Rumuńskie ciemności

DSC_5984
Valentina z Włoch

Myśl o byciu niewidomym jest przytłaczająca, a poznanie tego świata łączy się z zadawaniem krępujących pytań. Człowiek nie wie co robić by zrobić to dobrze, bo skąd ma wiedzieć, gdy jego oczy nigdy nie robiły sobie z niego jaj? Nikt z nas nie myśli o tym, że jutro może stracić wzrok. A może powinien?

Jestem teraz w Rumunii. Uczestniczę w projekcie Erasmus+ organizowanym przez NGO Youth of Europe (klik!). Jesteśmy tu, by móc zadawać te krępujące pytania, które pozwolą nam na efektywną współpracę z ludźmi niewidomymi i słabowidzącymi. Ja miałam tyle pytań, że nie wiedziałam od którego zacząć. Nie wiedziałam, czy w ogóle mogę zacząć. Jak widzisz otoczenie? Kiedy zaczęły się Twoje problemy ze wzrokiem? Jak wygląda Twój dzień? Mogę jakoś Tobie pomóc?

Nasza grupa zintegrowała się od razu. Będąc już na kilku podobnych projektach, mogę śmiało powiedzieć, że ta wypadła najlepiej. Wspólne tańczenie, zwiedzanie, kombinowanie, śmianie się. Już pierwszego dnia rozmawialiśmy bez skrępowania, wieczorny wypad do pubu wyglądał jak spotkanie dobrych znajomych, a wszystkiemu towarzyszyła aura uprzejmości, życzliwości i ciekawości.

Minęło 5 dni, a większość pytań odnalazła swoje odpowiedzi. Na niektóre mogłam odpowiedzieć sobie  już sama. Zajęcia z maskami na oczach pokazały mi nie tylko świat w ciemnościach, ale nauczyłam się wiele o sobie. Miałam niezwykle spory problem oddać się w czyjeś ręce, zaufać na tyle, bym się dała powadzić. Wolałam iść sama, dotykając ścian i wsłuchiwać się w dźwięki. Zrozumiałam, że inni też mogą się tak czuć, pomimo swojej wady, będą skrępowane pomocą i brakiem samodzielności. Wszechobecny był język angielski, uczestnicy z Belgii, Włoch, Rumunii, Grecji i Polski prowadzili się nawzajem przez największe zakamarki ciemności. Nie tylko tej wizualnej. Dla mnie kwestia niepełnosprawności zeszła na drugi plan. Chodzenie pod rękę z osobą niedowidzącą przestało być formą pomocy, ale zwykłym, przyjacielskim sposobem na wspólny spacer do szkoły, w którym odbywały się zajęcia. Informowanie o wysokich krawężnikach wplatało się w niekończące się rozmowy. Nakładanie jedzenia na talerz i tłumaczenie nieznanych rumuńskich dań stało się częścią każdego posiłku. Wieczorne spotkania coraz rzadziej skupiały się na niepełnosprawności. Najwięcej musieliśmy nauczyć się my – ci, którym wszystko było obce, pomimo, że widzieli wszystko.

Czasami serce się łamie. Łamie boleśnie i łzy się cisną, gdy ma się przed sobą dorosłego człowieka, który nie widzi od 2 lat. Gdy cała sprawa jest świeża. Gdy z samodzielnego człowieka stajesz się uzależnionym od innych. Gdy chce się gdzieś samemu pójść, a widzisz tylko monochromatyczny kontur otoczenia. Frustracja, żal, nieśmiałość, złość. Całe szczęście, że istnieją instytucje, które umożliwiają rehabilitację i zrzeszają takie osoby. Ja, osoba zdrowa, tłumaczyłam, że nic się nie dzieje bez przyczyny, że gdyby nie to wszystko, to byśmy się nie spotkali w Rumunii, że nie zacząłbyś czytać i poznawać świat na nowo. Widząc, ile bólu może się kryć w parze niebieskich oczu, to aż było mi wstyd cokolwiek takiego mówić. Ale co innego mi zostało, jak nie obracać tych przeciwności losu w złoto?

Dzisiaj jesteśmy w Karpatach i zostaniemy tu jeszcze 2 dni. Ten projekt jest treningiem przygotowującym do drugiej części, która odbędzie się w styczniu, w Polskich Tatrach. Teraz uczymy się tego, co w zimę będzie niezbędne do pracy z niedowidzącymi i niewidomymi. Jeżeli znasz taką osobę, która nie widzi lub niedowidzi, a jest otwarta, chętna do poznawania innych ludzi i ciekawa świata – daj znać – pokieruję Ciebie do odpowiedniej osoby. A jeżeli jesteś tak jak ja, chętny, by uczestniczyć w takich projektach, odwiedź tę grupę na Facebooku.

Jest to jeden z dwóch postów z serii o projekcie Value the Difference w Rumunii. W następnym poście dokładniej przedstawię projekt i jego założenia oraz podsumuję cały tydzień, a już teraz wiem, że rozczulę się na pewno.

DSC_5759
Gabi – Rumuński organizator projektu i Benoit z Belgii
DSC_5731
Jest to mój pierwszy pobyt w Rumunii, w Kluż-Napoce, a miasto jest niezwykłe. Studencka atmosfera z duchem historii w tle.
DSC_5725
Rumuńskie Leje
DSC_5719
Sesja o stereotypach
DSC_5674
Szkoła dla niedowidzących i niewidomych w Kluż-Napoce
DSC_5714
Pies przewodnik Eve jednej z naszych uczestniczek – Gali.

One thought on “Rumuńskie ciemności

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s