Dlaczego zostałam au-pair?

Wyjazd do Holandii planowałam zaraz po ukończeniu studiów licencjackich. Chciałam przez rok po prostu sobie gdzieś pobyć, pokręcić się, nie martwić się rzeczami, które do tej pory mnie martwiły, oddać się chwili (jako osoba, która planuje dosłownie wszystko, łącznie z porą każdego posiłku i powrotem z wakacji, na które jeszcze nie pojechałam, to nie była to łatwa sprawa do wykonania… ). Dałam sobie rok na ogarnięcie siebie. Zaczęłam szukać sposobów i powodów na wyjazd. Wspólnie z rodzicami i panią Basią (moja nauczycielka holenderskiego) wymyślaliśmy kolejno: praca, wymiana, praktyki. Ja za każdym razem musiałam sobie przypominać czego chcę od tego wyjazdu: holenderski, ludzie, doświadczenie, dzięki temu mogłam świadomie przebierać w opcjach. Wówczas mój holenderski nie był na tyle dobry, by móc chociażby trochę się dogadać, zatem możliwa była praca w języku angielskim albo fizyczna. Żadna z tych dwóch nie dawałaby mi dostępu do holenderskiego. Praktyk w Holandii związanych z moim kierunkiem studiów nie było (tyle teatrów, kin, oper, muzeów, a ludzi do pracy nie chcą!). Została wymiana. Jako absolwentka nie miałam dostępu do studenckich programów wymianowych, ale na szczęście nie oznaczało to dla mnie zamkniętych drzwi. Na jednej z wieczornych lekcji u pani Basi rozmawiałyśmy o moich możliwościach wyjazdu, gdy nagle padło z moich ust: a może au-pair?

O au-pair można na forach przeczytać wszystko: wykorzystywane przez rodziny, służba, tanie nianie, naiwne dziewczyny ze wschodu, niewola. Oglądałam na youtubie filmy dziewczyn, które przeżywały horror, zostały oszukane, pracowały więcej, niż było w kontrakcie, łamano wszelkie zasady wymiany. W tamtej chwili obiecałam sobie, że jeżeli się zdecyduję na ten program, będę musiała się nauczyć stanowczości, a jak się nie spodoba, to wrócę do domu. Ten program oferował mi wszystko, czego chciałam – nie musiałabym się martwić zakwaterowaniem i wyżywieniem, kurs językowy byłby w połowie opłacony oraz stały kontakt z językiem. To, ile bym zarabiała jako au pair, sprawdziłam dopiero jak zaaplikowałam do agencji, ponieważ miało to dla mnie tak niewielkie znaczenie.

Trzymałam się twardo swoich wymagań wobec rodziny: Holendrzy, blisko Amsterdamu lub innego, dużego miasta, dzieci od 9 do 15 lat, maksymalnie dwójka. Ofert złożono mi kilka, w tym francuska rodzina z 2 małych dzieci pod Groningen i holenderska rodzina z trójką dzieci od 6 miesięcy do 4 lat. Stanowczo odmawiałam i czekałam na kolejne wiadomości. Zaczęłam się martwić, że może wymagam za dużo, ale z drugiej strony naczytałam tylu rozżalonych dziewcząt, że nie chciałam ryzykować i zgadzać się na coś, co nie do końca mi pasowało.

Gdy dostałam booklet rodziny, na którą się ostatecznie zgodziłam, zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że mam to, więcej szukać nie muszę. 1 dziecko, 14 lat. Ale żeby nie było tak łatwo, nie obyło się bez przygód. Polska agencja mi przekazała, że rodzina nie jest gotowa na mnie poczekać do września, holenderska zaś, że nie będzie problemu. Od tej chwili przestałam się kontaktować z polskimi przedstawicielami i całą korespondencję prowadziłam z Holendrami. Podczas rozmowy z rodziną powiedziałam jakie są moje cele wyjazdu, że nie jadę tam w celach zarobkowych, tylko na super przygodę. Dogadaliśmy się. Dopiero jak przyjechałam, to się okazało, że nie do końca ta ugoda nam wyszła.

