Część IV

Ostatni tydzień bycia au-pair miałam spędzić razem z nową au-pair mojej rodziny, by ją wdrożyć, pokazać życie w rodzinie, jaki chleb je tata, a jaki Coco i dlaczego nie może kupować mleka półtłustego. Same istotne kwestie! Większość moich rzeczy miałam już z powrotem w Polsce, więc mój pokój był prawie pusty, gotowy na zbliżającą się zamianę. Nowa ofiara przyjeżdzała w środę, a mój lot powrotny miałam w poniedziałek rano.

Nadszedł dzień przyjazdu mojej zmienniczki (która była Holenderką, więc wielkie wydarzenie to nie było tak naprawdę, tylko ja jak zwykle przeżywałam to bardziej, niż ona sama…). Wspólnie z Coco ją odebrałyśmy, pomogłyśmy z walizkami i po drodze pokazałyśmy to, co Abcoude miało do zaoferowania, to jest dwa kościoły, cztery salony fryzjerskie, trzy piekarnie, dwa mięsne i pięć restauracji, a to wszystko na jednej ulicy. Weszłyśmy do mojego domu (miałam własny au-pair dom!) i zaprowadziłam nowicjuszkę do mojego pokoju, by jej pokazać co i jak.

-Na razie zostaniesz w apartamencie na górze, tam jest łazienka i kuchnia. Jak wyjadę, to się tu na spokojnie wprowadzisz.

-… a nie mogę już się tu wprowadzić?

Zaskoczona tym pytaniem, spojrzałam na pomieszczenie, w którym spędziłam ostatni rok – łóżko, w które wsiąkła niejedna moja łza czy przewrócone piwo ze śmiechu; biurko, przy którym pisałam moje wszystkie posty i artykuły; okno, przez które wystawiałam stopy w ciepłe dni. Nie byłam gotowa na tak szybkie pożegnanie z tym miejscem.

-tak, jasne! Nie ma problemu! Wezmę tylko swoje rzeczy.

Zeszłam do łazienki, by zrobić miejsce dla nowej właścicielki. Myślałam, że będę miała czas do końca tygodnia z tym wszystkim się pożegnać, zrobić jakiś dziwny rytuał płaczu i szczęścia, nie wiem, cokolwiek! Wrzuciłam swoje wszystkie kosmetyki w wiaderko, bo wiaderka nie oddam jeszcze, chociaż tyle uratuję przed nagłą utratą. Wróciłam do pokoju, wrzuciłam na jedną kupę ubrania, buty i inne rzeczy, które jeszcze chwilę temu miały swoje miejsce w tym pokoju. Zabrałam się z tym wszystkim piętro wyżej, czując się, jakby ktoś mnie wygnał z raju, z mojego miejsca. Inaczej sobie wyobrażałam ten moment. Ja chciałam ostatnią noc, jak w filmach, przejechać dłonią po meblach, poczuć ostatni raz miękkość łóżka, otworzyć okno i spojrzeć na moje koty, położyć się na podłodze, by pomyśleć o wszystkim, co się wydarzyło, a nawet uronić łezkę ostatniej nocy.

W sobotę, gdy nowa au-pair była na spacerze, weszłam do swojego byłego pokoju. Tam, gdzie stały moje torebki, teraz były odżywki proteinowe (jezu…), na miejscu moich niegdyś książek stały kosmetyki, a na łóżku leżała nowa pościel. Wróciłam myślami do moich pierwszych dni w tym pomieszczeniu, gdy było tak brudne i niepoukładane, że po wyjeździe poprzedniej au-pair zrobiłam generalne porządki, pojechałam do ikei, poprzesuwałam meble i uprałam wykładzinę. Usiadłam na podłodze, uśmiechnęłam się do siebie i czekałam, aż poczuję gotowość na ostateczne pożegnanie.

Ono chyba nigdy nie przyjdzie, bo ciągle czekam.

Bądź na bieżąco tu: https://www.facebook.com/pannaleksandrablog/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s