5 życiowych mądrości, które potwierdziły się podczas projektu Erasmus+

To, że podróże kształcą, świat wie od dawna. Dano mi szansę żyć i uczyć się w takich czasach i takim w miejscu, gdzie wszystko mam na wyciągnięcie ręki, a moim zadaniem jest jedynie tę rękę wyciągać, korzystać i dzielić się z innymi. Zebrałam 5 wydarzeń tego wyjazdu i porównałam z często słyszanymi zdaniami, by potwierdzić ich słuszność.

Zawarte znajomości to skarb

1
Greckie i włoskie przedstawicielki projektu Value the Difference

Poznawanie nowych osób jest moją ulubioną częścią każdego wyjazdu. To właśnie oni sprawiają, że każde miejsce staje się jeszcze ciekawsze i barwne. Szczególnie cieszę się, gdy mogę spędzać czas z mieszkańcami odwiedzanego miasta. Dopiero wtedy człowiek widzi okolice oczami localesa i odwiedza miejsca niekoniecznie sprzyjające turystom, jada tradycyjne posiłki i pije domowe nalewki. O wiele bardziej cenię sobie takie doświadczenie, niż zorganizowane wycieczki stworzone pod przyjezdnych. Niektóre znajomości zachowuję głęboko w sercu, a inne obumierają zaraz po powrocie do domu. Ale nic w tym złego, tak też się dzieje. Budowanie swojego networku nie może działać na zasadzie polowania, że im więcej tym lepiej. Im więcej wartościowych znajomości zawrzemy, tym łatwiej będzie nam się poruszać po świecie. Wartościowych – przegadane noce, obopólne zainteresowanie, wspólne pasje i obolałe brzuchy od śmiechu. Przez cały okres trwania projektu pielęgnowałam kontakty z osobami, z którymi się świetnie dogadywałam i im więcej z siebie dawałam, tym więcej od nich otrzymywałam. Moją pierwszą zagraniczną znajomością był Krzysiek Kanski, którego poznałam w Londynie mając 11 lat (link do wpisu). Znamy się już 10 lat, rozmawiamy całkiem rzadko, ale staramy się być w miarę na bieżąco. W Rumunii poznałam Catalina, który oprowadzał mnie i innych uczestników po mieście, poświęcił swój czas, by zaprowadzić mnie na pocztę, bym mogła wysłać pocztówki, przegadaliśmy masę wieczorów i wiem, że na tym się to nie skończy (latem w Kluż-Napoce jest festiwal muzyczny i już zostałam poinformowana, że mam gdzie nocować).

Niczego nie żałuj

3
Ben z Belgii podczas gry miejskiej.

Bardzo mocno wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdzieś to wszystko ma nas doprowadzić. W swoim względnie krótkim życiu zrobiłam tyle rzeczy, by móc siebie odnaleźć, że łatwiej by mi było odhaczyć z listy czego nie chcę robić, niż co chcę. We wszystko co próbuję wkładam swoje całe serce i, albo się szybko wypalę, albo stwierdzę, że to nie to, albo… to polubię i będę kontynuować. Wiem, że pilotem nie będę, lekarzem też nie, a artystą tym bardziej. Wiem również, że nie żałuję ani dnia spędzonego w Liceum Lotniczym, kursie maturalnym na medycynę czy warsztatach rysunku. Nie udało mi się, ale to nie dlatego, że się poddałam, ale całe moje ciało mi mówiło, że to nie dla mnie. Pozostały dodatkowe opowieści do opowiadania, a ja na swój własny sposób wydoroślałam. Każdemu mówię, by dawał sobie szanse, by mówił ‚tak’, gdy przytrafia się okazja, by się nie bać. Gdybym nie pojechała do Rumunii, nie odkryłabym całkowicie nowego świata, który do tej pory wydawał się być ciemny jak jaskinia, a okazał się być równie barwny, a czasami bujniejszy niż mój. Jedyne, co mogłam stracić to trochę pieniędzy i parę dni z życia. Ale co to za życie bez odrobiny ryzyka? Nie chcę, by moi znajomi się bali próbować, by nie ograniczali się swoimi własnymi blokadami, dlatego też zaczęłam pisać tego bloga.

