Kamil Goll i Olaf Popardowski, 2X2A, Kamila, Ada Kunikowska

Kamil Goll i Olaf Popardowski – sport

Z opisu ich fanpaga można wyczytać taką informację: W 2013 roku udało nam się zrealizować wyprawę do Wenecji. 20 dni jazdy – ponad 2800km. Z niezależnych od nas przyczyn musieliśmy zawiesić wspólne podróżowanie na trzy lata, ale już w sierpniu 2016 wróciliśmy na szosę! Przejechaliśmy wtedy przez Bieszczady, Ukraińskie Zakarpacie, Rumunię oraz Mołdawię aby zakończyć wyprawę w Odessie. Celem na ten rok są Bałkany! Na fanpage’u zawierzamy publikować zdjęcia oraz aktualizacje z trasy. Natomiast po powrocie pojawi się cała relacja z wyjazdu. 

Gdy po zakończeniu liceum usłyszałam o pomyśle z Wenecją, przeszedł mnie dreszcz podniecenia i zaskoczenia jednocześnie. CO ZA PRZYGODA! Potem odhaczyli Odessę z Gdyni na dwóch kółkach… Szok! Pamiętam, gdy jeszcze w szkole (spędziłam z nimi w jednej klasie całe gimnazjum i licem) przejechali trasę do Berlina i to wtedy był hit! Po roku chłopaki ruszają znów trasę! Bałkany!

Na ich FB można będzie śledzić etapy wyprawy, a na stronie internetowej przeczytać relację z poprzednich przygód. Przejechane mają prawie 23 tysiące kilometrów i nic, ale to nic, już ich nie zatrzyma. Trzymam mocno kciuki i standardowo – czekam na pocztówkę!

userimages,20161121,155127,156467,orig

Strona
Facebook

Tomek Kowalczyk (2X2A) – muzyka

Cicha woda, która potrafi porwać brzeg i bez oporów poleci dalej. Kolejna znajomość jeszcze z czasów gimnazjum, która zaskoczyła swoim talentem. Zabawa przerodziła się w kanał na Soundcloudzie z prawie 9 tysiącami obserwatorów, kolaboracje i remixy. Jest to zmysłowa mieszanka The Weeknd za czasów Kiss Land (2013), leniwego, niedzielnego electro house i cudownie dobranego wokalu. Z resztą… posłuchajcie sami (i napiszcie do Tomka, by ogarnął dupsko i robił więcej).

Soundcloud
Facebook
Instagram

Ada Kunikowska – fotografia

Tu miałam spory dylemat, ponieważ Ada, cokolwiek nie tknie, robi to najlepiej. Jeszcze za czasów basenowych, nikt nie miał takich silnych barków jak ona, a na zawody przyjeżdżała po to, by zgarniać pierwsze miejsca. Dziś działa na pełnych obrotach w dwóch dziedzinach – fotografia i dog handling (wystawy psów). Dziś przedstawię tą pierwszą, a drugą podlinkuję.

Portrety Ady są piękne – żadne zdjęcie nie jest takie samo, a modelki na fotografiach hipnotyzują na dłużej, niż kilka sekund. Temat sesji idealnie zgrywa się z urodą fotografowanych, co sprawia, że całość jest naturalnie spójna. Moimi faworytami są sesje z udziałem koni. Gdy je zobaczycie, zrozumiecie mój zachwyt, bo ja na wszelki wypadek mam je zapisane, gdyby Internet miał się kiedyś skończyć.

Facebook
Maxmodels
Instagram

Dog Handling

Kamila – modeling

Co to jest za BOMBA! Gdy w  gimnazjum to szczupłe, rude dziewcze jeździło ze mną autobusem do szkoły, nigdy nie pomyślałabym, że wyrośnie na taką przepiękną i niezależną istotę! Największa niespodzianka dopiero była, gdy zobaczyłam ją… w odcinku Abstrachuje! Kamila w pełni działa w świecie modelingu komercyjnego, a do tego od jakiegoś czasu regularnie występuje jako aktorka drugoplanowa. Prowadziła również programy live i spędziła trzy miesiące na kontrakcie w Indiach. Jej uroda jest jak plastelina – można z Kamili zrobić słodką dziewuszkę, jak i ponętną kocicę. Kamila jest typem osoby, która pozwala swoim sukcesom błyszczeć, jednocześnie ciężko pracując w ciszy. CU-DO!

