5 rzeczy, których się nie nauczyłam w 2017

Ten rok był taki: jesteś w ogromnej dziurze, wpadłeś do niej i tak w niej siedzisz. Myślisz jak wyjść, googlujesz odpowiedzi, a tam znajdujesz porady, które wymagają posiadania jakichś super narzędzi, a ty masz ze sobą tylko tableta, frytki i wino. W końcu wypijasz wino, zjadasz frytki i wyczerpujesz baterię na Netflixa. Jak tylko ten przebłysk szczęścia się kończy, uświadamiasz sobie, że jednak jest ci źle i smutno i nie masz co robić. Zostaje tylko spanie i smucenie się. W końcu ktoś przychodzi! Krzyczy z góry co masz robić, krok po kroku. Słuchasz tego wszystkiego przejęty, poliki się rumienią, serce zaczyna szybciej bić, jesteś gotowy na powrót do życia! Podchodzą inni ludzie, wyciągają do ciebie ręce, rzucają power banki, prowiant, napoje, koc, a nawet drabinę! Schodzi do ciebie jedna z tych osób i mówi, że teraz już wszystko będzie super, że tam u góry wszyscy na ciebie czekają. Rozglądasz się po swojej dziurze – kilka pełnych butelek wina, jedzenia też sporo się zebrało, baterii na tydzień, zaraz się odnowi pakiet internetowy. Mówisz cicho „ale mi tu dobrze”.

Taki był 2017. Czego się w nim nie nauczyłam? O tego:

1.Jestem dorosła, ale mogę być niedojrzała

Uwagi typu Masz dopiero osiemnaście lat?! Brzmisz tak dorośle, to co mówisz… wow! uważałam za największą pochwałę – ach ja! taka mądra! taka światła! ach! patrzcie jaka ja jestem dojrzałaaaaa! Czułam, że ja wszystko zawsze ogarnę, zrobię na czas, nie potknę się, a przede wszystkim – nikogo nie zawiodę. O swoich osiemnastych urodzinach pisałam nie raz, ale w skrócie – popłakałam się okropnie, bo miałam wrażenie, że kończy mi się życie, że już nic mi się nie uda osiągnąć, że zaraz do piachu, już za chwilkę… Prawdą jest, że do dziś czuję się nie na swój wiek, ale co najmniej na czterdzieści kilka lat. Wśród znajomych czuję się czasami tak, jak wtedy, gdy wychowawczyni na wycieczce szkolnej siedziała z uczniami w czyimś pokoju z nadzieją, że ją zaakceptują. Tak, myślę, że jest to bardzo trafne porównanie, biorąc pod uwagę fakt, że w piątek zaczynam praktyki w szkole… Czego chcę się nauczyć w 2018 to jak być dzieckiem. Dać sobie szansę na bycie rozlazłą kluchą.

2. Nikt się ze mną nie ściga

Ha! To jest moje ulubione! Skumajcie to – każdy ma jakieś formy automotywacji, coś co sprawia, że adrenalina skacze i nie koniecznie musi to być jedzenie. U mnie jest to rywalizacja, a konkretniej mówiąc – rywalizacja utajniona przyczajona. Polega ona na tym, że wybieram sobie przeciwnika i się z nim ścigam, a on nie jest tego w ogóle świadomy! To trochę jak wtedy, gdy stoisz na czerwonym, pierwszy w kolumnie, a obok stoi inne auto i jak się tylko zapali zielone to ruszasz z kapcia (ja tak mam, ktoś jeszcze?). Ja się wtedy nakręcam, motywuję, skupiam, działam. Jezu, są takie zadania na jednym przedmiocie na uczelni, moje ulubione. Robię sobie wtedy turniej „1 z 10” i tylko brakuje mi przycisku, bo jak wykładowca prosi o odpowiedź, to mi się już poliki czerwienią, serce wychodzi gardłem, BO JA WIEM, A NAWET JAK NIE WIEM TO MOŻE WIEM!!! Ale to wszystko nie tylko w kwestii nauki. Kiedyś na Instagramie znalazłam typiare, co schudła ze 130kg do 75kg, czyli akurat do takiej wagi, jaką wtedy miałam ja. Uznałam, że skoro ona może, no to ja też! Po czasie ja miałam 70kg, ona też. Nagle ja miałam 69kg, ona 68kg. Wkurzona na siebie zaczęłam się cisnąć jeszcze mocniej. Jej staty pokazywały 67, a moje znów 70! Myślałam, że to przyrost mięśnia, ale ten zmalał, a przybyło tłuszczu… Ta typiarka mi zaczęła uciekać, a ja ją usunęłam z obserwowanych. Nie potrzebuję negatywnych ludzi w moim życiu (czyli siebie hehe). Czasami odwiedzam jej profil i albo mnie to zmotywuje albo zirytuje. Zwykle oba na raz. W 2018 roku chciałabym znaleźć motywację w sobie.

3. Odmiany holenderskich czasowników nieregularnych, bo już wstyd.

4. Nie jestem sama

W 2018 wyjdę z dziury, albo żeby nie było takich nagłych rewolucji w życiu, to zaproszę do niej innych. Spędzimy trochę czasu, pojemy, pogadamy, a jak będę gotowa, to wyjdziemy z niej razem i pójdziemy na przygody. Ile można robić z siebie Samosię? (zawsze)

5. To, co odeszło, już nie wróci

Momenty, ludzie, przyjaźnie, miłości – to wszystko było z nami na chwilę, nadało sens, przyniosło wiele cudowności, utworzyło wspomnienia. Odeszli, bo chcieli. Odeszli, bo musieli. Odeszli, bo tak było lepiej. Mówi się, że czas leczy rany, a moje rany chyba są uczulone na czas, bo im więcej go mają, tym większe się robią. Dlatego zmieniam na puszczenie wolno leczy rany. Piątym postanowieniem na 2018 rok jest puścić wszystko, co już odeszło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s