Mediolan | Małe wycieczki

Weszłam z ciekawości na skyscanera, wyszukałam loty z Amsterdamu i chwilę później kupiłam bilety na weekend w Mediolanie. Potem zaczęłam się zastanawiać, co ja właściwie zrobiłam, dlaczego nie ma limitu wiekowego na wydawanie pieniędzy oraz czemu moja mama mi nie zabrała jeszcze karty. Moja dojrzałość finansowa rozwija się znacznie wolniej od reszty (myślę, że zatrzymała się wraz z moim wzrostem), dlatego czasami wydam 7 euro na czekoladę, a 3 euro na rajstopy #priorytety.

Czwartek: Lot o 18:00, a ja już o 14:30 się zastanawiam, czy zdążę (podróż z domu na Schipol to 20 minut) i czy może nie lepiej już zostać. Holendrów zostawiłam z ugotowanym obiadem i pojechałam na lotnisko. Gdy już usiadłam na swoim miejscu w samolocie, zamknęłam oczy i chciałam już być we Włoszech. Czuję obok siebie jakiś ruch, otwieram jedno oko, a typ obok mnie robi mi zdjęcia jak śpię! On zdziwiony, ja zdziwiona, razem jesteśmy zdziwieni i nie do końca wiemy co w tej sytuacji zrobić. Proszę, by więcej tego nie robił i usłyszałam smutne „sori”.

Wylądowałam, kupiłam bilet na autobus do centrum Mediolanu i dowiedziałam się, że Włosi mają inną matematykę niż reszta świata, ponieważ 10-8=1. Taką resztę dostałam od pana kierowcy, któremu się bardzo spieszyło, bo wrzucił moją walizkę do autobusu jak worek kartofli. Dojechałam na dworzec centralny, na którym przywitał mnie tłum emigrantów z selfie stickami i power bankami. Gdy udało mi się znaleźć metro, dzieliło mnie zaledwie 20 minut od poznania osoby, której zaufałam bezgranicznie. Otóż: zdecydowałam się na nocleg za pośrednictwem couchsurfingu. Czym jest couchsurfing? Ludzie oferują swój kawałek kanapy/podłogi/łożka/hamaka za darmo. Nic w zamian, oprócz przyzwoitości i ogarnięcia. Nieoficjalnie międzynarodowe biuro matrymonialne. Ja powinnam kiedyś opublikować te kwiatki, które dostałam od Włochów oferujących mi nocleg: Poczujesz się jak królowa, chcę Ciebie bliżej poznać, mam tylko jedno łóżko które możemy dzielić… I ja, odpowiedzialna osoba, wybrałam jedną osobę spośród tego stada gekonów łaszących się na biedną panią świerszcz.

Przyjechałam. Włoch, u którego nocowałam, mówił po polsku, miałam do dyspozycji cały pokój, a do tego nie był gekonem. Aha, przez cały pobyt zapomniałam o swoim weganizmie (wzięłam urlop) i spokojnie oddawałam się daniom serowym, mlecznym i mącznym. Mój żołądek nie podzielał moich wyborów w życiu i przechodziliśmy istnie… gówniany kryzys (nie polecam rzucać się na ser po roku nie jedzenia nabiału! wiem to stąd, bo o 23:00 jadłam gnocchi w sosie pomidorowym z mozzarellą)

Piątek:

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Szybkie śniadanie przy Duomo (bajgiel z bakłażanem, suszonymi pomidorami i sałatą to taka super kombinacja!) i jazda na zwiedzanie. Lecę do kasy wydać 15 euro zamiast 11, bo po co mam wchodzić na dach Duomo, jak za 4 euro więcej wjadę windą! Już przebieram nóżkami przed kasą, gdy nagle pan Chińczyk się wpycha przede mnie! Ja mu pokazuję, gdzie jest koniec kolejki, a ten yes yes, woła resztę swoich ziomków i mówi do babki, co kupuje swój bilet, by się pospieszyła! Karma go do dopadnie. Z biletem zdobytym w istnych cierpieniach weszłam do katedry. Piękna, ogromna, pełna detali. Pozachwycałam się, ochhh, aaaachhh, dobra, to teraz na dach.

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Na dachu same piękności, biały marmur iluminował moje czerwone z zachwytu policzki i czułam się jak na szczycie świata. Dopóki ten sam pan Chińczyk nie próbował mnie zrzucić ze schodów. Mimo wszystko, rajsko tam jest. Tyle maleńkich ozdób, figur, ornamentów, cięć. Nie-re-al-ne!

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Potem był zamek Sforzów, kolejne selfie-sticki z powerbankami, ogromny, zielony park i cieplutkie słonko.

Processed with VSCO

Processed with VSCO

W drodzę do Pinakoteki Brery minęłam ten uroczy kąt.

Processed with VSCO

W Brerze doszło do złamania prawa, ale mam nadzieję, że nikt z was, kto to czyta, nie sprzeda mnie na policji 😦 Kupując bilet, pani zapytała, czy jestem studentką. Jestem. Jeszcze niedawno byłam, mogłam się pomylić. Potem, czy studiuję kierunki związane ze sztuką. Tak, w Amsterdamie, grafikę w Gerrit Rietveld. To, że się tam nie dostałam kiedyś, nie oznacza przecież, że już nigdy nie będę tam studiować. Tak o to dostałam bilet po taniości! Wyżej zdjęcie też zrobione nielegalnie, bo procesu rekonstrukcji dzieł się nie fotografuje, ale saaaaami zobaczcie! Jakie to piękne!

