Zamiast podręczników do nauki języka obcego

Moja roczna banicja na ziemiach angielskich (więcej o tej super przygodzie tu) umożliwiła mi zdobycie tego, co dzisiaj uważam za najważniejsze – język angielski. Serio. Nie wiem gdzie bym była, co bym przeżyła i kogo bym znała, gdyby nie znajomość angielskiego. Ale czego się nie nauczyłam to uczyć się języków obcych. Żeby pokazać Wam, jaki jest poziom moich zdolności, przytoczę ulubioną anegdotę mojej rodziny odnośnie nauki: Gdy byłam mała, 1/2 klasa, tata wałkował ze mną „what’s your name?” i „how are you?”. Na 10 podejść, średnio 8 z nich było odpowiedzą, że na imię mam 7 lat. Nic mi nie chciało zostać w głowie. NIC. Jak się okazało po latach, bardzo po latach, bo w liceum, uczenie się na pamięć nie było po prostu moją metodą. W gimnazjum jechałam na tym, co pamiętałam z Londynu, a w liceum, dzięki znakomitej pani Puto, opanowałam tę przeklętą gramatykę – właśnie dzięki skojarzeniom, robieniem setek ćwiczeń i odpowiednim przykładom, które wryły się w ten mój słabo chłonny rozum. No z angielskim jakoś poszło, ale wiadomo, jeden język to dzisiaj żaden szał, trzeba jakoś ten drugi ogarnąć. Od gimnazjum miałam w szkole niemiecki, ale nie za bardzo się polubiliśmy (nie wiem czy kwestia języka czy nauczyciela, ale w duchu myślę, że bardziej moje lenistwo i cwaniactwo). Padło na holenderski (poprawnie się mówi niderlandzki, gdyż odnosi się to do holenderskiego – Holandia i flamandzkiego – Belgia). To nie było tak, że siedziałam i wymyślałam co dziwniejsze języki. Ja serio chciałam się nauczyć mówić językiem Holendrów, połowy Belgów, Surinamczyków i mieszkańców Antyli Holenderskich (to aż 5 wysp!).

Nie wiedziałam co mam robić. Podręczniki mam, fiszki mam. W głowie kilka słówek. Przez liceum błądziłam z nauką, coś szło, potem się znudziło i zapominałam o wszystkim. Na 3 roku studiów wzięłam się za to cholerstwo porządnie – kurs, nauczyciel, książki, zeszyt, wio. Żarło i zdechło. Znów. Zrozpaczona siedziałam i myślałam o tym, że przecież angol jakoś mi wszedł. I świat się naglę rozjaśnił. Musiałam stworzyć sobie podobne warunki do tych, które miałam będąc w Anglii – gazety, filmy, Internet, jedzenie, książki, muzyka – w obcym języku. Oczywiście nie wykluczam tu gramatyki i ćwiczeń- jest to bardzo ważne, ale łatwiej jest zrozumieć np. czasy i ich zastosowanie, gdy zna się podstawowe zwroty i słowa. Poniższe metody też trzeba systematycznie wykorzystywać, dopiero wtedy efekty będą widoczne!

1.Facebook

Jak widać – jest po niderlandzku – jak nie rozumiem opcji, sprawdzam w słowniku. Oko przyzwyczajam do nowych słów, stają się bardziej naturalne i same wchodzą do głowy – a co najważniejsze – od razu są w poprawnym kontekście. Ik vind dit leuk! Mam polubione fanpejdże, które piszą dostępnym językiem, takie jak holenderskie Glamour, ale również związane z kulturą np. Stuff Dutch People Like (https://www.facebook.com/stuffdutchpeoplelike/?fref=nf)

Facebook

2. Filmy

Angielskie filmy z niderlandzkimi napisami, holenderskie z angielskimi napisami, holenderskie z niderlandzkimi napisami – dlaczego angielski, a nie polski? Gramatycznie angielski jest bardzo podobny do niderlandzkiego – są to języki pozycyjne, mają podobną odmianę czasowników nieregularnych, czas zaprzeszły. Dlatego jest mi łatwiej go przyswoić niż byłoby to w tłumaczeniu na polski. Oglądając produkcje holenderskie słucham akcentu, języka codziennego, co jest ciekawsze od książkowych nagrań. Na podobnej zasadzie wykorzystuję radia internetowe (http://www.nederland.fm/)

Bez tytułu

3. YouTube

Większość mojego internetowego życia spędzam na YouTubie oglądając tutoriale make-upowe, przepisy kulinarne, vlogi. Logując się na holenderskim YT odkryłam nowy świat blogosfery i zasubskrybowałam kilka kanałów. Ten sam kontent – inny język. Teraz nawet nie mam wyrzutów sumienia, gdy klikam na kolejny film o zakupach.

4. Muzyka

Piosenki się same zapamiętują, co nie? I to jest własnie super, są one skarbnicą nowych słów i zwrotów. Czasami mam wrażenie, że nic nie pamiętam z ostatniej piosenki, ale gdy trafię na słowo z jej tekstu, od razu przypomina mi się znaczenie lub kontekst, w jakim zostało użyte. Najtrudniej mi znaleźć piosenkę, która mi się wkręci i będę jej słuchać do znudzenia. Na szczęście ostatnio mi się udało! „Breng me naar het water” leci na pętli już parę dni. Biorę tekst piosenki, tłumaczę słowo po słowie i tyle – zostało tylko słuchać,  a nowe słowa wejdą gładko jak Wiejskie Ziemniaczki.

Piosenka

Podręczników używam tylko do gramatyki – robię ćwiczenia, czytam o wyjątkach. Nie umiem się uczyć słówek z książki – nawet dzięki metodzie skojarzeń – nauczę się na chwilę i zapomnę. Bartek, mój super fajny chłopak, nauczył się angielskiego dzięki piosenkom, więc wiem, że jest to możliwe. Tak czy inaczej, sprawia mi to dużo frajdy, bo chyba własnie o to w tym chodzi : )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s