Część I

W lipcu poczułam przykry ból niezadowolenia życia. Po godzinach opłakiwania swojej bezczynności i bezradności w temacie oszczędzania pieniędzy postanowiłam, w środku nocy, że pojadę na weekend do Belgii. O pierwszej w nocy zadzwoniłam na infolinię zapytać, czy moja zniżka na pociągi obowiązuje w pociągach na terenie Belgii. Ułożyłam w głowie zdanie, piękne, gramatycznie poprawne, no idealny holenderski, jak pączek z perfekcyjnie rozłożonym dżemem. Pan powiedział “nie” i tyle było z ambitnych nocnych rozmów. Znalazłam nocleg na Couchsurfingu u Belga, który nie miał ani jednej opinii, ale jako jedyny nie napisał “hello biutiful”, zatem selekcja była naturalna. Spakowałam majtki i pojechałam. W Rotterdamie kupiłam bilet do Antwerpii i jak podekscytowany piesek czekałam na pociąg. Czekała mnie super przygoda, same super rzeczy, za-ba-wa!

Nie do końca.

Zacznę od tego, że na te dwie godziny podróży pociągiem ściągnęłam sobie “Życie jest piękne” Bernigniego. Akurat miało mi starczyć na trasę Rotterdam – Antwerpia. W trakcie przesiadki złapała mnie potrzeba poczucia się doroślej i kupiłam kawę (ja przecież nie piję kawy…). Siadam sobie, czytam przewodniki po tym pięknym mieście, planuje co i jak, gdy nagle zaczepia mnie pan obok.

-Sori, madam.

-Yes?

-Speak you Deutch? Rossish?

-No, but I speak Polish.

-O kurwa… ale jaja…

Po tym przywitaniu zostałam poproszona o znalezienie w internecie jakiegoś numeru do firmy, która okazała się nie do końca być firmą, o jakiej ja myślałam, ale fundacją dla bezdomnych Polaków. To była sobota i nikt nie odbierał. Pociąg miałam za 10 minut, kolejny za godzinę. Żadne numery nie łączą mnie z pomocą i czuję ogromny ból brzucha ze stresu. Przede mną siedzi człowiek, samotny, w obcym kraju, bez znajomości języka i pieniędzy. Dopiero wtedy zauważyłam stare rany na twarzy, poszarzałe ubrania i przepracowane dłonie. Jeden wielki smutek.

-Nie wiem nawet jak Panu pomóc…

-Ja sobie poradzę, muszę tylko iść do szpitala, tam mi powiedzą gdzie mogę iść. Dziękuję bardzo, bardzo.

Poleciałam biegiem na pociąg, usiadłam i pomyślałam o tych wszystkich ludziach, którzy nie mogą wrócić do domu albo go nie mają w ogóle i nagle poczułam, jakby cały smutek świata osiadł mi na ramionach. Starając się powstrzymać łzy, włączyłam film i chcąc się na nim skupić, odrzucałam myśli o tym człowieku. Wybór filmu był okropnie nietrafiony, bo te wszystkie łzy, które udało mi się zatamować, wylały się ze mnie z podwojonym żalem i przypomniało mi się wszystko co smutne i najgorsze. Podszedł do mnie pan, ja już myślę, że chce zapytać czy coś się stało, czy jakoś może mi pomóc, a usłyszałam jedynie “kawa, herbata, przekąski”.

 

Już jutro, kolejna Bajka przed 23!

Bądź na bieżąco tu: https://www.facebook.com/pannaleksandrablog/

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s