty od czasów photobloga i gdy wiele osób potraktowało robienie zdjęć za zajęcie umilające czas (i upust swoich egoistyczno-narcystycznych zapędów), Rosa poszła o krok dalej i dziś może się pochwalić różnorodnym zbiorem. Sprawdza się równie genialnie z pocztówkami co w pracy z ciałem. Po jej pracach widać ogromny progres i godziny poświęcone na nauce. Szapo ba, Rosiczko (ps. galeria z Islandii – 12/10).

 

Portfolio
Blog
Facebook

Zuza Tryka – montaż

Ta młodziutka istota to bomba energii o hipnotyzującym uśmiechu. Jej wakacyjne montaże aż motywują do spakowania plecaka, kamery i kierunek: daleko od domu. Piękne widoki, beztroskie ujęcia, śliczne dziewczęta i sport. Montuje każdy wypad, a każda jej przygoda to idealny materiał. Do tego robi zdjęcia, uczy pływać na windsurfingu i jest ogólnie spoko typiarką.

YouTube
Instagram

Le Flaneur – muzyka

Dawid ma cięty język, ucho do genialnych bitów i lekkie pióro. Jego teksty są żywe, silne i szczere. Wraz z BaQ w roli producenta wydali epkę POrNTYFIKAT, która jest już w sprzedaży. The Inomhus popełnił tekst o tym cacuszku (cała recenzja): (…) Le Włóczęga dorósł jako artysta. Nie jest już tak chaotyczny i nierówny, jaki bywał na „Podróżach”. Zna już swoje mocne strony (takie jak charakterystyczny głos) i umie je kapitalnie wyeksponować. Dodatkowo na bitach tworzonych przez BaQ odnajduje się idealnie, to właśnie tu jest jego miejsce i mam nadzieję, że panowie będą kontynuować współpracę długookresowo. To, co bardzo cenię u Flâneura to bezczelność, która bije z jego linijek. Jest z niego taki cwaniak, gaduła i czaruś –  ciężko tego nie polubić. Muzycznie jest tak kapitalnie, że nie mam pytań. BaQ stworzył siedem mocnych i zróżnicowanych bitów – tutaj piękny sampel w „lonely view”, tam klimatyczne szarpnięcie strunami gitary w „na papierosa”. Jest pięknie (…)

Ja się jaram.

Instagram
Facebook

Kacper Stachura (UNDA) – fashion

Twórca gdyńskiej marki UNDA, ubrań stworzonych dla ludzi morza, bo z neoprenu. Kolejnym projektem było otwarcie sklepu stacjonarnego DASEA PEOPLE przy ul. Abrahama 29. Dostępne są tam takie marki jak Carhartt, Patagonia, Palladium i oczywiście UNDA. Do tego prowadzi serwis sprzętu i odzieży surf/żeglarskiej. Drugiego takiego znajomego nie mam – przedsiębiorczy, zdeterminowany, zaradny i, przede wszystkim, ludzki. Działa też mocno w sprawach lokalnych, dążąc do rozwoju swojej okolicy. Krótko mówiąc, dziecko ze złota.

 

 

Sklep
Instagram
Facebook

Element Żeński – internetowe czasopismo o pielęgnacji

Element kocham cały, osobiście znam tylko połówkę, bo z Pauliną Puchalską byłam na jednym kierunku. Wspólnie z Moniką Kucel tworzą portal o dziewczynach i kosmetykach, których używają. Od sieciówkowych kremów po naturalne, przez przywiezione z wakacji mazidła, po rytuały, historie rodzinne i wspomnienia. Czytając wywiady ma się wrażenie, jakby było się tam z jego bohaterkami, piło herbatę z podkulonymi nogami i plotkowało o ostatnim super kremie. Kobiecość jest tu przedstawiana jako indywidualna cecha, niepowtarzalna i wyjątkowa. Zbiór kobiet o różnych upodobaniach kosmetycznych, które łączy miłość i szacunek do swojego ciała. Do tego duet EŻ regularnie występuje na łamach Wysokich Obcasów! Super dziewczęta! Miód!

