Wróciłam do Polski! Co teraz?

Ostatni lunch w Holandii, ostatnie rozmowy z sąsiedzkimi kotami w Holandii, ostatnia niedziela w Holandii, ostatnie nudle nad kanałem w Holandii, ostatni prysznic w Holandii, ostatnia noc w Holandii – takie myśli towarzyszyły mi ostatniego dnia w Holandii. Pomimo mojego nostalgicznego podejścia do całej sytuacji, łzy z oczu nie chciały lecieć. Dopiero ostatniego późnego wieczora, gdy uświadomiłam sobie, że robię ostatnie pranie w Holandii, popłakałam się nad otwartą pralką, wtulając się w mokre ubrania, pachnące moim ulubionym płynem (rok temu w moim życiu nie istniała kategoria Ulubiony płyn do prania #dorosłość). Rano wstałam, zabrałam się i pojechałam na lotnisko. Ostatni raz w pociągu w Holandii, ostatnia kawa w Holandii, ostatni samolot do Polski z Holandii.

Tego, co wydarzyło się potem, nie mogłam przewidzieć #kochamTrudneSprawy

Wszystko było super – wyprzytulałam rodzinę, wycałowałam Bartka, spotkałam się z przyjaciółmi, odwiedziłam moje ulubione miejsca i w końcu spałam w swoim łóżku. Nic mnie nie denerwowało, ale też… nic mnie nie cieszyło, nawet widok najpyszniejszego Cosmopolitana z Bliżej. Zepsuły mi się emocje – włącz wyłącz nie zadziałało (chociaż myślę, że Sopot o północy nie jest na to odpowiednim miejscem…), kilkukrotne uderzenie też nie, a próba przywrócenia poprzedniego systemu się nie powiodła… Byłam taka o. Ciało było na miejscu, ale umysł został gdzieś w połowie drogi z Holandii do Polski (pewnie w Niemczech, on to zawsze na przekór!). W domu nie mogłam sobie znaleźć miejsca, kręciłam się między kuchnią, łazienką i swoim pokojem (dobrze, że te trzy pomieszczenia są w jednej linii, nie nachodziłam się!). Desperacko szukałam przycisku reset, by wyjść z tego dziwnego letargu – sprzątałam w szafkach swoich, kuchennych, łazienkowych (nawet pokój brata posprzątałam…), prałam i segregowałam ubrania, zebrałam kilkanaście worków śmieci, zrobiłam porządną aktualizację swojego CV i porozsyłałam do różnych miejsc. W tym czasie również wyszła płyta Natalii Przybysz, która leciała u mnie na pętli, dzień i noc, cią-gle! Mijały już prawie dwa tygodnie od powrotu, a ratunek przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie.

Upewnij się, czy nie zostawiłeś tam nic osobistego
kropli krwi ani marzeń swych
Upewnij się, czy nie zostawiłeś tam nic osobistego
żadnych łez z których niebo jest

Siedząc w SKMce, zamknęłam oczy i słuchałam tych słów, jakby Natalia pytała właśnie mnie o to, czy nie zostawiłam tam niczego osobistego. Odcięta od rzeczywistości (ale nowość!), przez chwilę zapomniałam, gdzie jestem i gdy otworzyłam znów oczy, widok mnie tak przeraził, że nie byłam pewna, czy to się dzieje na serio, czy może jak zwykle zasnęłam w ciągu minuty, gdy tylko poczułam trochę ciepła. Oczy powoli się zaszkliły, a usta otworzyły, jakby chciały zadać sto pytań jednocześnie wyciszając głos w gardle. Ja byłam przekonana, że mój pociąg zatrzymał się na Amsterdam Bijlmer Arena i jadę do Abcoude, a stałam w Gdyni Głównej! Jak wyrwana z dziwnego snu wyjęłam słuchawki z uszu, rozejrzałam się dookoła i widząc, że każdy element otoczenia potwierdza to, że jestem w Polsce, rozpłakałam się. Po dwunastu dniach emocjonalnej czystki ktoś w końcu wylał wiadra wody przez moje dwa brązowe okienka. Gwałtownie wysiadłam i stojąc w deszczu, słuchając w kółko czy nie zostawiłam tam nic osobistego, wypłakałam cały żal, tęsknotę, stres, ból, zmęczenie, obawy, strach i… szczęście. Reset.

Jestem w Polsce od prawie czterech tygodni. Dostałam się na studia magisterskie (Anglistyka, spec. nauczycielska), dostałam pracę w szkole językowej i powoli uczę się żyć tutaj na nowo, bo może i dom dalej jest tym samym domem, Morze Bałtyckie ciągle polskie, ale ja troszkę się zmieniłam (włosy jakby urosły, kilogramów przybyło, a plany się wyklarowały). Nie śpię jeszcze najlepiej, budząc się w środku nocy zdziwiona faktem, że jestem w innym miejscu niż mój pokój w Abcoude. Nie ma dnia, który nie byłby delikatnie okraszony myślą o moim poprzednim życiu w Holandii. Nie mogę już tak łatwo machnąć ręką na brak porządnych ścieżek rowerowych w drodze do pracy (poczuło się raz luksus…). Korzystam z dobrodziejstw Trójmiasta, biorąc udział we wszystkim, co się tu dzieje (koncert Krzysztofa Krawczyka to był jakiś kosmos, 12/10). Czekam jeszcze, aż mój umysł w końcu wyląduje w Gdańsku, bo coś się zasiedział w tych chmurach, a ja go na cito potrzebuję!

One thought on “Wróciłam do Polski! Co teraz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s