Styczeń

Początek stycznia spędziłam w górach z Bartkiem. Pojechaliśmy w Sudety i dalej od cywilizacji nie mogliśmy być. W ośrodku byliśmy sami, stok włączali specjalnie dla nas, a ulubioną zabawą całego wyjazdu było zjeżdzanie  na tyłkach do sklepu środkiem ulicy. Potem się wtaczaliśmy z deskami na plecach pod górę, ale warto było! Nie ratrakowali, więc mieliśmy miękki puch na całej długości zjazdu. Kuchnia w ofercie dan bezmięsnych oferowała tylko pierogi ruskie i chleb, więc przez cztery dni jadłam nic innego – pierogi i chleb. Wegańska to była chyba tylko woda i piwo. Ale nie narzekałam, czułam się jak u babci na wakacjach za malucha (brakowało tylko mielonych z ketchupem).

img_20170110_075005_917_1

dsc_0397_1

dsc_0396_1

dsc_0389_1

img_20170105_141426_738

dsc_0399_1

Wracając do Holandii, miałam grubą akcję. Przez warunki pogodowe wylądowaliśmy w Kolonii. Oczywiście ja, chojrak, już panika, samo lądowanie trwało pół godziny i myślałam, że umrę w katastrofie lotniczej. Telefon do mamy i mówię, że hej, jest taka akcja, a mama, że „przygoda!”. Ja tu prawie zapłakana (nie wiem czemu, ja po prostu jestem straszną beksą i boidudkiem), a własna matka mi mówi, że to przygoda! Podstawili busa, okazało się, że jest za mało miejsc, więc czekałam na kolejnego. Autobusem jechaliśmy do Eindhoven. Koło mnie siedział pan, co budził sie tylko po to, by mi opowiedzieć historię, a ja w tym czasie się patrzyłam na czipsy, które jedli Holendrzy siedzący po przekątnej. Potem z Eindhoven musiałam się dostać do Amsterdamu. Zamiast 3, wracałam z Polski 10 godzin! Zmęczona i głodna na prędkości wpadłam do domu, przebrałam się i poleciałam na spóźnionego Sinterklaasa (8 stycznia wszyscy byli na miejscu, stąd ta data. O tym święcie pisałam w Grudniu). Czekając na prezenty, zjadłam kilogram marchewek z hummusem i wypiłam o trochę za dużo szampana, a na głodnego to wiecie sami… PS. babeczka to prezent dla mnie, oczywiście, a dostałam książkę Lonely Planet o fotografii podróżniczej (jak tylko odkryję w sobie pokłady cierpliwości, by wczytać się w terminologię fotograficzną, to obiecuję, przeczytam książkę. Na razie zaznajomiłam się ze zdjęciami i tekstem napisanym grubą czcionką!)

airbrush_20170201143838

airbrush_20170201143946

img_20170114_174344_670

img_20170118_152552_277

W końcu udało mi się spędzić cały dzień w Rijksmuseum. Przepiękny budynek, a do tego obszerna kolekcja. Poszłam z samego rana, by ominąć tłumy, a mając kartę muzealną, nawet nie stałam w kolejce po bilet. Jak ostatni cwaniak poszłam do wejścia, a pan do mnie „nie będzie wygodniej bez kurtki?”, zatem odwróciłam się na pięcie i grzecznie stanęłam w wężyku do szatni. Polecam w Rijksmuseum (i ogólnie w każdym muzeum) wydać kilka groszy więcej i wziąć audioprzewodnika. Ja dzięki temu nie ominęłam ważniejszych dzieł, a do tego dowiedziałam się o nich samych ciekawych rzeczy. Zawsze lubiłam szwendać się po muzeach i oglądać eksponaty, ale dopiero w Amsterdamie stałam się ich stałym bywalcem (dzięki Museumkaart, która jest biletem do muzeów w Holandii) i hobbistycznie wykupuję pocztówki z giftshopów.

img_20170115_225548_093img_20170115_225517_625img_20170115_224950_043img_20170115_225133_078

Pod koniec miesiąca poleciałam na weekend do Mediolanu, a przypałowe akcje opisałam we wpisie Mediolan | Małe wycieczki.

Processed with VSCO

img_20170127_123744_540

Processed with VSCO

Dużo gotowałam, przeszłam kilometry w muzeach, obejrzałam masę filmów i zaczęłam uczyć dzieciaki angielskiego (w szkole!!!). Jest super.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s