Bez tytułu1Bez tytułu

Czasopismo
Instagram
Facebook

Jak odżywić przesuszone włosy?

Przez lata walczyłam z moimi włosami, bo nigdy nie były w konkretnym stylu: ani proste, ani kręcone, ani falowane, a tym bardziej nie ładne. W liceum się poddałam, zaczęłam je myć dwa razy w tygodniu, czesać raz w miesiącu, aby jakoś wyglądały wciskałam w nie pianki i sole morskie i na tym kończyła się pielęgnacja. Po trzech latach takich zabaw włosy trzeba było ściąć. Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem dziś, ominęłaby mnie ta traumatyczna sytuacja.

Skończyły się wymówki, że ja mam takie włosy i czerpiąc z wiedzy internetu, nauczyłam się dbać o to, co mam na głowie. A to wszystko podsumowałam w moim pierwszym tutorialu:

Podsumowując:

  1. Włosy czeszę tylko przed myciem (2 razy na tydzień), a by uniknąć kołtunów, śpię z włosami związanymi w palmę.
  2. Raz w tygodniu nakładam maskę na noc i chronię włosy czepkiem.
  3. Aby włosy były miękkie i odżywione, używam produktów z olejem arganowym.
  4. Wszelkie produkty spłukuję chłodną/letnią wodą, by nie przesuszyć bardziej włosów.
  5. Zamiast ręcznika, używam bawełnianego podkoszulka.
  6. Odżywki bez spłukiwania utrzymują włosy w pełnym nawilżeniu.
  7. Produkty do stylizacji często włosy przesuszają, dlatego warto zadbać o dodatkowe nawilżenie i szukać produktów przeznaczonych dla włosów kręconych.
  8. Olejowanie końcówek to podstawa!
  9. Korzystając z dyfuzora, ustawić temperaturę na minimalną, a dmuchanie na maxa. Głowa w dół – większa objętość.
  10. Gdy fale zaczną się puszyć, poskromić je olejkiem lub mieszanką wody z odżywką i spryskać delikatnie włosy.

Skoro ja dałam radę, to wszyscy dadzą radę. Do dzieła! ❤

2017-06-08 09.59.52 1.jpg

 

Mus czekoladowy z awokado

Długo się uczyłam, że kakao i gorzka czekolada są słodkie. Zapewne wśród Was są osoby, które uważały, bądź dalej uważają podobnie, dlatego przedstawiam ten prosty przepis na mus czekolady. Wystarczy wszystko zblendować – 5 minut roboty! Syci niesamowicie, nie pobudza dalszego łaknienia i jest zupełnie bez cukru (słodzikami są daktyle, banany i masło orzechowe, też bez dodatku cukru). Przepis może być równie wegański, co tradycyjny, w zależności od dodanego mleka (ja wykorzystałam migdałowe). Przy wyborze awokado w sklepie warto wybrać już te bardzo dojrzałe – im miększe, tym gładszy mus.

mus czekoladowy (1).png

  1. Wszystkie składniki oprócz truskawek zblendować na gładką masę. Mleko dodawać stopniowo, by ułatwić mieszanie się składników. Dla tych, co wolą gorzkość czekolady, można dodać mniej daktyli i więcej kakao. W moim przepisie mocno czuć banana, zatem można dodać połowę i uzupełnić dodatkową ćwiartką awokado.
  2. Gotowy mus przyozdobić truskawkami (bita śmietana lub w przypadku wegan łyżka schłodzonego mleka kokosowego tu też będzie idealnie pasować).

2017-06-02 04.17.58 1.jpg

Lokalne inicjatywy #1

Mam niezwykłych znajomych. Działają, projektują, śpiewają, grają, produkują, malują, tworzą, dzielą się. Chcę się nimi wszystkimi pochwalić, dlatego ruszam z #wspieramlokalneinicjatywy, serią postów o moich super ziomach i ich działalnościach.

