Dziwne akcje cz.3 „Feminizm”

Polityka jest mi obca, nigdy nie zabieram głosu w dyskusjach o preferacjach partyjnych, a po przeczytaniu House of Cards Michael’a Dobbs’a przestałam wierzyć w cokolwiek, co wychodzi z ust polityków. Cały ten układ „ja się nie wtrącam” sprawdzał się całkiem spoko, bo ograniczałam swoje prospołeczne działania do wesołego kreślenia iksów na karcie do głosowania i co jakiś czas urządzałam sobie seanse opłakiwania stanu psychicznego polskich polityków. Ostatnio coś we mnie pękło i żebym nie zalała sobie żalem całego ciała, wylewam go tu. Nazwijcie mnie jak chcecie – lemingiem, feministką, idiotką – ja jestem Ola i jedynie czego chcę to to, by każdy, bez wyjątku, mógł mieć to, co mam ja – wybór.

Robiąc kiedyś zakupy w jednej z holenderskich drogerii, trafiłam na dział z antykoncepcją. Niczym nie różnił się od tego w Polsce, ale mój wzrok zatrzymał się przy opakowaniu, które było mi tak samo znane, jak nieznane. EllaOne. Zakazany owoc polskiego rządu, grzech śmiertelny, strzał w polski niż demograficzny. O tak po prostu, na półce, nie w szufladzie, nie na receptę, o połowę tańsza. Stałam zszokowana. Serio. Mogłam wziąć, pójść do kasy i zapłacić. Bez paniki, dzwonienia po koleżankach i lekarzach, płaczu, upokorzeń i stresu. Wiem, że jeszcze przez chwilę „tabletka po” jest dostępna bez recepty w Polsce, ale już niedługo nowa ustawa wejdzie w życie. W Holandii nie ma nadużyć tej tabletki, zatem dlaczego polscy politycy uważają, że każda kobieta leci do apteki i urządza w swojej kuchni seanse antykoncepcyjne dokonując samoaborcji? Gapiąc się na te opakowanie jak w czekoladę, poczułam nagły przypływ wolności wyboru – nie potrzebuję, ale wiem, że mam możliwość. Ta wolność przeszła w lekki wstyd, że ja, dwudziestodwuletnia kobieta, patrzy się na coś, co w jednym kraju jest normą, a w moim tematem ogólnopolskiej dyskusji.

Uważam, że kobieta i mężczyzna są sobie równi, ale inni. Fizycznie i psychicznie inni, ale zasługują na to samo – szacunek, szanse, rozwój. Kobieta od 185cm nie zamienia się magicznie w mężczyznę, a facet poniżej 170cm dalej nie ma szans na niepokalane poczęcie. Do tego miałam kiedyś znajomego, który wychowywał się tylko wśród kobiet, a do tego jego wszystkie ciotki były lesbijkami – zero mężczyzny w jego życiu – okazywał emocje intensywniej, niż niejedna kobieta i nie, nie był gejem! Nie widzę w tym nic złego, gdy kobieta chce pracować jako mechanik, a mężczyzna robić makijaż – dopóki spełniają swoje założenia i wykonują swoją pracę dobrze – dlaczego nie? Zostałam wychowana w rodzinie, która mi pokazała, że ojciec i matka działają na zasadzie partnerstwa. Moi rodzice studiowali, pracowali i spełniali się pozazawodowo. Oboje nas wychowywali i zarabiali. Dzięki temu jestem świadoma, że kobieta jest równie silna, by móc uczestniczyć w utrzymaniu rodziny, a mężczyzna gotujący obiad i sprzątający dom, to żadna hańba (właśnie ten, co nic w domu nie robi, powinien się wstydzić). Jestem za to rodzicom bardzo wdzięczna. Nie ma uniwersalnego modelu rodziny, każda rodzina działa inaczej i wiem, że każda strona musi coś poświęcić. Dziś nie wyobrażam sobie męża, który by mi powiedział „okej, ty zostajesz w domu, a ja lecę do roboty”, ale jak najbardziej wspieram w decyzji te koleżanki, które chcą się realizować jako żona, matka i oddać swój czas życiu rodzinnemu. Jeżeli któraś uważa, że kobiety są po to, by ładnie pachnieć, to oby tylko znalazły partnera, który myśli podobnie. W tym sęk! Ale do czego zmierzam – przez wieki kobiety nie miały dostępu do edukacji, odbierano im możliwość rozwoju i wyboru. Dorastały, wychodziły za mąż i poświęcały się rodzinie. A teraz padają takie pytania: dlaczego jest więcej mężczyzn odkrywców/wynalazców/dyrektorów niż kobiet? No nie wiem, pewnie dlatego, że przez pokolenia trzymało się kobiety w domach? Uczyły się tego, co praktyczne, zatem skąd miały wiedzieć o eksperymentach, dyskusjach, wynalazkach? Nawet nasza narodowa duma, Maria Skłodowska, wyjechała z kraju, by móc studiować! Wmawia się, że są słabsze od mężczyzn, że ciekawe po kogo zadzwoni, by wnieść szafę na czwarte piętro (po koleżanki i sąsiadów, do cholery!), że ich powołanie to macierzyństwo. Cieszę się, że żyję w czasach, gdzie kobieta i rozwój to słowa sobie bliższe, niż kiedykolwiek, ale dlaczego rozwój technologiczny jest tak entuzjastycznie odbierany, a rozwój ludzki hamowany? Nienawidzi się feministki za to, że chcą więcej? Że chcą się uczyć, chodzić do pracy, mieć prawo wyboru i znaczenie w społeczeństwie? I tu nie chodzi o pracowanie w kopalni i wylewanie cementu! Powtarzam! Tu nie chodzi o to! Nie wiem no, mi się by nie chciało wykonywać takiej roboty, bo wolę siedzieć za biurkiem godzinami i dziobać przy klawiaturze. Nie wiem, czy w ogóle komukolwiek się chce pracować w kopalni, nawet facetom.