Wiek nie jest ograniczeniem

2
Lisa z Grecji – jedna ze starszych uczestników – ale z zajęć i imprez wychodziła zwykle ostatnia!

W grudniu skończę 21 lat. Czasami łapię się na myśleniu, że nie ma sensu czegoś już zaczynać, bo moje najmłodsze lata już minęły i mistrzem świata już nie zostanę. No nie zostanę. Moja babcia wyjechała na swoją pierwszą i niestety ostatnią wymianę będąc po 50. Uczestniczyła wcześniej bardzo prężnie w miejscowych projektach. Pracowała w świetlicy szkolnej i była osobą żywiołową i kreatywną. Udzielała się gdzie mogła i myślę, że dawało jej to sporo frajdy. Ona mistrzem świata też już by nie została, ale miała to tak bardzo w nosie, że robiła swoje. Uczestnikami projektu w Rumunii była Elisaveth z Grecji i Ezio z Włoch – oboje już przeżyli pół wieku, a korzystają z okazji nie zważając na wiek. Lisa była z nami na każdej imprezie, okazywała duże zainteresowanie projektem, rozmawiała na różne tematy do późnych godzin. Jest wykładowcą chemii na uniwersytecie i styczność z młodzieżą ma na co dzień. Jej dusza jeszcze nie dogoniła ciała i życzę jedynie, by pozostało tak jak najdłużej.

Niekorzyść sprzyja kreatywności

5
Florida podczas wyścigów w workach z zasłoniętymi oczami.

Czy ktoś z Was kiedyś się zastanawiał albo widział, jak niewidomi używają telefonu, laptopa, gotują, kupują ubrania? Albo jak niedowidzący zwiedzają nowe miejsca, poruszają się po ulicy sami, czytają książki? Ja od zawsze miałam takie myśli. Powiem krótko – na wszystko jest sposób. Mając okazję porozmawiać nie raz z Galą, która mając 3 lata została poddana chirurgicznemu usunięciu oczu z powodu raka, zapytałam o wszystko. Naprawdę wszystko. Gala musi dużo czytać i pisać, a ponieważ robi doktorat, laptop jest jej niezbędny. Posługując się jedynie strzałkami i klawiszami komend, program czyta jej nazwy ikon i folderów. Czyta to co Gala napisze. Czyta to co chce przeczytać. A wszystko dzieje się w tak szybkim tempie, że widzący śmiertelnik nie nadążał. iPhone był przystosowany tak, że czytał po kliknięciu kto i co napisał. Książki się skanuje specjalnym skanerem i następnie są odczytywane przez lektora (coś jak audiobook ale mniej przyjemne w słuchaniu). W gotowaniu najciężej przychodzi smażenie naleśników. Ubranie się to kwestia zapamiętania, że czarny pasuje do czerwonego, zielony z granatowym, przy czym należy pamiętać, że kolory to kwestia abstrakcyjna. Co do zwiedzania, Marcin nie widział wyraźnie tego, co się dzieje dookoła. Widział zaś wtedy, gdy robił sobie telefonem zdjęcie obiektu, który go interesuje, by potem oglądać je przez lupę. Kilkakrotnie usłyszałam w tym tygodniu, że wszystko jest kwestią podejścia do tematu, obejścia problemu, że jedyna różnica jest taka, że to co my widzimy, oni muszą usłyszeć lub poczuć.

Dziel się tym, co znasz

4
Ben, Catalin, Chrysa, Valentina i ja – podczas ostatniego zadania gry miejskiej.

Moja koleżanka Marta podzieliła się ze mną informacją o projekcie, ja się dziele teraz z Wami. Osoby niedowidzące/niewidome podzieliły się ze mną swoim światem, teraz ja dziele się nim na blogu. Wiadomość idzie w świat i jeżeli poruszy chociaż jedną osobę do działania, to uznam to za sukces tego bloga. Ukrywanie przed światem swojej wiedzy nie tylko krzywdzi innych, ale nas samych. Trzymając się kurczowo tego, by inni się nie dowiedzieli za dużo, sprawia, że przestajemy się cieszyć tym co mamy i knujemy jak małe koty. Podczas pobytu na projekcie kilkakrotnie potrzebowałam pomocy i rady, tak samo jak inni poszukiwali wsparcia u mnie. Myślę, że warto przytoczyć teraz anegdotę, gdy Valentina z Włoch miała problem z piciem Palinki – wysokoprocentowego trunku rumuńskiego. Marta pokazała jej cały proces – sprawdzenie zapachu, mały łyk, przepłukanie ust i wtedy połknięcie – jak się okazało, wtedy 50% alkohol był lżejszy do przełknięcia. Morał z tej historii taki: Jeżeli nie podzielisz się wiedzą z innymi, wódkę będziesz do końca życia pić sam.

Był to ostatni wpis z wyjazdu do Rumunii. Jeżeli interesuje Ciebie coś więcej, śmiało pisz. Jeżeli chociaż jedna osoba dzięki tym wpisom uda się na projekt wymianowy – cel zostanie osiągnięty.

One thought on “5 życiowych mądrości, które potwierdziły się podczas projektu Erasmus+

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s