Processed with VSCO

Picassa na co dzień się nie widzi.

Processed with VSCO

To ja tęskniąca za moim kotem 😦

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Ten obraz mnie niezwykle rozczulił. Zaślubiny Maryi z Józefem. Te typki, co stają obok Józefa są tak wkurzeni, że na ich patyku nie wyrósł kwiatek, że jeden swój badyl aż połamał! A Józkowi wyrósł i Maryja powiedziała „Mój ci on!”. Tak było. Piękna historia miłosna.

Processed with VSCO

Zmęczona i głodna zaszłam jeszcze do pizzerii. Poprosiłam o dwa kawałki, zapłaciłam i poszłam do domu. To, co było w pudełku, to istne monstrum! Godzinę to jadłam! A drugi kawałek został akurat na śniadanie.

Sobota:

Ogląda ktoś z Was CSI? Był taki odcinek, gdzie typiarka pojechała w góry z jakimś nieznanym jej fotografem i on ją tam zabił. Dlatego ja też pojechałam w góry z panem Włochem.

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Tu normalnie widać całe pasmo górskie, o tu gdzie pokazuje mój palec.

Processed with VSCO

Po powrocie szybka drzemka i jazda dalej z muzeami. Specjalnie dla Bartka pojechałam do MUDEC. Była tam wyjątkowa wystawa Jean-Michela Basquiata. Ja nigdy nie wiedziałam jego dzieł na żywo, zatem była to też frajda dla mnie. Niestety, był zakaz robienia zdjęć. Ale kupiłam sobie pocztówkę. Następnie wpadłam na imprezę urodzinową znajomych Włocha. Z większością rozmawiałam po polsku, było przyjemnie i sympatycznie. Posłuchałam masę ciekawych historii i tylko umocniłam się w przekonaniu, że człowiek uczy się poprzez doświadczanie i poznawanie innych.

Processed with VSCO

Niedziela:

Lot miałam o 20:25, a przede mną cały dzień wycieczek. Pierwsze do odstrzału Fundazione Prada. Bardzo, bardzo abstrakcyjne wystawy, z większym lub mniejszym przekazem. Budynek sam w sobie – perełka! Nie wrzucę zdjęć z jednej z wystaw, bo tata mi zabroni chodzić do muzeów (same siusiaki!)

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Dzielnica Navigli – pchli targ z takimi cudami! Cudowe ubrania, okulary, kapelusze, meble, bliżuteria. Wszędzie pachniało kadzidłami, futrami, skórą, mydłem. Kusiło nie raz, by wyjąć portfel i wrócić z nową parą okularów Prady.

Processed with VSCO

Processed with VSCO

Po tych wszystkich makaronach i pizzach musiałam dać swojemu brzuszkowi to, co lubi najbardziej – warzywa. Przypadkiem znaleziona wege knajpa oferowała wszystko, co wege brzuch zapragnie. Ja wzięłam sałatkę z wegańskim serem i mięchem, a na deser ciacho z ananasem.

dsc_0116

Processed with VSCO

Jedna rzecz jest we wszechświecie stała – koty. Wszędzie tak samo najsłodsze.

Processed with VSCO

Całość oceniam na mocne 8,56/10. Przygoda warta zachodu, miasto pełne życia i atrakcji. Dziękuję panu Włochowi, bez niego to wszystko by się nie udało.

Teraz tylko szukać kolejnego biletu…

12 thoughts on “Mediolan | Małe wycieczki

  1. „Czuję obok siebie jakiś ruch, otwieram jedno oko, a typ obok mnie robi mi zdjęcia jak śpię! On zdziwiony, ja zdziwiona, razem jesteśmy zdziwieni i nie do końca wiemy co w tej sytuacji zrobić. Proszę, by więcej tego nie robił i usłyszałam smutne „sori”.” – hm, czy to nie był przypadkiem Chińczyk?

    Polubienie

    1. <> i fragment <> oficjalnie wygrały ten wpis 😀 cieszę się, że miałaś fajny weekend, też muszę się kiedyś wybrać na 3dniowy podbój świata 😀

      Polubienie

      1. hmm nie wrzuciło mi cytatów, chodziło o smutne sori i CSI, prawie popłakałam się ze śmiechu 😀

        Polubienie

  2. Ta przygoda w samolocie rzeczywiście nieprzyjemna była, powinien wykasować te zdjęcia. A tak jak widać spędziłaś bardzo ciekawy weekend w Mediolanie:) Niesamowity ten prosiak na zdjęciu;)

    Polubienie

  3. Mieszkam obecnie w Mediolanie, wcześniej mieszkałam w AMS, bardzo podoba mi się Twój wpis, tak na maksa humorystycznie opisuje klimat w Mediolanie, czytałam już wiele wpisów na temat tego miasta i Twój zdecydowanie wygrywa. Co do zniżek to jakoś wyjątkowo rzadko sprawdzają tu legitymacje 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s