Tasteless – fotografia

Malina Podsiadło to maleństwo o wielkiej charyzmie. Zaledwie szesnastoletnia dziewuszka, a prężnie działa fotograficznie w social mediach. Pracując z nią przez jeden sezon w Rewie wiem, że uczy się szybko i szuka okazji, by zdobyć nową wiedzę i znajomości, a do tego wychodzi jej to niezwykle naturalnie.

 

Tumblr
Instagram
Facebook

The Inomhus – fashion

Bartek Malinowski łapie się każdego medium, które pozwala mu tworzyć – film, fotografia analogowa, malarstwo, ziny, a to wszystko przekłada się na jego ubrania – proste, codzienne formy, z niecodziennymi grafikami. W jego projektach przewija się bliska mu deskorolka, Trójmiasto i analogi. Unikalna kreska i grafiki, praktyczność i surowość – tak można określić ubrania The Inomhus.

 

Blog
Instagram
Facebook

Aga Bartosz – design

Aga Bartosz to przeutalentowana artystka, której grafiki są proste, utrzymane we fioletowej palecie, co nadaje całości futurystyczny, lekko feministyczny  i intymny wymiar. Jest również autorką plakatów, a jej pracę można było zobaczyć m.in. w G’rls Room Magazine, Poznań Design Festival czy A5 Zine.

 

Tumblr
Instagram

Zmarzlik Make-up – charakteryzacja i wizaż

Katarzyna Zmarzlik to delikatne serce o twardo stąpających po ziemi nogach. Obserwowanie progresu Kasi dało mi namacalny dowód, że jak czegoś się bardzo chce i ku temu się dąży, świat nam w tym pomoże. Kreatywna, otwarta i zdecydowana. Charakteryzacje teatralne przeplata ze ślubnymi, utrzymując profesjonalizm i zaangażowanie. Obecnie działa w zespole charakteryzacyjnym Opery Bałtyckiej.

 


Facebook

IwasHomeAnyway – muzyka

Duet Yoshii Swxdn & Nela Szadkowska – spotkanie elektronicznego glitchu z soulową miękkością. Brak formy tworzy formę, a zlepek najróżniejszych struktur składa się, o dziwo, w tak piękną całość, że gości na mojej plejliście od dnia wydania. IwasHomeAnyway odnalazło spokój w chaosie.

Soundcloud
Instagram
Facebook

Maj

Do mojego powrotu do Polski zostało około dwa i pół miesiąca (co?), co oznacza, że niewiele mam już czasu, by zrobić wszystko, co sobie zaplanowałam. W końcu jest cieplutko, zielono i przyjemnie, mogę ruszać w przygody!

…a maj, to była taka wielka przygoda! TY-LE się działo! Odwiedziłam Keukenhof, największy ogród kwiatowy na świecie. Tylu tulipanów nigdy w życiu nie widziałam (mogłam zobaczyć jeszcze więcej, bo na hektarach pól, ale byłam tydzień przed zakończeniem sezonu i pola były już gołe). Zdjęcia robiłam głównie dla mojej babci, by miała inspirację na przyszły rok (moja babcia ma równie piękny co Keukenhof, tylko na mniejszą skalę). Ogród jest dostępny dla turystów od połowy marca do połowy maja, ale najlepszym momentem jest kwiecień. Jest też baby zoo

