Mam sześć lat

Za 16 dni kończę dwadzieścia dwa lata. Każde swoje kolejne urodziny przeżywam tak, jakbym nigdy wcześniej ich nie obchodziła, a z roku na rok płaczę dłużej i intensywniej nad mijającym czasem (podczas swojej Osiemnastki ukryłam się na strychu i cichutko popłakałam – miałam wrażenie, że to, co miało mnie w życiu dobrego spotkać, już spotkało, a teraz tylko kredyt i śmierć).

Dwadzieścia dwa – szesnastoletnia Ola miała wybujałe wyobrażenie o dwudziestodwuletniej Oli. Według młodszej wersji mnie za trzy lata powinnam mieć pierwsze dziecko (lol). Żeby nie było, mam jeszcze czas by zrealizować ten plan, ale im dłużej żyję, tym bardziej „odpowiedni moment na dzieci” przesuwa się ku osiemdziesiątce. Do tego dwadzieścia dwa to zupełnie nie moja liczba (podobnie było z siedemnaście i dziewiętnaście – po prostu nie pasuje).

Dwadzieścia dwa lata kończy się raz w życiu i aby uczcić ten dzień wyjątkowo, do 2 grudnia będę opowiadała anegdoty z każdego roku mojego życia. Pamięcią sięgam do piątego/szóstego roku życia (chociaż do dziś jestem przekonana, że w żłobku była wielka ściana nocników, a mama niezmiennie uważa, że to było kilka półek), dlatego właśnie zacznę od historii z tego okresu.

PS. Moje wspomnienia mogą być zdeformowane przez dziecięcą wyobraźnię i upływ czasu, za co nie odpowiadam. Jedynymi osobami, które znają prawdę, są i tak moi rodzice, którzy kochają mnie za mocno, by chcieć mnie upokorzyć poprzez pisanie komentarzy w stylu „to wcale tak nie było”. Przynajmniej mam nadzieję, że tego mi nie zrobią…

Złodziej samochodów

Mój tata odebrał mnie z przedszkola. Zwykle parkował przed budynkiem, a teraz stanął jak wryty – auta nie było. Przestraszona zapytałam tatę co mamy teraz zrobić, to odpowiedział, że musimy iść jak najszybciej na policję. Na swoich krótkich nogach, prowadzona przez tatę, szłam szybciutko na komisariat. Popłakałam się, bo to był super samochód i było mi przykro, że to się nam przytrafiło. Gdy już tak chwilę podreptałam, tata się zatrzymał przy łudząco podobnym aucie i powiedział „o, popatrz, nasz samochód!”. Ja byłam przekonana, że złodzieje nam oddali auto! A się okazało, że tata nie miał gdzie zaparkować i zrobił to kawałek dalej od przedszkola… Czasami mam wrażenie, że mój tata wychowanie dzieci uznał za życiowy test żartów, a ja byłam pierwsza do odstrzału.

Pani policjantka

W przedszkolu mieliśmy wizytę pani policjantki. Najpierw pokazała nam film, na którym dziewczynka otwiera drzwi obcemu, następnie zostaje porwana i wtedy pani policjant zabrała głos i powiedziała „nie wolno otwierać drzwi obcym!”. Mały przerywnik – ja policję szanuję całym sercem, jestem ostatnia do robienia rzeczy nielegalnych, boję się więzienia, nie chcę mieć więziennych tatuaży, jak pan policjant powie, tak jest, bez dyskusji. Wracając do historii, jak pani policjantka powiedziała, że nie można otwierać obcym drzwi podczas samotnego pobytu w domu, a potem dodała, że dzieci to nie powinny zostawać same bez opieki, to ja, pięcio/sześcioletnia Ola, uwierzyłam jej jak nikomu innego. Kupiła mnie całą. Święte słowa. Potem wyszły z tego cyrki, bo gdy tata chciał pójść na chwilę do sklepu, to mówiłam, że „pani policjantka mówiła, że nie można zostawiać dzieci samych w domu”. Tata raz miał w to wylane i szybko zbiegł do sklepu, a ja waliłam pięściami w okno, zapłakana, zaglucona, histeria nie z tej ziemi, a przecież „pani policjantka mówiła”! Pani policjantka nieświadomie narobiła też syfu, gdy przez nią nie chciałam drzwi otworzyć św. Mikołajowi, „bo obcym się nie otwiera”.

Królicza rozpacz

Mój pierwszy królik, Pusiek, był prezentem od rodziców na Dzień Dziecka. Mały, brązowy kulek. Nie był to zbytnio zabawowy chłopak, ale ważne, że był miękki i mój. Patrzyłam na niego cały czas, głaskałam, całowałam. Niestety, życie nie jest takie lekkie, obowiązki wzywają, musiałam pójść do przedszkola. W ciągu pierwszej godziny o moim króliku wiedziała każda osoba, byłam tak podekscytowana tym maluchem. Nagle poczułam ogromny smutek i tęsknotę za szarakiem i położyłam się na czerwonej kanapie. Łzy lądowały na tapicerce, znów byłam zaglucona, tak bardzo chciałam do mojego królika! Na szczęście przyszła pora obiadu, a moja miłość do jedzenia jest silniejsza niż cokolwiek innego, więc o zwierzaczku zapomniałam. Po powrocie był wielki reunion, by następnego dnia historia się powtórzyła. Kochałam tego malucha do jego ostatnich dni.

Jutro nowe historie! Ola zacznie podstawówkę, będzie na szczycie swojej kariery gimnastycznej i skończy siedem lat jedząc tosty z m&msami.

 

 

One thought on “Mam sześć lat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s