ps. tu w miniaturce filmu, po lewej, to Kamila ❤

 

Maxmodels
Facebook
Instagram

 

Największa strata czasu

Nie poszłam na magisterkę, przez co jestem rok za moimi rówieśnikami; nie pracuję w zawodzie i nie jestem na praktykach, a do tego nie zdobywam nowych kontaktów w branży. Nawarzone piwo czeka do wypicia, a ja siedzę z tą swoją nadwrażliwością na cokolwiek pszenicznego i tego piwa pić nie chcę. Mówili, że jak nie skończę teraz, to nigdy nie skończę, nie wrócę na uczelnię, bez pełnego wykształcenia zostanę i tylko sobie zaległości w życiu narobię i rok życia zmarnuję (jakbym co najmniej miała w planach ćpanie i prostytucję przez rok – Mamo, robię rok przerwy po licencjacie. Wyjeżdżam do Amsterdamu próbować wszystko, co jest w ofercie, wracam w sierpniu, pa! – Okej, tylko spakuj sobie skarpety! No kochani drodzy, szanujmy się – można o majtkach zapomnieć, ale nie o skarach!).

Za miesiąc będę znów w Polsce i co dalej?

Niektórzy robią rok przerwy po liceum, w trakcie studiów, a inni po studiach (lub nigdy). Jedni udają się na rok w Andy, by hodować lamy i poznać inny styl życia, a są też tacy, którzy lecą do Afryki nieść pomoc tym w potrzebie. W tym odważnym gronie są też osoby, które uczą się ponownie do egzaminów na studia lub jak ja, wyjeżdżają na wymianę (tak, według prawa holenderskiego, program au-pair to wymiana! #niepłacępodatków #boniemamzczego). Gdy się przyglądam polskim au-pair, znaczna większość wyjeżdża na trzymiesięczne programy wakacyjne lub na dłużej, kończąc liceum. Potem trafiają się takie kwiatki jak ja, które dzień po obronie licencjatu robią sajonara i wylatują pierwszym samolotem z kraju.

Z tą roczną przerwą jest tak, że jeżeli nie ma się jakiegoś ogólnego planu, to naprawdę można zmarnować cenny, młodzieńczy czas. Wyjechałam z myślą, że okej, nie mam pomysłu na magisterkę, a zawsze chciałam sobie pomieszkać w Holandii i się tego holenderskiego nauczyć. Pożegnałam kota i pojechałam. Będąc już na miejscu, postanowiłam wszystkiemu mówić tak (pomijając kwestie z paragrafu pierwszego, bo sama na siebie bym policji naskarżyła – życie konfidenta nie wybiera, 997 mam w Ulubionych). Intensywny kurs języka holenderskiego za 700 euro za miesiąc? Tak! …ale musiałam poprosić holenderską rodzinę o patronat w tej kwestii (i tak za mało mi płacą). Kurs się skończył i szukałam innej (tańszej) opcji nauki języka. W szpitalu mnie nie chcieli za wolontariusza, a pisałam nawet do firm, że oddam im swój mózg pełny pomysłów za darmo, byle mnie wzięli do biura i kazali gadać w ichniejszym języku. Oni już tacy chętni do mówienia tak nie byli. Na propozycję pracy w pobliskiej podstawówce powiedziałam tak, zanim się dowiedziałam, na czym robota polega (pozdrawiam mamę, która jak młotkiem wbiła mi w mój mało chłonny łeb zawsze jesteś chętna! hehe), a ostatecznie okazało się to być najbardziej rozwijającym doświadczeniem tego roku (nauczyłam się również prasować 7 koszul w czasie krótszym niż jeden odcinek Chirurgów oraz umiem się kłócić po holendersku, używając przekleństw). Pouczyłam trochę angielskiego, pokradłam trochę ciastek podczas lunchów, udawałam nie raz, że bawię się w chowanego, by mieć pięć minut ciszy i ogólnie uznałam, że podoba mi się robota w szkole. Po drodze zaczęłam pomagać w teatrze przy cotygodniowych występach, w zamian mogłam za darmoszkę je oglądać. No dopóki chodziło o muzykę to jeszcze okej, ale jak raz poszłam na kabaret… wszyscy się śmiali, a ja w translatorze tłumaczyłam żart sprzed dziesięciu minut. Mało zabawni ci Holendrzy, tyle powiem. Były jeszcze kolejne kursy holenderskiego, tym razem jeden wygrałam i o patronat żaden nie musiałam prosić, a drugi sama zapłaciłam, bo jestem #independentwoman i sama o siebie mogę zadbać (cudem udało mi się te 250 euro zachować, ale to było przed promocjami w COSie). Do tego popisałam sobie kilka artykułów tu i tam, wydałam pierwszego e-booka z opowiadaniami, regularnie piszę tu i no staram się jakoś ten czas sobie zagospodarować, zwiedzając kraj czy poznając koty ludzi. Wróciłam też do montowania filmów, bo regularnie od holendrów kradnę ich Macintosha i mogę bez tracenia włosów z nerwów i zajadania stresu robić sklejki na swojego YouTuba.

