Część X

Moi rodzice pojechali na dwutygodniowe wakacje, zostawiając mnie z bratem. Aby mi ułatwić życie, poprosili babcię o pomoc, a żeby jej się nie nudziło, zaprosili też jej koleżankę. Miały ogarniać Kubę, gdy ja jestem w pracy i na uczelni, dopilnować, by nie umarł z głodu.

Dziś wiem, pod koniec tych dwóch tygodni, że mój brat przez ostatnie kilkanaście dni jadł w kółko kotlety, kanapki z potrójną szynką i pierogi.

– Głodny nie chodzi!

– Ale babciu, on żadnych warzyw nie je!

– Jak nie je, daje mu pomidora albo ogórka na kanapki.

Pomijając ciągle walki o nadmierną ilość oleju w każdym daniu i niedobór warzyw w diecie reszty domowników, doszło to, że mój brat uznał pobyt babci za wakacje, to jest olanie szkoły, lekcji i wszystkiego, co szkolne.

– Olu, powiedz coś Kubie, on się w ogóle nie uczy!

– Jest 21:30, co on do tej pory robił?

– Grał, jeździł na desce…

– Byłam w pracy, mogłaś coś mu powiedzieć!

– Ale co ja mu powiem…

Plan rodziców nie do końca wypalił, bo ostatecznie opiekowałam się bratem, babcią i jej koleżanką. Ale to nie wszystko.

– Ola, mogę Tobie jutro przywieźć dziewczynki rano?

Moja najmłodsza kuzynka zakropkowała się ospą, a jej siostra gotowała gluty w nosie. Ich tato, brat mojej mamy, mój ulubiony wujek, jest na kilkutygodniowym kursie i nie ma go w domu teraz, a że babcia jest na miejscu, to zrobiłyśmy z mojego domu pogotowie ratunkowe, gdzie leczy się zupą, pierogami, kreskówkami i kolorowankami. No i wiadomo, babciną miłością. Moje życie stanęło trochę do góry nogami.

Aby pomóc przy dziewczynkach, jeździłam po nie rano i do nas przywoziłam, a z czasem jedną z nich jeszcze zawoziłam do szkoły. Potem jechałam na uczelnię, potem do pracy i późną wieczorową porą byłam w domu, by tam się upewnić, czy mój brat odrobił lekcje i nie zapomniał o swoich sprawdzianach, a do tego musiałam sprawdzić, czy może pogodził się z wodą i czystością. Zdemotywowana niewielkim progresem w tej kwestii, siadałam do swoich zadań i lektur.

Bilans z tego tygodnia: przeziębienie i niekończący się katar, milion przejechanych kilometrów (bardzo nie lubię jeździć autem, więc te 200 traktuję jak milion…), podczas których zgubiłam cierpliwość do kierowców i siebie za kółkiem, chroniczne niewyspanie i ogromne poczucie szczęścia, że jestem komuś potrzebna, że ktoś mi ufa.

Dlatego się cieszę z mojego powrotu do Polski – jestem wśród ludzi, którzy są mi bliscy, dzięki którym czuję się potrzebna i doceniona, a ja mogę pomóc i zawsze być do ich dyspozycji.

To był wspaniały rok, a jutro kończę 23 lata!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s