Mój dzień będąc au-pair / październik

W październiku rozpoczęłam intensywny kurs holenderskiego w Amsterdamie i musiałam go wplątać w mój dzień jako au-pair. Nie jestem taką typową au-pair jak reszta dziewczyn, w rzeczywistości w tygodniu spędzam mało czasu z Coco, za to w weekendy idziemy razem na jazdę konną, oglądam jej mecze hokeja lub robimy wieczór filmowy u mnie w pokoju. Oczywiście nie pracuję 7 dni w tygodniu – jestem do dyspozycji rodziny od poniedziałku do czwartku, ale w związku z tym, że nie uznaję twojego pobytu tutaj za pracę, to bardzo chętnie uczestniczę z rodziną w wydarzeniach, które są w moim wolnym czasie. O swojej pracy jako au-pair poświęcę oddzielny post, bo aż sama nie wierzę w to, jak świetnie trafiłam.

Ten miesiąc był inny niż zapowiada się listopad. Dziś zakończyłam kurs i mogę dumnie się chwalić Holendrom, że zdałam egzamin na 90%. Chciałam zacząć kolejny na B1, ale uznałam, że skoro mam tu być cały rok, to jeszczę zdążę. Od poniedziałku zaczynam wolontariat w szkole podstawowej i nie mogłabym być tym bardziej podekscytowana! Kolejny miesiąc, kolejna przygoda.

Standardowy dzień:

7:00 – 8:00

Pobudka. Ogarniam się, pakuję na uczelnię. Przygotowuję dla Coco lunch do szkoły, robię sobie śniadanie (owsianka na mleku sojowym z gruszką i cynamonem to ostatnio mój faworyt), przegląd internetu, prasy młodzieżowej (7 Dagen jest tygodnikiem dla nastolatków, ale różni się od naszego Bravo znacząco. Poruszane są tematy problemów młodych ludzi na całym świecie np. artykuł o 13-letnich żonach i matkach czy o narkotykach, a strona obok zawiera nowinki o nauce, sporcie czy muzyce). Jeżeli jadę rowerem – wyjazd o 8:00, jeżeli metrem – 8:20.

8:00 – 9:00

Przez 3 tygodnie jeździłam do Amsterdamu rowerem (około 15km w jedną stronę). Słuchałam muzyki, ściągnęłam audiobooka Zbrodni i Kary (nadrabiam zaległości z liceum!) albo po prostu przyglądałam się ludziom. 1,5 godziny jazdy na rowerze = cardio odhaczone. Niestety, w ostatnim tygodniu zajęć się rozchorowałam i korzystałam z metra. Ale żeby nie było, komunikacja miejska to też źródło przygód (kiedyś nie działała maszyna na bilety i musiałam przejść przez bramkę za kimś. Jak zaczęła pipczeć, to od razu zaczęłam uciekać przed aresztowaniem i więzieniem… a że w więzieniu raczej nie serwują tofu, to muszę uważać z łamaniem prawa)

9:00 – 12:00

Zajęcia odbywały się w budynku Uniwersytetu Amsterdamskiego. Intensywne trzy godziny pisania, mówienia, słuchania. Wybrałam intensywny tryb nauczania, zatem codziennie robiliśmy jeden z osiemnastu rozdziałów. W grupie było około 15 osób, a każda z innego kraju i z innego powodu rozpoczęła naukę.

12:00 – 13:00

Powrót do domu rowerem, po drodze robię zakupy. W czwartki przyjeżdża targ i co tydzień kupuję ser u pana, który ciągle nie wierzy, że nie jem nabiału, bakalie u pani, która moje próby mówienia po holendersku kwituje krótkim ‚nie męcz się’, a jajka u pana, który sprzedaje największe jajka w całej Europie. Dodatkowo na jednym ze stoisk oferują najsłodsze mango jakie jadłam.

13:30 – 14:30

Odkąd tu przyjechałam, regularnie chodzę na siłownię. Nie ma tłumów, walki o hantle czy maszyny, żadnych kart członkowskich, płacisz za tyle, ile chcesz chodzić, wypisujesz się kiedy chcesz, woda za darmo, każdy się zna, przyjemna atmofera – ogólnie bez spiny, 10/10 gwiazdek (robiłam trzykrotne podejście do siłowni Pure Jatomi i za każdym razem kończyło się niefajną przygodą – ocena siłowni – 2/10, bo jest sauna). Pół godziny Kayli Itsines, 20 minut ciężarów, 10 minut rozciągania. Rozgrzewka oczywiście była na rowerze!

15:00 – 17:00

Jako au-pair mam do zrobienia w tygodniu kilka domowych rzeczy – obiad, zakupy, raz w tygodniu odpalić pralkę i odkurzyć. Ciężko mi się przestawić na wieczorne jedzenie obiadów, zatem kiedy mam czas, robię obiad wcześniej. Uznajmy, że dziś jem obiad z rodziną, więc ten czas poświęcam na naukę. Z Coco zobaczę się dopiero około 18:00.

17:30 – 19:30

Na przygotowanie obiadu przeznaczam średnio 40 minut. Rodzina korzysta z oferty programu HelloFresh, który polega na tym, że firma przywozi produkty i przepisy na trzy obiady dla x ilości osób, w naszym przypadku sześć. Nie muszę więc robić dużych zakupów, bo one przyjeżdżają do domu. Robie w tygodniu cztery obiady, z czego trzy to HelloFresh, a jeden to moja własna inwencja – ostatnio był barszcz! 18:30 to moja wyczekana godzina, naprawdę nie mogę się przestawić z jedzenia obiadów o 13:00 na 18:00… Przy obiedzie nie zawsze jest komplet, ale nigdy nikt nie je sam. Po obiedzie wszyscy ogarniają naczynia, ktoś robi herbatę, ktoś przygotowuje ciastka i kontynuujemy obiadowe rozmowy.

20:00 – 22:00

Nauka, rozmowa z rodzicami i z Bartkiem, planowanie kolejnego dnia, narzekanie na zakwasy, picie kolejnego kubka herbaty.

22:00 – 23:00

Idealistycznie – książka, realistycznie – Netflix.

3 thoughts on “Mój dzień będąc au-pair / październik

  1. Pingback: pannaleksandra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s