Uważam, że pomimo wielu negatywnych głosów, ten rok był na tyle produktywny, by powiedzieć, że zmienił moje życie. Może nie mam za sobą pierwszego roku magisterki i rocznego doświadczenia w zawodzie, ale umiem opowiedzieć historię Polski po holendersku, nie zgubię się już nigdy w Amsterdamie, odkryłam, co lubię robić (do tej pory wiedziałam, czego nie lubię, orzeźwiająca zmiana!) i wymazałam ze swojego słownika słowo wypadać, bo mamy XXI wiek i wszystko nam (w szczególności kobietom) wypada (włosy, zęby i wino z ręki niestety też). Były dni, które nic nie wnosiły, były nudne, bezsensowne i wtedy czułam, że wolałabym być na studiach, ale na szczęście było i znacznie mniej niż tych pełnych przygód. Myślę, że najważniejsze w takiej rocznej przerwie to korzystanie z każdej możliwej okazji, nawet jeżeli coś wydaje się mało interesujące. Do tego silny powód na taką przerwę, by przegonić ciotki na weselach, które będą zadawały pytania. Oraz dla siebie, by nie pogubić się jeszcze bardziej.

 

Igor Moritz, Adri, Martyna Wagner, Claudet

Tradycyjnie zachęcam do odwiedzin u moich ziomków, lajkowania, komentowania i dzielenia się z innymi – każdy z nas potrzebuje takiego wirtualnego poklepania po plecach 🙂 ❤

Martyna Wagner – fotografia

Krótki wstęp o naszej znajomości, bo jest to urocza historia. Skończywszy gimnazjum wyprowadziłam się z rodzicami do Dęblina, który całe życie służył mi za wakacyjny ośrodek wypoczynkowy „Babcia”. Zanim dostałam się do liceum lotniczego, chodziłam przez tydzień do zwykłego ogólniaka, gdzie uczyła się również Martyna. Jakoś przypadkiem się poznałyśmy na korytarzu i tyle z tego było. Gdy zaczynałam studia na Uniwersytecie Gdańskim, ku wyjściu kierowała się… Martyna! Dziś ochoczo lajkujemy sobie fotki na Insta. Koniec story time! Morski chłód Trójmiasta i surowy beton wymieszany z delikatnymi portretami i miękkością piasku. Ostatnio prezentowała swoje zdjęcia podczas wernisażu wystawy PhotoArea w Gdyńskim Centrum Filmowym.

Instagram
Facebook

Ada Barbarewicz (Adri) – modeling

Kojarzycie takie osoby, które w tłumie są tak wyraziste, że na nikogo innego się nie patrzy? Gdy jeszcze w gimnazjum Ada szła korytarzem, najpierw szły jej długie, przedługie, smukłe nogi, potem śliczny nosek i szeroki uśmiech, a za nią ciągnął się długi blond welon. Rozmowy na sekundę ucichały, a głowy się obracały. Tak było. Gdy po latach zobaczyłam Adę w kampanii Sinsaya, na serduszku zrobiło się cieplutko (i odetchnęłam z ulgą, że nie tylko ja jestem zakochana w tych oczętach).

Agnecja

Klaudia Pluskota (Claudet) – YouTube

Kanał lifestylowy – moda, przepisy, podróże i kultura. Klaudia to niezwykle ciepła i urocza istota, która do tego świetnie wygląda i cudownie się prezentuje. Już w podstawówce miała w sobie delikatną klasę, która z niej biła. Wspólnie ze swoim chłopakiem, Michałem, nagrywają i montują filmy (czy to nie jest najsłodsze na świecie?!). Zainteresowanych zachęcam oczywiście do subowania, a za Klaudię trzymam mocno kciuki!

