Część VIII

Prowadząc dla Holendrów ich Airbnb, miałam okazję poznać masę różnych ludzi. Mieszkaliśmy w jednym domu, oczywiście osobo, zatem widywaliśmy się czasem. Niektórzy wpadali na weekend, zdarzały się wizyty kilkutygodniowe czy na parę miesięcy. Regularne „jak się bawicie w Amsterdamie?” i „czy mogę Wam w czymś pomóc?” oraz darmowa butelka wina były wystarczające, by dostać pięć gwiazdek za gościnność.

Zbliżał się mój czas powrotu do Polski, a wraz z nim ostatni dla mnie goście.

Była to para z Anglii – młodzi, uprzejmi, bez żadnych problemów. Ostatniego dnia wymeldowali się na czas, a ja po ich wyjściu od razu udałam się na najwyższe piętro, by zacząć ogarniać ten apartament. Zwykłam zaczynać od kuchni, a dokładnie od lodówki. Od kiedy znalazłam sześciopak desperadosów, uznałam, że życie nie może być piękniejsze i niczego lepszego się nie spodziewałam.

A jednak.

Grzybki halucynogenne.

Wzięłam opakowanie delikatnie do ręki, przyglądając się zawartości z bliska. Wrzuciłam pudełeczko do torby na pranie i uznałam, że to tego wrócę później.

Delikatnie ogarnęłam pokój, to jest zabrałam jedzenie i nieotworzone wino i wróciłam do siebie. Położyłam grzybki na biurku i patrzyłam się na nie, aż do momentu, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Schodzę na dół, otwieram drzwi, a tam moi goście.

– Hej, zapomnieliśmy czegoś, możemy szybko wejść?

Zestresowana wpuściłam ich do środka i odprowadziłam wzrokiem po schodach. Jezu, oni pewnie po te grzybki! Myślę, jak je podrzucić, jak to wyjaśnić, co zrobić?! Jak wyjaśnić to, że jestem w posiadaniu ich narkotyków?! Gdy oni są w apartamencie, ja idę do swojego pokoju po pudełeczko z przeklętą zawartością i chowam je do kieszeni. Wspinam się po schodach do apartamentu, by oddać im ich własność.

– Hej, nie wiem czego szukacie, ale może…

– No, zostawiliśmy tu coś, ale tego nie widzimy…

– A co to było? – ręce się pocą, głowa pulsuje, głos drży.

– Przejściówki do ładowarki, może widziałaś?

– Przejś… a, nie, jeszcze nie sprzątałam tu dokładnie, nie widziałam niczego takiego.

Za pleców słyszę „a! jest!”.

Goście podziękowali, ja wróciłam do swojego pokoju i wyjęłam grzybki z kieszeni. Co ja mam z nimi zrobić? Po zielsku zachowuje się jak zgniły kaktus, a co dopiero grzybki! Nadgryzłam kawałek i czekałam na reakcję mojego ciała. Delikatnie zaburzone funkcje motoryczne, suchość w ustach, ale maciupeńka, i ogromny stres tym, że zostanę narkomanką i do końca życia będę musiała jeść te grzybki.

Wyrzuciłam je do śmieci i tyle było z mojego rocznego, szalonego pobytu w Amsterdamie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s