Mam dziewięć lat

Dziewięć lat to już nie przelewki, a wczorajszy wpis – o tu.

Pamiętacie granatowe tenisówki z kauczukową podeszwą i czteroma białymi paskami? Zawsze chciałam je mieć. Moi rodzice robili co mogli, bym miała buty dobrej jakości, ale mi to zwisało i powiewało, wolałam te za 20 ziko. Plan był taki: pojechać do babci, namówić ją na zakupy (najłatwiejsza część taktyki), o niczym nie mówić mamie, wrócić po wakacjach z tenisówkami, chodzić w nich tak długo, aż się rozpadną. Cała strategia została tak dobrze obmyślana, że oprócz wymarzonych pantofli, w walizce znalazły się również chodaki. Rodzice załamani, ja szczęśliwa, bo w końcu będę mogła chodzić po szkolnych korytarzach z rozwiązanymi (kluczowy detal) tenisówkami. Ja nie wiem co mi się we łbie działo i o co mi chodziło, ale tyle dobrego, że buty nie przetrwały długo. Nie udało mi się przekonać rodziców do ponownego zakupu i musiałam chodzić w jakiś Bartkach :/

Moja mama bardzo często zabierała mnie do pracy. To właśnie tam pierwszy raz poczułam silną więź z artykułami biurowymi, komputerem, Internetem i drukarką. Miałam taki luksus, bo jedna z pań była na urlopie i było wolne biurko. Postanowiłam założyć firmę. Zaczęło się od tworzenia wizytówek w Microsoft Publisher. Nie miałam własnego maila i telefonu, zatem korzystałam z maminych danych. Wydrukowałam plik, wycięłam, schowałam do portfelika. Jak już firma działała, to musiałam odbierać telefony (wyobraźnia umożliwiła mi prowadzenie konwersacji w innych językach, w końcu firma międzynarodowa). Były spotkania, nawet pierwsze prezentacje w PowerPoincie. Zastanawiacie się pewnie czym ta firma się zajmowała. Otóż byłam dyrektorem przedsiębiorstwa, które sprzedawało wydrukowane obrazki Diddla (kto nie pamięta, ten trąba). Ktoś mi powiedział, że jak będę wpisywała plusy zamiast spacji w wyszukiwarkę, to wyniki będą efektywniejsze. Myszka+diddl+obrazki, enter. Zapisz. Drukuj. Wytnij. Najśmieszniejsze jest to, że te moje wydruki serio szły w budzie i dziewczyny się wymieniały za nie na karteczki! To było jak drukowanie hajsu! Niestety, sielanka się skończyła, pani wróciła z wakacji i tyle było z mojego biznesu. Na bezrobociu zajmowałam się robieniem kiśli dla mamy, oglądaniem ZigZapa w poczekalni albo oglądaniem TIRów. Człowiek musiał sobie radzić.

Tata zaszczepił we mnie miłość do sportu, szczególnie tych zimowych. Pierwsze narty miałam w już w drugiej klasie i często jeździłam z tatą w weekendy na okoliczne, pomorskie stoki. Pewnej zimy pojechaliśmy w góry. Nie wiem skąd w moich rodzicach było tyle wiary w moje umiejętności, ale czasami ta wiara była grubo wyolbrzymiona. Na przykład biorąc mnie na czarny stok. Stoimy na szczycie, ja czuję, że albo zrobię w gacie albo wrócę wyciągiem w dół. Tata za to oczy jak pięć złotych, przebiera nartami, zachwycony zbliżającą się przygodą. „Jedź powoli, pługuj jak będzie za szybko, w swoim tempie”. Nie wiem co miał na myśli mówiąc „pługuj jak będzie za szybko”, bo w moim planie na przetrwanie tego zjazdu było ciągłe pługowanie… No to ruszyli! Bardzo stromo, więc powoli, z prawo na lewo sobie jadę. Nagle pług okazał się i tak za szybki i wystrzeliłam! Po kilku sekundach się przewróciłam, zakręciłam kilka kółeczek, jedna narta wpięta, druga dalej na przygodzie. Tata za mną (dzięki bogu!) szybko podjeżdża, sprawdza, czy nogi i ręce całe i stwierdza, że ten zjazd to był głupi pomysł. Rychło w czas. Do dziś strome stoki omijam, nawet po przerzuceniu się na snowboard, jestem fanką tych długich i średnio nachylonych, demonem prędkości nie jestem. Ale przynajmniej mam super wspomnienie z tatą!

Jutro będę miała 10 lat, czwarta klasa, nowa szkoła i znowu przygód cały worek!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s