Instagram
YouTube

Igor Moritz – malarstwo/design

Od razu zaznaczę – w nim płynie ta sama krew co we mnie (a przynajmniej jej procent), ale to na Igora padło, że został full-time artystą. Studiuje aktualnie w UK (duma!), maluje, projektuje, pracuje, wystawia się i jeździ na deskorolce. Jego obrazy to zazwyczaj portrety ludzi, a czasami jego białego persa Glorii. Wybór farb jest nieoczywisty, na pierwszy rzut oka kleks zmienia się w abstrakcyjny taniec kolorów, tworzących cudowny dla oczy konsonans. Dzieła Moritza to nieślubne dziecko Picassa w okresie błękitnym z Karlem Schmidt – Rottluffem, wychowywane przez twórców dwudziestowiecznego niemieckiego ekspresjonizmu. Dorastając z tym gałganem, nigdy nie podejrzewałam, że drzemie w nim taki talent, potencjał i kreatywność (ciężko było to w sumie odkryć, gdy całymi dniami się albo kłóciliśmy, albo jedliśmy piasek pod blokiem babci).

12080000_529830383859816_9009881378790412170_o

Strona
Facebook
Instagram

Czerwiec

Ruszyłam z moim kanałem na YT, ukończyłam kurs konwersacji holenderskich, pojechałam pokręcić się na rollercoasterach, odwiedziłam muzeum holendersko-rosyjskie Hermitage, jechałam rowerem w okropną ulewę, pożegnałam mojego ukochanego kotka, nagrałam film o życiu au-pair,  rozstałam się z moją holenderską przyjaciółką Maxime, poleciałam do Polski, uczestniczyłam w obronie licencjackiej mojego chłopaka, wcieliłam się w rolę ekspertki od podróży i poprowadziłam zajęcia w szkole, przez cztery dni bez przerwy tańczyłam i wydawałam lekką ręką pieniądze podczas piątego już Open’era, walczyłam z ochroniarzami o mojego GoPro, prawie spowodowałam śmierć mojego brata, poleciałam na chwilę w kosmos, chodziłam boso po ulicach i piłam piwo z moimi znajomymi.

Kto nie wierzy – oglądać:

Dziękuję kochani za ten wspaniały miesiąc. A teraz za lipiec! *unosi piwo*

 

To zmieniło całe moje życie

Kto czytał moją Odę do braku pomysłu na siebie, ten wie, jak bardzo się po życiu kręciłam i ile było we mnie niezdecydowania. Stąd uważam, że jestem właściwą osobą, by pomóc innym wyjść z tej niedoli wczesnej dorosłości i odpowiedzieć sobie na pytanie: co ja w ogóle chcę robić?

 Once upon a time I wanted to be… składa się z trzech rozdziałów: kim jesteś, czego chcesz, ogarnianie sobie roboty. Pierwsze dwa to studium siebie i refleksja nad swoimi umiejętnościami, atrybutami jak i wadami oraz analizowanie przeszłości. Nie powinno się przeskakiwać zadań, ponieważ każde pytanie prowadzi do wielkiego finału i możemy ominąć ważne kwestie poprzez skakania po książce. Gdy nie znałam odpowiedzi na jedno z pytań, dałam sobie czas. W końcu sama przyjdzie do głowy. Ale po kolei (jestem okropna z dygresjami, potrafię opowiadać najdłuższe historie stworzone z samych wtrąceń haha). Aha, no i tu nie ma dobrych i złych odpowiedzi, nie ma tu klucza, to nie matura. Książka w Polsce nie jest dostępna stacjonarnie, dlatego trochę Wam pomogę i zdradzę co jest w środku (mimo wszystko zachęcam do kupna!)

19222863_1865429337039774_1112757058332109053_o

Rozdział 1. Kim jesteś?

To jest jeden wielki quiz. Osiem podrozdziałów. 