Pierwsze dwa dni chodziłam zdenerwowana, rozżalona i nie mogłam uwierzyć w to, że mi się to przytrafiło. Przez tydzień mieszkałam z poprzednią au-pair, która wprowadzała mnie w życie rodziny. To, że sprzątała cały dom + dodatkowe tygodniowe zadania jak mycie okien (w domu chyba z 500 okien) czy pastowanie podłogi wystarczyło mi, by się załamać. Nie po to tu przyjechałam, nie to było w kontrakcie! Poczułam się oszukana, jak w pułapce. Moi rodzice kazali mi z rodziną pogadać, a jak nic z tego nie wyjdzie, wrócić do domu. Wydrukowałam kontrakt, całą rozmowę ułożyłam w głowie i w bojowym nastroju udałam się wojnę o honor.

Przebieg wojny polsko-holenderskiej:

– Kontrakt jedynie zawiera punkt o odkurzaniu raz w tygodniu, nie ma tu mowy o sprzątaniu domu. Muszę przyznać, że nie tego się spodziewałam. Nie jestem sprzątaczką, jestem tu po to, by zagwarantować waszej córce bezpieczeństwo pod waszą nieobecność, pełną lodówkę, lunch i obiad. Jestem au-pair.

– Dobrze, nie ma problemu, zatrudnimy osobę do sprzątania. Poprzednie au-pair (jestem ich 20 au pair!!!) się tak nudziły, że po prostu prosiły o dodatkowe zajęcia.

Koniec wojny, zapanował pokój w obu obozach.

Poczułam się tak silna, jak nigdy! Do tego dumna! Pomyśleć, że byłam bliska zaakceptowania tej całej sytuacji, gdyby nie mama z tatą, którzy darli się przez telefon, że mam w końcu się postawić, a nie kulić ogon i brać jak leci. Gdy poprzednia au-pair usłyszała, że chcę porozmawiać z rodziną o kwestii sprzątania, popukała się po czole i proponowała się pakować do domu. Na szczęście mogłam spokojnie wypakować swoją walizkę do końca. O swoim dniu jako au-pair już pisałam, ale do moich obowiązków należy zrobienie małej lunchu do szkoły, zakupy (z tego się bardzo cieszę, bo mogę spokojnie kupować sobie produkty wegańskie), odkurzenie i powieszenie prania raz w tygodniu + obiad, a że gotowanie mi sprawia dużo przyjemności, to nie uważam tego za obowiązek, a intensywny kurs kulinarny. Pracuję 4 dni w tygodniu, 3 dni mam wolne. Układam sobie dzień jak chcę, byle wszystko było zrobione. Mam własny pokój, łazienkę, masę jedzenia, super szybki internet i zgraję kotów w okolicy. To, co robię w wolnym czasie jest moją sprawą, uczestniczę w rodzinnych uroczystościach, jestem zawsze brana pod uwagę jako członek rodziny, nie służąca.

Opowiadam o Polsce, o kulturze, o różnicach, o historii, o mojej rodzinie. Ostatnio nawet usłyszałam, że jestem inna od poprzednich au-pair, a zwłasza polskich au-pair (przewinęło się ich kilka w tym domu). Do tej pory widzieli Polki nieśmiałe, bez znajomości języka, usłużne, które przyjechały zarobić pieniądze, z małych miast i wsi. Sąsiad ciągle nie wierzy, że jestem Polką, a przeświadczenie, że Polak = brak znajomości języka i wykształcenia, ma się dobrze i jest niezwykle popularne wśród Holendrów. Co im się dziwić, jak na razie spotkałam rodaków 3 razy – raz w markecie kupującego dwie siaty piwa, drugi raz na gejowskiej ulicy wyzywającego gejów, a trzeci pod kościołem kurwiącego na Holendrów.

Na razie swoją przygodę oceniam na mocne 9/10, bo jest zimno. Trafiłam najlepiej jak mogłam, jestem mega szczęściarą 🙂

 

One thought on “Dlaczego zostałam au-pair?

  1. Pingback: pannaleksandra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s