Pierwszy miesiąc w Holandii

Dziś mija mój pierwszy miesiąc od przeprowadzki. Oto kilka zdjęć i wrażeń z ostatnich 30 dni. Na razie przygodę oceniam następująco:

147707947063686.png

Po przyjeździe pierwsze co zrobiłam to poznałam okolicę. Mieszkam w Abcoude, do centrum Amsterdamu mam 17 km, a jak wyjeżdzam z miasteczka, to od razu wita mnie tablica drogowa stolicy konstytucyjnej Holandii. Także nie narzekam, cieszę się z tego, gdzie trafiłam.

Obiecałam sobie, że przy pierwszej wizycie w Amsterdamie, zjem lunch w Vondel parku. Mając w ręku świeżo odgrzany makaron z Albert Heijn, pomaszerowałam w stronę Museumplein. Tam rozłożyłam się na trawie, wygrzewałam w słońcu i cieszyłam się tą całą sytuacją. Czasami jeszcze łapię się na tym, że wychodząc z domu czuję zaskoczenie i radość jednocześnie, że ja SERIO tu mieszkam. Tyle lat czekania…

Swój pokój przejęłam od poprzedniej au pair. Zrobiłam generalny porządek, poprzestawiałam meble, umyłam wszystko co można było umyć i odwiedziłam IKEĘ. Rowerem. W koszyku lampki, talica, wystające karnisze, zegar i inne cuda, a do bagażnika przypięte cztery poduszki. Ale jak się mieszka 20 minut rowerem od tego sklepu, to ciężko się nim nie wybrać na zakupy. Spędziłam cały dzień na meblowaniu i urządzaniu pokoju. Z ręką na sercu – jest super (czyt. prawie jak w domu).

Od dwóch tygodni uczęszczam na intensywny kurs języka holenderskiego. Jezusie kochaniutki! Ten kurs ma zawrotne tempo! Trzy godziny dziennie, 5 dni w tygodniu, 4 tygodnie. Minęły 2 tygodnie, a ja już powoli się zaczynam korzystać z języka podczas prostych sytuacji jak poproszenie o bilet, kupienie kawy, poproszenie o wyjaśnienie czegoś czy zwykła rozmowa o przebiegu dnia.

Każdy mój dzień jest inny (jako au pair mam kilka obowiązków do wykonania w tygodniu, ale to innym razem), ale staram się wykorzystać każdą godzinę. To miasto aż nakręca do działania!

Kwestia weganizmu – jako weganka czuję się tu jak w niebie! Co prawda rozleniwia mnie to okrutnie, ale nie mogę się powstrzymać na widok kurczaka, mięsa mielonego czy szynki w 100% wykonanych z produktów roślinnych! To była jedna z niewielu moich obaw odnośnie wyjazdu, ale okazało się, że Holendrzy w znacznej większości albo w ogóle zrezygnowała z mięsa albo kupują produkty najwyższej jakości, stąd popularność lokalnych rzeźników i cotygodniowych targów. Oprócz mięsa, wszędzie dostępne mleka, jogurty i desery Alpro.

Do tej pory udało mi się odwiedzić Delft (pisałam na blogu już o Rotterdamie, Eindhoven, Hadze i Amsterdamie), niestety w niedzielę i nie miałam okazji zobaczyć m.in. ogrodu uniwersyteckiego czy starego kościoła. Planuję tam się jeszcze raz wybrać, cudowne, kameralne miasteczko studenckie.

Może się wydawać, że Holandia nie zaskoczy niczym nowym, w końcu Polska jest na tym samym kontynencie i dzieli nas zaledwie 1500km, ale! myślałam, że wiem o tym kraju bardzo dużo… codziennie uczę się czegoś nowego, przyglądam się, zapamiętuję, analizuję.

Muzycznie towarzyszy mi Solange, a liceracko „Zbrodnia i Kara” Dostojewskiego (nadrabiam zaległości z liceum w drodze do Amsterdamu – nawet nie czuć, że to 50 minut słuchania przypałowych akcji Raskolnikowa).

 

 

 

3 thoughts on “Pierwszy miesiąc w Holandii

  1. No prosze, w zeszlym roku bylam w Abcoude u kuzyna mojego chlopaka. Biorac pod uwage jaka to mala miescina to to niezly zbieg okolicznosci 😉 Mieszkalam kiedys przez rok w Groningen, a potem troche w Amsterdamie i Hadze, i chetnie bym wrocila do Holandii, bo tesknie za tym wszystkim o czym piszesz!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s