Tutaj padają pytania o najlepsze i najgorsze cechy, mocne i słabe strony, hobby, z czego jest się dumnym, z czego już mniej. Następnie trzeba się zdecydować i zdradzić ulubione miasto, zwierze, markę, firmę, kolor, wspomnienie, czynność. Chodzi tu o bardzo silną refleksję i doprecyzowanie się. Banalne pytania o ogromnej sile, które mogą otworzyć oczy i dać wskazówki do kolejnych zadań. W trzecim podrozdziale należy dokończyć zdania. Jak tylko się chce – pierwsze co przychodzi do głowy ląduje na papierze.

  • Jestem…
  • Wierzę…
  • Potrafię…

i wiele innych. Czwarty podrozdział to zbiór przymiotników i należy wybrać, z którymi się utożsamiamy i dlaczego. To „dlaczego” jest tu kluczowe, ponieważ możemy myśleć, że jesteśmy charyzmatyczni, ale szukając przykładu z życia, może się okazać, że tej charyzmy brakuje. W piątym podrozdziale trafiamy na typowy test psychologiczny (kto studiował kierunki socjo/psychologiczne lub działał w organizacjach studenckich, ten na pewno zna ten test). Test czerwony, żółty, niebieski, zielony – określenie swojego charakteru za pomocą koloru. Oczywiście jest to z przymrużeniem oka (a nawet dwóch), bo niektórzy są trzema kolorami na raz, w zależności od dnia i poziomu cukru we krwi (no chyba nie tylko ja tak mam, nie oszukujmy się). W szóstce może zrobić się niekomfortowo… Trzeba poprosić pięć ważnych dla siebie osób, by odpowiedziały na takie pytania jak:

  • Jakie według Ciebie są moje najlepsze cechy?
  • Jakie według Ciebie są moje najgorsze cechy?
  • W czym według Ciebie jestem dobry/a i kiepski/a?

i kilka innych. Trochę przerażające, bo nikt nie chce się słuchać o swoich wadach. Ale trzeba. Bo w moim przypadku się okazało, że to, co uważałam za wadę, inni postrzegali za atut #ideał. W siódmym podrozdziale ważna jest wdzięczność i planowanie przyszłości. Najpierw leci lista rzeczy, za której jest się wdzięcznym. KAŻDA. MAŁA. RZECZ. Następnie trzeba się zastanowić nad tym, co materialnego chciałoby się posiadać oraz jakie niematerialne rzeczy nas interesują, a potem umiejscowić to wszystko na przestrzeni 1 roku, 5 lat i całego życia. Na koniec należy wypisać pięć rzeczy, które chciałoby się zmienić na świecie oraz wytłumaczyć, w jaki sposób by się to osiągnęło.

Na koniec rozdziału pierwszego dodatkowe zadanie to elevator pitch. Co? Już tłumaczę. Wyobraź sobie, że wsiadasz do windy, a w niej jest osoba, która spełni twoje wszystkie marzenia, ale musisz ją do tego przekonać. Masz ograniczony czas, bo winda w końcu się zatrzyma. Twoim zadaniem jest przedstawieniem siebie jako produktu i sprzedanie się (lol) jak najlepiej, by ta osoba zainwestowała w Ciebie każdy swój grosz. Gotowe? No to teraz mam pytanie. Zainwestował/abyś się w siebie samą, gdybyś usłyszał/a swoją prezentację? 

Rozdział drugi. Czego chcesz?

