Część V

-Ja nie obchodzę Dnia Matki.

Usłyszałam od siostry Coco, wyciągając zakupy z siatki. Była to sobota, wczesny poranek, więc teoretycznie powinnam robić wszystko inne, a napewno nie stać w kuchni Holendrów, wypakowując zrobione przeze mnie zakupy. A zwłaszcza, nie powinnam była mieć w planach pieczenia ciasta z okazji obchodzonego w Holandii w drugą niedzielę maja Dnia Matki, ale wiecie, jak ważne są one w polskiej kulturze. Chciałam potraktować Panią Mamę Holenderkę jak własną. Za to nie spodziewałabym się nigdy, że zrobię to jako jedyna.

-Co masz na myśli? – zapytałam, głęboko wierząc w to, że usłyszę co innego, niż się spodziewałam.

-Ona nas tylko urodziła, nigdy nie robiła rzeczy typowych dla matki. Nie wychowała nas, nie gotowała, nie była jak reszta matek.

A jednak. Usłyszałam dokładnie to, czego usłyszeć nie chciałam. Patrząc na tę już prawie osiemnastoletnią dziewczynę, która od urodzenia była wychowywana przez obce kobiety z innych krajów. To one robiły z nią lekcje, kąpały, przygotowywały posiłki, opiekowały się podczas choroby, bawiły i prowadziły na jazdę konną.

-Twoi rodzice, oni oboje pracują, ale postarali się, byście nigdy nie byli sami i niczego wam nie brakowało. Do tego spędzacie w sumie ponad 8 tygodni razem co roku na przeróżnych wyjazdach, całą piątką, a to więcej, niż chyba ja z moimi rodzicami przez całe życie. Może nie ma ich na codzień, ale zawsze są dla was.

Wydawała się nieprzekonana. Nie wiedziałam co jej jeszcze powiedzieć. Sama przeżywałam wewnętrzną walkę w tej sprawie – czy tak powinno się wychowywać dzieci? Tata w wiecznych rozjazdach, kilka krajów w miesiącu. Mama, lekarz, ale pracuje 3-4 dni w tygodniu, w tym tylko jeden, maksymalnie dwa dyżury. Ja, zwykle do dyspozycji, gdy nikogo nie ma na noc. Dbałam tylko o to, by mieli w co się ubrać i co zjeść. Czasami towarzyszyłam wieczorami. Coco kiedyś mi powiedziała coś, co w ogóle nie pasowało do niej, brzmiało, jakby odtworzyła coś, co kiedyś gdzieś usłyszała.

-Chciałabym, by byli częściej w domu, ale są tylko ludźmi, też mają swoje życie.

Mieszam te składniki na ciasto, myśląc o moich rodzicach, którzy zawozili mnie na obozy, treningi, do szkoły. Którzy kupowali mi nową kurtkę, zamiast sobie. Którzy zawsze byli, gdy ich potrzebowałam. Czym się różnili od rodziców Holendrów? Dlaczego moi rodzice według siostry Coco bardziej zasługiwali na prezenty i niespodzianki z okazji Dnia Matki czy Ojca?

Przychodzę w niedzielny poranek, witam się z Panią Mamą i składam jej życzenia. Mówię, że upiekłam ciasto, które dziś możemy z tej okazji zjeść po obiedzie.

-Dziś na obiedzie będziemy tylko ja, ty i Coco, reszta ma już inne plany. Dziękuję bardzo, jest mi niezwykle miło!

Powiedziała, przygotowując odświętne śniadanie dla całej rodziny z okazji własnego dnia.

 

Bądź na bieżąco tu: https://www.facebook.com/pannaleksandrablog/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s