Miesiąc w Rewie

Kolejny raz spędzam swoje wakacje w Rewie (czy to naprawdę już 5 sezon?!). Od zeszłego roku zajmuję się tutaj półkoloniami. W 2015 roku podjęłam się tego zadania z masą obaw i niepewności, a na blogu pisałam o tym w listopadzie (link). Wyszło najlepiej na świecie, do listy rzeczy, które sprawiają mi przyjemność, dopisałam pracę z dziećmi i nauczanie. Sezon 2016 zapowiadał się podobnie, a po otrzymaniu kilku ofert z różnych szkół poczułam się tak dowartościowana, jak nigdy! W końcu było coś, co robiłam całkiem przyzwoicie i inni to docenili. Aczkolwiek, jestem osobą, która przywiązuje się do ludzi, miejsca i pracy, zatem wybór Rewy był oczywisty.

Czerwiec był jednym z bardziej stresujących miesięcy do tej pory. Problemy z obroną przyćmiły całe podekscytowanie latem. Zaczęłam sezon zawiedziona, pewność siebie została gdzieś między kilkoma wersjami pracy licencjackiej, a myśl o wrześniu odebrała radość z tego, że zaczyna się mój ulubiony okres w roku. Oderwanie się od spraw uczelnianych zajęło mi zbyt dużo czasu, ale starałam się z całych sił, by nie odbiło się to na dzieciach. W końcu moim zadaniem było zagwarantowanie im wakacji życia.

Zeszłe lato pod względem półkolonii w Rewa Surf okazało się sukcesem, co wiązało się z tym, że tegoroczna edycja podniosła poprzeczkę jeszcze wyżej. Pierwszy turnus, zaledwie 9 osób, powoli wprowadzał całą bazę w nadchodzące 9 tygodni dziecięcej energii. Nikt z nas nie spodziewał się, że od drugiego do szóstego turnusu będziemy mieli ponad 30 osób! Było to jednocześnie wspaniałe uczucie, bo oznaczało, że od zeszłego roku przybyło wielu chętnych i półkolonie cieszyły się uznaniem, ale i przerażające, bo musieliśmy to wszystko ogarnąć logistycznie. W głowie ciągle miałam wspomnienie jedynego tak licznego turnusu. Było tak ciężko! Ogarnąć grupy, pianki, obiady, zajęcia dodatkowe, wypadki, prośby rodziców i szefa – istne kongo!

W tym roku miałam możliwość dobrania sobie kadry opiekunów do pomocy. Nie miałam zamiaru ponownie przechodzić tego całego kociołu sama. Dodatkowo obrałam sobie cel, by wyprowadzić do środowiska kompletnie świeżą osobę. Padło na Malinę, siostrę mojej przyjaciółki, Jagody. Strzał w dziesiątkę! Dołączyła do zespołu również Paulina, która rok temu uczestniczyła w półkoloniach osobiście. Dziewczyny w krótkim czasie skumały, na czym polega praca i wiedziały co mają robić. Myślę, że z nich mogę być najbardziej dumna! Młode, a tak chętne do pracy, pomocne i pełne pokory. Dzięki nim nie musiałam się w ogóle martwić o to, czy dzieci są przebrane, czy pianki powieszone, czy nikt się nie nudzi. Niestety, od sierpnia kadra mi się zmienia, ale trzymam za Laurę kciuki!

Moje zaangażowanie w to przedsięwzięcie jest ogromne, przez co czasami odczuwam pokłady frustracji, gdy inni nie podzielają mojego entuzjazmu. Uczy to wiele, a najbardziej tego, że warto liczyć na tych, którym zależy równie mocno. Dzięki wsparciu i konstruktywej krytyce tych osób udało mi się wprowadzić kilka zmian w półkoloniach i w pracy z innymi instruktorami. I że zawsze się jakoś to ułoży, a zamartwianie się na zapas udziela się innym. Są w końcu wakacje!

Ale ale! Nie tylko pracą człowiek żyje! Sezon letni to nowe znajomości, późne wieczory przy muzyce, rozmowy na najdziwniejsze tematy, imprezy i czas na zebranie siły na nadchodzącą zimę (która wprowadza mnie w nostalgiczno-depresyjny stan). Z niektórymi pracuję już kolejny sezon, innych poznałam w tym roku. Postanowiłam też, że w Rewie zamieszkam na sezon, by w końcu poczuć się jak na wakacjach. Nie żałuję, jest cudownie! Dzielę pokój z panią doktor (nigdy nie dzieliłam z nikim pokoju, okazało się to być przyjemniejsze niż myślałam), ciepła woda pod prysznicem kosztuje złotówkę za minutę, wiec powoli wprawiam się w rekordowy czas mycia się. Dużo gotuję, dalej wegańsko (gofry się nie liczą), nawet z Agnieszką ćwiczymy z rana na outdoorowej siłowni. Naprawdę dobrze mi się tu mieszka. W zeszłym tygodniu odwiedzili bazę na tydzień Holendrzy i tak, w końcu udało mi się przełamać i mówić po holendersku! Poziom motywacji urósł aż do sufitu! Przyda się na wrzesień… 😉

A teraz, bring it on, sierpień!

wp-1470677612341.jpg

wp-1470677565626.jpg

wp-1470677565427.jpg

wp-1470678247793.jpg

wp-1470677248454.jpg

wp-1470677714006.jpg

wp-1470677565462.jpg

wp-1470679045063.jpg

wp-1470679112501.jpg

wp-1470677565388.jpg

wp-1470677612351.jpg

wp-1470677612338.jpg

wp-1470677565209.jpg

wp-1470677565196.jpg

wp-1470677612342.jpg

wp-1470677565440.jpg

wp-1470678173670.jpg

3 thoughts on “Miesiąc w Rewie

  1. Pingback: pannaleksandra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s