Mam siedemnaście i osiemnaście lat

Przez to, że mam urodziny w grudniu, wszystko mi się poprzesuwało (mogę rocznikowo wszystko opisywać, ale to oznacza, że tracę prawie rok z życia, a wystarczy, że nie rosnę od gimnazjum, więcej przykrości już nie potrzebuję). Wczorajszy post był z mocnym naciskiem na końcówkę szesnastego roku, a druga klasa liceum to też siedemnasty. Muszę jakoś z tego wybrnąć, ale przyznam, że sama się dziś zakręciłam przy planowaniu historii. Dziś będzie o trzeciej liceum.

W wakacje wygrałam wycieczkę do Hiszpanii, którą ostatecznie wymieniłam na zimowy wyjazd do Francji. Zabrałam ze sobą Bartka i ruszyliśmy ku przygodzie. Jazda autobusem nie należy do tych przyjemniejszych, tym bardziej, gdy cała Francja zaczyna ferie i tak oto mieliśmy ogromne opóźnienie, obolałe pupy i końcówkę zapasów. Zmęczeni trafiliśmy do hotelu i w apartamencie byliśmy we dwójkę plus dwóch facetów. Pech chciał, że nasza część była połączona z kuchnią, a jeden ze współlokatorów był miłośnikiem smażonego boczku przy wchodzie słońca. Pierwszego dnia była cudowna pogoda, słońce, ciepło, idealne warunki na deskę. Ale przecież nie może być pięknie cały tydzień, o nie! Drugiego dnia złapała nas ostra śnieżyca na mega stromym szlaku. Widoczność bardzo ograniczona, głęboki śnieg, a przed nami ściana. W jednej z poprzednich historii wspominałam o tym, jak tata mnie zabrał na taką ścianę i wtedy zrozumiałam, że nie jestem pasjonatką aż takich ostrych wrażeń. Cudem zjechaliśmy cali (ja z ochraniaczem na pupie, raz złamana kość ogonowa wystarczy), by resztę dnia odmrażać nosy i stopy. Jednego dnia kupiliśmy wielopaki piwa i uznaliśmy, że warto poznać resztę uczestników wyjazdu. Zanim się udaliśmy na poszukiwania znajomych, otworzyliśmy swoje piwa. Ja koneserem piwa nie jestem (tylko radlerki), ale jeżeli Bartek uznał to, co miałam w butelce za rzecz ohydną, to musiało być coś na rzeczy. Ale by się nie zmarnowało, zabraliśmy moje piwa jako upominek do pokoju, w którym mieszkali studenci medycyny. Ci byli piwami zachwyceni (uznałam, że może na studiach człowiek uczy się nowych smaków, ale po ukończeniu pierwszego stopnia studiów wyższych wiem, że nie ważne co, ważne, że ma procent). Tak wyglądało moje pierwsze przeduczelniane doświadczenie, przedsmak tego, co się wkrótce miało zacząć.

Po opuszczeniu Lotnika nie do końca wiedziałam co chcę robić dalej. Jedyne, co dobrze znałam to angielski i cwaniakowanie, a z tego dyplomu na studiach nie zrobię. Od zawsze byłam kreatywna (przynajmniej tak mi mówili rodzice), zatem pomyślałam, że może warto się tego chwycić i spróbować w tym kierunku. Na lekcjach z rysunku nauczyciel starał mi się delikatnie wytłumaczyć, że może być ciężko, że czasami trzeba podchodzić kilka razy do egzaminów, że mam się nie przejmować. Nad jego głową świecił wielki baner z napisem „odpuść sobie”. Architektura – odpada. Może architektura wnętrz? Tylko rodzice wiedzą ile razy robiłam remont w pokoju, a przesuwanie mebli stało się nieodłącznym elementem mojego życia. Dalej rysowałam, prowadziłam scrapbook z materiałami, pomysłami na wnętrza. Po drodze zakochałam się w kaligrafii i typografii. Słuchając w kółko Unapologetic Rihanny tworzyłam swoje małe cudeńka. Zaaplikowałam do szkół w Szkocji. Moje portfolio nikogo nie zachwyciło (oprócz mamy, mamę zawsze wszystko zachwycało, nawet jak chowałam łeb pod kołdrę, gdy się za baniola bawiliśmy w chowanego, i byłam przekonana, że mnie nie widać). Przez to, że całe pierwsze półrocze malowałam, odpuściłam przedmioty, z których miałam zdawać maturę – polski, angielski i historia sztuki. Zaczęło się paniczne nadrabianie materiału. Nie miałam żadnego planu zastępczego, brakowało mi pomysłu na studia. Na ASP bałam się aplikować, coś mnie trzymało przed tym ruchem. Ni stąd Uniwersytet Gdański dodał do oferty Zarządzanie Instytucjami Artystycznymi. Moja reakcje była taka: może nie jestem kolejnym wybitnym artystą, ale o sztuce coś wiem, a do tego mam zapędy dyktatorskie, więc czemu nie? Zaaplikowałam, ale mama mnie poprosiła, bym na wszelki wypadek dorzuciła do listy kilka filologii. Babcia trochę załamana pytała „co ty dziecko po tym będziesz robić”. Trzy lata później dalej nie wiem, ale przynajmniej się dobrze bawiłam!

Mój pierwszy Festiwal Filmowy zaczęłam najgorzej jak się dało. Dzień przed rozpoczęciem kupiłam sobie nowe mokasyny. Piękne, w letnim kolorze, idealne. W sklepie pasowały, zapłaciłam i zadowolona pojechałam do domu. Pierwszy pokaz Festiwalu obył się w kinie w Gemini. Wysiadłam z autobusu i w tym momencie zacznie się godzinne pokonywanie piętnastominutowej trasy. Buty obcierały mnie niemiłosiernie! Zamiast wrócić do domu, to twardo szłam do celu. Po drodze były trzy apteki i w każdej kupowałam to plastry, to chusteczki, to poduszki pod pięty. Gdy usiadłam w fotelu, poczułam pulsujący ból w stopach i ciężko było się skupić na filmie. Gdy zapaliły się światła na sali, okazało się, że wnętrze butów było czerwone od krwi. Zawstydzona wyleciałam z kina kulejąc, wsiadłam w taksówkę i poprosiłam o kurs do domu. Zastanawiałam się jak ja mam przeżyć cały tydzień na tych kalekach, przede mną bieganina od miejsca do miejsca, załatwianie cudów dla gości i wędrówki od filmu do filmu. W domu opatrzyłam biedne nóżki i mierzyłam wszystkie buty, jakie miałam, by zobaczyć, w czym dam radę przejść więcej, niż krok. Laureatami konkursu obuwniczego zostały dwunastocentymetrowe koturny i Emu. Zimowe buty latem to lipa nosić (oczywiście żartuję, te buty widziały w swojej karierze więcej piasku i morza niż śniegu), tym bardziej na Festiwal Filmowy, zatem padło na szczudła. Całe szczęście rany się szybko goiły, a ja zdobyłam doświadczenie w takich dziedzinach jak: deszczowy bieg w koturnach, wspinaczka po schodach na podwyższeniu i bolesny taniec-wygibaniec z Andrzejem Chyrą. Było warto!

Jutro dziewiętnaście lat, czyli pierwszy striptiz (nie mój haha), pierwszy rok studiów i wszystko inne „pierwsze”!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s