Mam siedem lat

Kolejny wpis z urodzinowej serii. Dziś mam siedem lat.

Kiedyś trenowałam gimnastykę artystyczną. Sport okazał się zupełnie nie dla mnie, ale dzięki tym kilku latom na sali zaliczyłam bez problemu gimnastykę na macie w Liceum Lotniczym  (oprócz pływania resztę uwaliłam). W trakcie ferii zimowych odbył się obóz. Nocowałyśmy w szkole sportowej w Gdyni i miałyśmy codziennie treningi. Była dyscyplina pod każdym względem. Dziewczyny miały pochowane ciastka i czekolady, a niektórzy rodzice czaili się przy oknach i przekazywali nielegalne paczki z łakociami (ja byłam niewinna). Był to rok 2001, w radiach królowało Ich Troję, a w kioskach Popcorn trzeba było sobie zaklepać, by nie wykupili wszystkiego. Akurat w trakcie obozu jedna z dziewczyn miała egzemplarz. Z płytą. Z tekstami piosenek. Moje pierwsze w życiu karaoke odbywało się przy przemyconych kostkach cukru ze stołówki i nielegalnej czekoladzie. Zdzierałyśmy gardła do Ich Troje (choreografie też były, w końcu trenowałyśmy taniec połamaniec, dosłownie). Następnego dnia pani trener mi oznajmiła, że jestem za gruba. Tyle było z trenowania.

Połowę życia spędziłam w świetlicy. Dzięki temu na korytarzu mogłam mówić „cześć” osobom, które były z innych klas, nawet tym starszym. Mój tata zawoził mnie do szkoły bardzo wcześnie, a około 7:30 byłam już w szkolnych papuciach. Dzięki świetlicy odkryłam, jak ogromnym jestem beztalenciem, gdy przychodzi do opowiadania żartów (dlatego znam dwa żarty, strasznie słabe z resztą…). Codziennie w drodze do szkoły słuchałam z tatą Detektywa Inwektywa. Śmiechu tyle, że majty miałam za każdym razem trochę mokre, a tata nie mógł złapać oddechu. Potem ja, żartowniś za 2 złote, zbierałam sobie widownie na dywanie i opowiadałam Detektywa Inwektywa. Wyszło tak, że nikt się nie śmiał, a ja się załamałam. Nie pomogło nawet „musielibyście tego posłuchać, wtedy to było śmieszne!”. Pani świetliczanka próbowała pomóc mi uratować resztki mojego dziecięcego honoru, ale nie było już co zbierać. Nigdy więcej nie opowiedziałam żartu (na trzeźwo, w przeciwnym wypadku jestem mistrzem kabaretu). Wstyd pozostał aż do dzisiaj.

Kiedy dowiedziałam się, że chłopcy są inaczej zbudowani od dziewczynek? Gdy znalazłam książkę do WDŻtu w szkolnej czytelni. Rysunki były absurdalne, serio. Która rodzina bierze prysznic w czwórkę (mama, tata, syn i córka)? Chowałam się z lekturą pod stołem, by nikt nie widział, że oglądam siusiaki. Ile ja się nauczyłam z tej książki! Każdą dłuższą przerwę (tą drugą, bo na pierwszej jadłam obiad) spędzałam w czytelni i z wypiekami czytałam, że dziewczynki miesiączkują, a chłopcom zmienia się głos. Pewnego dnia książka zniknęła. Zastanawiałam się, czy może ktoś odkrył moją tajemnicę i było mi tak wstyd, że nie przychodziłam już tak często do czytelni. Za każdym razem wydawało mi się, że panie bibliotekarki wiedzą o mnie. Po latach, gdy w liceum były zajęcia z WDŻtu, mnie to ominęło. Całe szczęście przerobiłam materiał w pierwszej klasie podstawówki!

Jutro będę miała osiem lat.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s