Po ukończeniu pierwszego rozdziału, ma się już większe pojęcie o tym, kim się jest. Silne podstawy, można teraz na tym budować. Druga część książki zaczyna się jednymi z ciekawszych pytań – wspomnienie pierwszej pracy, ulubionych przedmiotów w szkole, z czego było się niezłym w przeszłości i jakie lekcje się wyciągnęło z czasów szkoły, uniwersytetu czy pracy, której się nie lubiło. Dwa ulubione to kim chciałam być będąc dzieckiem i dlaczego już tego nie chcę. Nie zadaje się zwykle tych dwóch pytań razem, a odpowiedź mnie bardzo zaskoczyła. Po tym podrozdziale zaczyna się część zawodowa. Tutaj dochodzimy powoli do tego, jaka praca jest nam pisana. EKS-CY-TU-JĄ-CE! Na początek tworzymy listę 10 zawodów, które uważamy za ciekawe i fajne, nawet jeżeli samemu się nie widzimy w tej roli. Kolejnym zadaniem jest stworzenie biznesplanu, ale! trzeba to zrobić bardzo po swojemu. Ja rysowałam, kaligrafowałam, no cuda na kiju! Ten plan musi być bardzo personalny, nie koniecznie profesjonalny. Plan podzielony jest na cztery części – analiza, marketing, finanse i proces twórczy. Po wykonaniu całości, trzeba zdecydować, które z tych czterech części podobały się najbardziej i sprawiły najwięcej przyjemności (tutaj się dowiedziałam, że nie znoszę marketingu i w przyszłości będę szukała jako biznes partnerów ludzi, którzy lubią finanse i właśnie marketing). Ta książka to ciągła podróż po swoim umyśle i czasami, gdy nie do końca się wie, czego się chce, warto się dowiedzieć, czego się na pewno nie chce. I na tym polega podrozdział czwarty. Padają pytania o najgorsze cechy, czego się nienawidzi, czym się nie jest i, najważniejsze, jakie rzeczy nie powinny być związane z przyszłą pracą (np. brak możliwości rozwoju, każdy dzień taki sam). Przechodzimy do piątego podrozdziału, który mi akurat się nie przydał, ale jest dosyć ciekawy. Tutaj uczymy się planowania za pomocą kalendarza! Kto jeszcze nie pokochał kalendarzy, może się tu przekona. Szósta część jest przeciwieństwem czwartej – zamiast tego, czego nienawidzimy, piszemy co kochamy, co w sobie lubimy i czego szukamy w wymarzonej pracy (np. zmieniać ludzkie życia, być dumnym z siebie). Dochodzimy do clue podręcznika. Praca. Mamy listę dziedzin i wykreślamy te, które nas nie interesują. Następnie lista zawodów – wykreślamy to, co do nas nie pasuje. Z tego co pozostało, trzeba wybrać dwadzieścia, a z tych 20 zawęzić listę do pięciu (decyzje decyzje!). Mając te pięć zawodów na kartce, trzeba się teraz udać do osób, które ten zawód wykonują i zapytać: czy Twoja praca Ciebie zadowala? Co lubisz najbardziej w swojej pracy? A czego nie? Mając te odpowiedzi, warto porównać je ze swoimi wymaganiami odnośnie swojej wymarzonej pracy. Pokrywają się? Strzał w dziesiątkę! Na koniec krótkie zadanie – trzeba wypisać rzeczy, które chcemy odpuścić – żal do kogoś, niespełnione marzenie, które nic nie wniesie do życia, kompleksy.

Rozdział trzeci – zdobywamy pracę!

Tutaj niewiele mogę napisać, oprócz tego, że w tym rozdziale znajdują się porady związane ze zdobywaniem pracy. Ja sobie ten rozdział zachowałam na czas, gdy będę faktycznie znów szukać pracy (czyli od października!), ale poniżej macie zdjęcie jednej ze stron.

Oprócz tych pytań, po drodze znajdują się również sentencje (okej, nie jestem fanką tekstów motywacyjnych, ale te zawarte w książce to złoto) i zadania typu zrób 10 rzeczy, które Cię przerażają albo przez tydzień nie mów o sobie (to było na maksa ciężkie #egoponadchmury). 

2017-06-19 10.24.02 1.jpg

Dzięki tej książce uporządkowałam samą siebie. Wiem czego chcę i jakiej drogi mam się trzymać. Wybrałam z listy pięć zawodów, które w których siebie widzę i czuję się pewnie z podjętą decyzją. Oczywiście, nigdy nie wiadomo, co nam życie przyniesie, ale lepiej jakiś cel sobie obrać, mimo wszytko! Polecam ten podręcznik każdemu, nawet osobom, które wiedzą, czego chcą, ponieważ sama na sobie sprawdziłam, że człowiek może sobie wmówić, że pilotem i lekarzem zostanie, nawet gdy wszystkie znaki na niebie temu przeczą.

Co uważacie? Pomogłoby?

Książka jest dostępna w internecie (wiem, że Amazon ją wysyła do PL), stacjonarnie tylko Holandia. 

Życie au-pair

Napisałam już na ten temat wiele (wpisy pod kategorią Au-Pair), ale nic nie zastąpi video-relacji. Oglądajcie mojego pierwszego ever vloga i dajcie znać, co myślicie!

PS. Jeżeli to oglądasz, a chcesz zostać au-pair i szukasz rodziny – napisz!