Krótka historia z mojego krótkiego życia: gdy chodziłam do szkoły w Anglii, każdą przerwę obiadową spędzałam na graniu w piłkę (i wpychaniu sobie do buzi kartofli i indyka). Miałam buty do nogi i grałam na równi z chłopakami. Była średnio proporcja 1 laska na 3 chłopaków. Każdy się super bawił i nikomu nic nie przeszkadzało. Jak strzeliłam gola, to wszyscy się cieszyli, a jak w ferworze walki o gola przyrżnęłam głową o słupek, to chłopcy mnie zanieśli do pielęgniarki. Problem pojawił się w Polsce. Wróciłam do swojej starej podstawówki, ubrałam halówki i poleciałam na przerwę pokopać piłkę na boisku. Takiego ostracyzmu to nawet weganizm mi nie zagwarantował. „Pokaż jak kopiesz, pewnie z czuba!”, „Nosisz buty dla facetów!”, „Ona idzie do was!”, „Idziesz na bramkę!” i wiele innych, przykrych tekstów. Ja nie chciałam nikomu nic udowadniać, chciałam tylko pograć z innymi. Może czasami kopałam z czuba, ale co z tego? To nie była jakaś galaktyczna liga futbolu, a szkolna przerwa. Wizja bycia nielubianą była silniejsza niż moja chęć grania w piłkę, więc spakowałam swoje bordowe Nike Total90 i tak skończyła się moja kariera futbolowa.

 

 

11 thoughts on “Dziwne akcje cz.3 „Feminizm”

  1. Holandia to ogólnie bardzo liberalny kraj. Przysłowiowy Freedom tam znaczy dużo wiecej niż tutaj. Antykoncepcja na wyciągnięcie ręki podobnie jak zioło i inne używki. A mimo to Holendrzy są fajną nacją

    Polubienie

  2. To bardzo dobre podejście. Równi, ale inni. Rzeczywiście, jest w naszym kraju coś w tym myśleniu średniowiecznego. Aczkolwiek przeginanie w drugą stronę i (wzorem Szwecji) manipulowanie faktami tak, żeby wykazać, że inni również nie, także mi się nie podoba.

    —–

    leonbiern.com

    Polubienie

    1. Ciężko jest na przykład zaprzeczyć, że kobieta w wojsku może być mniej wydajna niż mężczyzna, ale jednocześnie nie raz spotkałam się z laską, która lekką ręką podciągnie się 5 razy na drążku, a chłopak obok zero. Fizycznie się różnimy, ale to nie wyklucza nas (kobiet) z wykonywania zawodów, gdzie przewaga to faceci.

      Polubienie

  3. Możliwość wyboru jest bardzo ważna, ale ważne jest również otoczenie, bo tak jak piszesz o tym co zobaczyłaś w Holandii – cieszyłaś się, że kobiety mają wybór, ale po chwili się zawstydziłaś… Słyszałam sporo opinii, że w Polsce mamy bardzo dobrze pod względem swobód obywatelskich i nie przeczę, jeżeli za przykład weźmiemy kraje np. muzułmańskie. Ale z drugiej strony są kraje zachodnie z Ameryką na czele. W każdym razie uważam, że wyborów dokonujemy sami, ale jednak czasem są one podyktowane otaczającą nas rzeczywistością – co również potwierdza Twój przykład z grą w piłkę w PL.

    Pozdrawiam!

    http://www.cheapholidayperfectstay.blogspot.com

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s