Moje kalendarze | Małe miłości

Gdybym miała znaleźć się na bezludnej wyspie, jedyną rzeczą, którą by chciała ze sobą zabrać to kalendarz.

Kalendarze prowadzę od lat. Pierwszy miałam w 6 klasie, ale nie było sensu go ze sobą targać do szkoły, gdy sprawdziany były raz na miesiąc, a treningi regularne. Zniechęciłam się i dałam sobie spokój. Inna sprawa była w gimnazjum, gdy kartkówka z chemii była tego samego dnia co klasówka z matmy i trzeba było się kłócić o przełożenie. Drugi kalendarz rozpoczęłam z dosyć nietypowych powodów – w ferie zimowe w 1 klasie gimnazjum pierwszy raz nigdzie nie pojechałam. Wszystko przez mój wtedy jeszcze niewygadany otwór gębowy i za duże ego jak na takie małe ciałko. Zostałam w domu i tyle. Coś robić musiałam robić, nigdy w nic nie grałam (Minecraft przyszedł zdecydowanie za późno), wszyscy wyjechali, „inteligentni ludzie się nie nudzą”. No zobaczymy. Przeglądałam co było w gdyńskiej ofercie zimowej, jakie wystawy reklamują w Ratuszu, kiedy lodowisko jest czynne. Wszystko zapisywałam do kalendarza i dzielnie szłam w miejsce, które sobie zaplanowałam jako pierwsze. Tak zaczął się mój romantyczny i niezwykle praktyczny związek z planowaniem.

Zaczynało się nieporadnie. Luźne notatki, niechlujnie zapisane, bez konkretnego ładu. Wygląd też nie był zachwycający, na bloga modowego zdecydowanie się nie nadawał.

2009

Luźne zapiski o nadchodzących testach, zadaniach i spotkaniach. Częściowo zastępuje pamiętnik.

DSC_6718DSC_6724

 

2010/2011

Usystematyzowane zadania, dodatkowo każdego dnia zapisywałam piosenkę, która mi chodziła po głowie. To tak super uczucie wracać do tych kawałków po latach!

DSC_6726DSC_6728

 

2011/2012 i 2012/2013

Fascynacja surfingiem przechodzi na kalendarze. Pierwszy kupiony podczas pobytu w Holandii za ostatnie 10 euro, a drugi w Empiku, rok później. Niestety, kolekcję O’Neill wycofano 😦 doszło godzinne planowanie czynności, jeden słuszny kolor atramentu – czarny, zagościł na dobre.

DSC_6731DSC_6733DSC_6735DSC_6736

 

2013/2014

Z racji tego, że brakowało mi w kalendarzach godzin, miejsca na zadania i notatki, ściągnęłam wzór z internetu i wydrukowałam własny kalendarz. Dla tych, którzy planują to samo – radzę zainwestować w mocne sprężyny. Zaczęłam oznaczać kolorami dane działania – uczelnia, praca, koła naukowe – wszystko ma własny kolor.

DSC_6737DSC_6757

2015

Zaczyna się klarować mój ulubiony sposób planowania. Kolory, godziny, pierwszy raz mam cały tydzień na rozkładzie, co mi bardziej odpowiada niż każdy dzień na oddzielnej stronie. Ten kalendarz był prawie idealny – brakowało tylko miejsca na bieżące notatki.

DSC_6759

2016

Mój idealny kalendarz – miejsce na zapiski, duży rozmiar, tygodniowy rozkład, wyodrębnione ramki na ważne sprawy. Kolory zachowane z poprzedniego planera.

DSC_6765

 

Moje zamiłowanie do papierowych planerów to coś, co pozwala mi na wyciśnięcie ostatniej kropli z dnia. Dzielę się z Wami tym, bo może ktoś szuka swojego sposobu na organizację. Polecam również bullet journal – dla tych, którzy nie są fanami tabelek, godzin, a zwykłych zapisków, list zadań. Można sobie go zrobić w każdym zeszycie.

O organizacji czasu mogę pisać, mówić, myśleć bez przerwy, o czym jeszcze nie raz się przekonacie w moich wpisach. To taka moja mała miłość.

 

One thought on “Moje kalendarze | Małe miłości

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s