 

 

Marta Rosa, Element Żeński, UNDA, Le Flaneur, Zuza Trykowa

Marta Rosa – fotografia

Śledzę fotograficzne poczynania Marty od czasów photobloga i gdy wiele osób potraktowało robienie zdjęć za zajęcie umilające czas (i upust swoich egoistyczno-narcystycznych zapędów), Rosa poszła o krok dalej i dziś może się pochwalić różnorodnym zbiorem. Sprawdza się równie genialnie z pocztówkami co w pracy z ciałem. Po jej pracach widać ogromny progres i godziny poświęcone na nauce. Szapo ba, Rosiczko (ps. galeria z Islandii – 12/10).

 

Portfolio
Blog
Facebook

Zuza Tryka – montaż

Ta młodziutka istota to bomba energii o hipnotyzującym uśmiechu. Jej wakacyjne montaże aż motywują do spakowania plecaka, kamery i kierunek: daleko od domu. Piękne widoki, beztroskie ujęcia, śliczne dziewczęta i sport. Montuje każdy wypad, a każda jej przygoda to idealny materiał. Do tego robi zdjęcia, uczy pływać na windsurfingu i jest ogólnie spoko typiarką.

YouTube
Instagram

Le Flaneur – muzyka

Dawid ma cięty język, ucho do genialnych bitów i lekkie pióro. Jego teksty są żywe, silne i szczere. Wraz z BaQ w roli producenta wydali epkę POrNTYFIKAT, która jest już w sprzedaży. The Inomhus popełnił tekst o tym cacuszku (cała recenzja): (…) Le Włóczęga dorósł jako artysta. Nie jest już tak chaotyczny i nierówny, jaki bywał na „Podróżach”. Zna już swoje mocne strony (takie jak charakterystyczny głos) i umie je kapitalnie wyeksponować. Dodatkowo na bitach tworzonych przez BaQ odnajduje się idealnie, to właśnie tu jest jego miejsce i mam nadzieję, że panowie będą kontynuować współpracę długookresowo. To, co bardzo cenię u Flâneura to bezczelność, która bije z jego linijek. Jest z niego taki cwaniak, gaduła i czaruś –  ciężko tego nie polubić. Muzycznie jest tak kapitalnie, że nie mam pytań. BaQ stworzył siedem mocnych i zróżnicowanych bitów – tutaj piękny sampel w „lonely view”, tam klimatyczne szarpnięcie strunami gitary w „na papierosa”. Jest pięknie (…)

Ja się jaram.

Instagram
Facebook

Kacper Stachura (UNDA) – fashion

Twórca gdyńskiej marki UNDA, ubrań stworzonych dla ludzi morza, bo z neoprenu. Kolejnym projektem było otwarcie sklepu stacjonarnego DASEA PEOPLE przy ul. Abrahama 29. Dostępne są tam takie marki jak Carhartt, Patagonia, Palladium i oczywiście UNDA. Do tego prowadzi serwis sprzętu i odzieży surf/żeglarskiej. Drugiego takiego znajomego nie mam – przedsiębiorczy, zdeterminowany, zaradny i, przede wszystkim, ludzki. Działa też mocno w sprawach lokalnych, dążąc do rozwoju swojej okolicy. Krótko mówiąc, dziecko ze złota.

 

 

Sklep
Instagram
Facebook

Element Żeński – internetowe czasopismo o pielęgnacji

Element kocham cały, osobiście znam tylko połówkę, bo z Pauliną Puchalską byłam na jednym kierunku. Wspólnie z Moniką Kucel tworzą portal o dziewczynach i kosmetykach, których używają. Od sieciówkowych kremów po naturalne, przez przywiezione z wakacji mazidła, po rytuały, historie rodzinne i wspomnienia. Czytając wywiady ma się wrażenie, jakby było się tam z jego bohaterkami, piło herbatę z podkulonymi nogami i plotkowało o ostatnim super kremie. Kobiecość jest tu przedstawiana jako indywidualna cecha, niepowtarzalna i wyjątkowa. Zbiór kobiet o różnych upodobaniach kosmetycznych, które łączy miłość i szacunek do swojego ciała. Do tego duet EŻ regularnie występuje na łamach Wysokich Obcasów! Super dziewczęta! Miód!

Bez tytułu1Bez tytułu

Czasopismo
Instagram
Facebook