Mam dziesięć lat

Smutny Hiszpan

Bale przebierańców to najlepsze, co moja szkoła miała w ofercie rozrywkowej (dyskoteki były dla starszych klas, sory!). Strój zawsze miałam jakiś z kosmosu wytrzaśnięty- raz eskimos, jakiś paź królowej, potem arabka. Jakbym nie mogła po prostu być księżniczką. W czwartej klasie zmieniłam szkołę. W całym budynku znałam jedną osobę, jedną! Odkąd pamiętam, to jestem strasznie niezręczna poznając ludzi, za bardzo się spinam i staram zrobić jak najlepsze wrażenie, a w rzeczywistości ludzie się mnie potem boją albo wstydzą (haha). Karnawał w nowej szkole uznałam za furtkę do świata nowych kolegów. Pojechałam z mamą do wypożyczalni strojów i wybraliśmy to. Już wcześniej wspomniałam o swoich niecodziennych wyborach życiowych, zrozumcie proszę. W dzień zabawy zaplanowałam wszystko – modne spóźnienie, miałam małą gitarkę, zrobiłam makijaż (wąsa) i podekscytowana poleciałam na 114, ku przygodzie! Wchodzę do szkoły, motyle w brzuchu, frędzle na kapeluszu podskakują, kieruję się na salę gimnastyczną, muzyka gra, słychać karnawałowy harmider, otwieram drzwi i oczom nie wierzę. Nikt nie był przebrany. Fala gorąca zalała moje całe ciało, byłam tak zawstydzona. Kto mnie widział, to miał szczęście, bo zrobiłam w tył zwrot i zapłakana pobiegłam z powrotem do domu. Mama starała się mnie pocieszyć przez telefon, ale nic nie ukoiło mojego smutku. W klasie chłopcy kręcili ze mnie ostrą bekę, co wcale mi nie pomogło pogodzić się z faktem, że plan zdobycia nowych kolegów okazał się kompletnym niewypałem (i wcale się to nie zmieni, do dzisiaj mam braki w dziedzinie relacji międzyludzkich).

Mój pierwszy występ w TV

Gdy mój tata był na jednej z misji wojskowych w Iraku, TVP zorganizowało Wigilię/koncert świąteczny dla rodzin żołnierzy. Mama kupiła mi śliczną fioletową spódnicę (dowód na to, że satyna nie zawsze jest paskudna), zabrała do fryzjera (Jarek od tamtego czasu towarzyszy mojej rodzinie do dziś), a sama wyglądała jak milion milionów dolarów. Całe wydarzenie miało miejsce Gdańsku, a polegało na tym, że wojskowi i ich rodziny przez chwilę mogli złożyć sobie życzenia na oczach całej Polski (teraz myślę, że to z pewnością miało zalążki reality show). Ja cała w nerwach, bo prosili o parę słów każdego i zaraz miała przyjść kolej na mnie. Dostaję mikrofon w rękę, patrzę na tatę na wielkim ekranie, głos zatrzymał się w gardle i jedyne co udało mi się powiedzieć (chyba, bo tu potrzebuję wsparcia kronikarzy czyt. rodziców) przed atakiem łez to „tęsknię tatusiu”. Cała sala zrobiła „aaaaw”, a ja ciągle nie mogłam przeżyć, że tata był łysy. A najlepsze było potem, bo wiecie, kto mnie pocieszał? Jolanta Kwaśniewska. Dokładnie. Po całym koncercie zbierałam podpisy wszystkich sławnych gości, by potem i tak je zgubić, standard.

Ola historyk

Gdy byłam w wakacje u babci, oglądałam grubaśne książki o następujących tytułach „Oświecienie”, „Średniowiecze”, „XX-lecie międzywojenne”. Jedyne, co wtedy z nich zapamiętałam, to właśnie te nazwy. Jak się później okazało, te trzy słowa poprowadzą mnie do jednego z dziwniejszych zwycięstw w moim życiu. Gdy zaczęłam czwartą klasę, na lekcji historii usiadłam w ławce przed nauczycielem. Zaczęłam bajerować, że interesuję się oświeceniem, ale najbardziej to XX-leciem. Nauczyciel w szoku, przed jego oczami dziecko-geniusz. Mówię, że w wakacje czytałam dużo na ten temat i chciałabym się więcej dowiedzieć na kółku historycznym, jeżeli takie jest. Nie było takowego, ale mogę przychodzić na lekcję szóstych klas. Przychodziłam, słuchałam, sama czynnie uczestniczyłam w zajęciach. Pomagałam w układaniu sprawdzianów (przypominam, że nie miałam kompletnie pojęcia o tym, co robię), nigdy nie byłam pytana i nie musiałam pisać klasówek. Wcale to nie pomogło w zdobyciu nowych kolegów, ale uznałam, że lepiej niż mam, mieć już nie mogę. Szóstkę miałam wpisaną do dziennika już w połowie semestru. Do tego chodziły po szkole głupie plotki o tym nauczycielu, które miały się nijak do rzeczywistości i utworzyłam jednoosobowy komitet obrony historyka, Dzięki temu, że on tak we mnie mocno wierzył, ja czułam się ze sobą trochę lepiej. Byłam mu za to bardzo wdzięczna. Ta historyczna sielanka trwała aż do szóstej klasy, gdy nauczyciel zaproponował mi udział w konkursie wiedzy o Gdyni. Ale o tym dopiero za dwa lata…

Jutro będę miała już jedenaście lat, przede mną najważniejszy rok w życiu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s