Listopad

Listopad był kolejnym, pełnym miesiącem, który spędziłam poza domem. Od października różnił się znacznie (wpis tu), ponieważ skończył się mój miesięczny, intensywny kurs holenderskiego. Aż tylu obowiązków jako au-pair nie mam i z pomocą pana taty udało się zorganizować dla mnie dodatkowe zajęcie. Warunek był jeden – ma być dużo języka i ma być fajnie. W ten sposób trafiłam do tutejszej podstawówki. Przez miesiąc pomagałam (i planuję to robić jak najdłużej) przy ogarnianiu dzieci w trakcie przerwy na lunch. Wygląda to tak: Dostaję swoją klasę, zwykle jest to albo czwarta (7-8 lat) lub piąta (9-10 lat), i towarzyszę im podczas zabawy na zewnątrz i gdy jedzą lunch. Przerwa trwa godzinę i pierwsze pół godziny spędzają w klasach, wcinają swoje kanapki (nie wiem jak to możliwe, że w Holandii jest niewielki procent dzieci z nadwagą, skoro codziennie widzę biały chleb z czekoladą), opowiadają o swoich zwierzątkach, siostrach i zabawach, a potem lecą na dwór. Nie ma opcji siedzenia w szkole – dzieci mają pół godziny na bieganie, wspinanie po drzewach, huśtanie, granie w piłkę, grabienie liści (ulubiona zabawa!). Nawet jak mży, to buitenspelen jest ciągle w planie. Bardzo, ale to bardzo popieram taką postawę, dzieciaki mają okazję się wybiegać i wyszaleć, mogą swobodnie pozbyć się nadmiaru energii, by potem lepiej skupić się na zajęciach. Pamiętam swoje czasy podstawówki i wiecznie zamknięte drzwi na boisko, nauczycieli mówiące „nie biegaj”, „nie krzycz”, „nie kop piłki w szkole”… Tak samo miałam w szkole w Londynie i było super, zimno nie zimno, lecimy na dwór!

Z kulinarnego punktu widzenia, z racji na zbliżające się Mikołajki, tutejsze najważniejsze na świecie Sinterklaas, zrobiłyśmy pepernoten, korzenne ciasteczka. Smakują trochę jak nasze świąteczne pierniczki, ale smak speculaaskruiden, którego się używa w przepisie, nadaje im wyjątkowy smak. Do tego pewnego, mroźnego dnia, zatęskniłam za smakiem babcinych pierogów ruskich, a że miałam dużo czasu w sobotę, to pojechałam do sklepu i kupiłam wszystko, co potrzebne. Na jeden dzień zapomniałam o swoim weganizmie i wspólnie z Maxime ulepiłyśmy około 80 pierogów. Spora część zniknęła podczas obiadu, a reszta czeka w zamrażalniku na czarną godzinę. Gdy pani mama się dowiedziała, że pierogi się je same, co najwyżej z zasmażką (której nie zrobiłam, bo jeszcze ser ok, ale z mięsem już nie chcę kombinować), to delikatnie poprosiła mnie, bym chociaż dorzuciła porcję warzyw na boku. Wszystkim smakowało, babcia byłaby dumna!

Było jeszcze Halloween, które spędziłam w Abcoude i Amsterdamie. Coco, wspólnie ze swoją grupą teatralną, zorganizowała przedstawienie, które odbywało się w kilku miejscach w miasteczku jednocześnie. Wspólnie z prowadzącym chodziło się od punktu do punktu, a tam była odgrywana scenka. Każda część była elementem zagadki-historii morderstwa i na ostatniej stacji dowiedzieliśmy się tego, kto zamordował główną postać. Było to spore wyzwanie dla mnie, by zrozumieć dialogi, ale dzieci, które były ze mną w grupie, chętnie mi pomagały w tłumaczeniu. Była również randka z Coco i Maxime, potem urodziny mamy, ostatni mecz hokeja w tym sezonie i czwarta rocznica spółki BO (zdjęcie z mojej osiemnastki!). Napisałam rekordową ilość postów w ramach serii „Bajek przed 22„, dzięki którym dowiedziałam się o fanklubie koleżanek mojej mamy (pozdrawiam!!!) i przeżyłam emocje związane z każdym rokiem mojego życia na nowo.

Kiedy czujesz się najszczęśliwszy/a?

2 thoughts on “Listopad

  1. Pingback: pannaleksandra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s