DSC_0569DSC_0571DSC_0593DSC_0637

Następnym wydarzeniem był egzamin na B1 z holenderskiego – część ustna i pisemna. Na pisemną przygotowałam się jak zawsze – tydzień przed egzaminem zrobiłam super notatki, plan powtórek i rozpisałam fiszki, by resztę dni żyć w przekonaniu, że jakoś to będzie. Ostatniego dnia jednak się trochę obsrałam i usiadłam do nauki, co mam wrażenie, ostatecznie uratowało mnie na egzaminie. Odwrotnie było z ustnym – na to przygotowana byłam jak do matury ustnej! Miała to być prezentacja na dowolny temat i ja wybrałam historię Polski (co?). Już wyjaśniam: kto jeszcze nie widział historii Polski Bagińskiego, ten szybko nadrabia zaległości, bo wstyd. Zdarzyło się już kilka razy, że pokazywałam ten film obcokrajowcom. Miałam gdzieniegdzie luki w wiedzy i było mi na maksa wstyd, burak to za mało. Aby zmotywować się do powtórzenia historii mojego pięknego kraju, wybrałam ten film jako prezentację zaliczającą kurs B1. Siadłam do kalendarium i krok po kroku opisywałam to, co się działo na filmie. Oczywiście jest to duży (ale efektowny) skrót myślowy i ogrom został pominięty, ale to, co uważałam za istotne, dodałam sama (np. o Marii Curie, Popiełuszce czy nazbyt bliskich relacjach polsko-rosyjskich przed pierwszymi zaborami). Tekst polski zrobiłam w dzień, zostało tłumaczenie. Starałam się w jak największym stopniu korzystać z tego, co sama umiem, zamiast tłumaczyć ze słownikiem, bo inaczej swobodne mówienie nie byłoby już swobodne. Poprawki nałożyła moja polska nauczycielka holenderskiego, pani Basia, i byłam prawie gotowa na egzamin. Nauczona doświadczeniami z matury ustnej z j. polskiego, codziennie, kilka razy prezentowałam swoją przemowę przed poduszkami i krzesłem. W trakcie egzaminu się tak stresowałam, że w końcu i tak mówiłam to, co mi przyszło do głowy, a nie to, co było w notatkach! Ważne, że fakty i gramatyka się zgadzały. Wpadło 80 procent! Teraz wiem jak po holendersku jest okupacja, wróg, rozwój gospodarczy i szlachta. Oby się przydało! Po wszystkim było świętowanie!

IMG_20170517_011351_884IMG_20170517_012353_595

Trzy dni później miałam niespodziankowy lot do domu. O wszystkim wiedział tylko Bartek i wspólnie zaplanowaliśmy całą akcję. Zaskoczyliśmy rodziców w pracy, Kubę w domu, a kot w ogóle nie wyglądał na zaskoczonego… Dwa dni na słońcu, z bliskimi, pełne przygód, piękne chwile. Kolejna wizyta w Gdyni – Open’er! *odlicza dni*

18595419_1432989026723414_2858990910859593618_o

Od powrotu do Holandii trwa lato – słonecznie i ciepło. Każdą wolną chwilę spędzałam na baby plaży w Abcoude, na ścieżkach rowerowych prowadzących do centrum Amsterdamu lub jedząc lody z truskawkami. Najlepiej wszystko tego samego dnia. Zapisałam się na kolejny kurs, tym razem zaawansowane konwersacje i jeżeli pod koniec czerwca nie będę władała językiem jak Holendrzy, to nie ma już dla mnie nadziei.

IMG_20170522_182446_153IMG_20170526_193359_357

Pewnej niedzieli zapowiadali 33 stopnie, a ja miałam już na tyle poparzoną skórę, że o plaży nawet nie chciałam myśleć. WYBRAŁAM SIĘ DO ZOO! Najpiękniejszy ogród zoologiczny! Środek Amsterdamu, samiutkie centrum, a ja stoję przy wodospadzie, oglądam zwierzęta i otoczona jestem drzewami i kwiatami tak cudownymi, że aż ciężko uwierzyć, że to wszystko jest prawdziwe.

DSC_0745DSC_0765DSC_0772DSC_0783DSC_0798

Cudownym akcentem kończącym maj był wczorajszy wieczór. Skończyłam zajęcia o 21:30 i jak zwykle szłam na tramwaj, by złapać pociąg do Abcoude. Ale było tak ciepło, jasno, pusto, jakby wyłączyli życie w Amsterdamie, do tego w ramach przygotowań do Open’era trafiłam na piękną piosnkę (Sorry Boys – Wracam) – całość wydała się tak magiczna, że… dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mieszkam w Holandii! Siedem lat zajęło mi spełnienie tego marzenia! Stałam na mostku nad kanałem i śmiałam się jak głupek.

IMG_20170530_225115_413.jpg

Jutro już czerwiec, jeden z moich ulubionych miesięcy. Ruszyłam też z moim kanałem na YT, także wpadajcie. Na koniec montaż z maja:

Buzi i ściski!