Dziwne akcje cz.5 „Śmierć”[PL/ENG]

Swoje opóźnienie w odczuwaniu utraty bliskiej osoby zgonię na słabo rozwiniętą dojrzałość emocjonalną i brak kontaktu z rzeczywistością w okresie buntu. Długo się cieszyłam kompletem dziadków i babć, byłam z tego dumna. Byli młodzi, energiczni, kochani. Jak z jakiejś biblijnej przypowieści, zaczęłam ich tracić jeden po drugim. Dowodem mojego wtedy niedorozwinięcia takich cech jak empatia, poczucie utraty i myślenie jest ta sytuacja: szósta klasa, dyskoteka andrzejkowa (byłam przebrana za Eminema czyt. miałam założoną czapkę z daszkiem bokiem, spodnie i koszulkę taty i niebieskie trampki). Mój dziadek zmarł tydzień wcześniej i ze względu na żałobę mogłam zostać tylko do 20:00. Nie było na świecie dziecka bardziej rozżalonego ode mnie, bo rodzice nie kumali, że właśnie zaczynała się moja kariera szkolnego DJ’a. Do domu i koniec. Nie chciało do mnie w ogóle dość, że moja osobista drużyna Power Rangersów (za malucha miałam sporą kolekcję figurek, oczywiście ja byłam różową) się pomniejszyła, że to początek nowego etapu w życiu. Nie, do cholery, ważniejsze było wróżenie z butów i puszczanie Denzela ze szkolnego komputera.

I blame my inability to grief on undeveloped emotional maturity and lack of attachment to the reality during my rebellious times. I was lucky to have all four grandparents around for pretty long, it made me quite proud. They were young, full of energy, loving. And as if I was a part of a biblical parable, I begun to lose them one by one. As a definite proof of lack of such emotions as empathy, sense of loss and inability to think, I’ll give you this situation as an example: year six, school dance (I was dresses as Eminem, wearing  my hat sideways, my dad’s jeans and t-shirt and blue converse). My grandpa died a week prior and because of a mourning time, I had to be back home at 8pm. There was no child in the whole world, that felt bigger resentment than me. My parents didn’t understand that I was about to launch my school DJ career. I just couldn’t comprehend, that I’ve lost one of my personal Power Ranger (that I was a huge fan of back in the day), that I’m at the beginning of a new life chapter. Hell no, future telling and playing Denzel from a school computer meant a lot more to me.  

Z dziadkami spędzałam każde wakacje – z jednymi i drugimi. Zapewnili mi cudowne dzieciństwo, kupowali taśmy czipsów, zabierali na wycieczki nad jezioro i robili basen w wannie na działce. W gimnazjum straciłam drugiego dziadka i pierwszą babcię. Gdy o nich opowiadam, mówię, że babcia tak bardzo tęskniła za dziadkiem, że jej ciało pomogło się do niego dostać. Od drugiej gimnazjum do trzeciej liceum nie odczuwałam żadnego bólu. Po prostu pustkę. Moja umiejętność do przeżywania żałoby albo nie została wykupiona w pakiecie „Uczucia podstawowe”, albo mój system nie był aktualizowany na bieżąco, by wgrać tę wtyczkę. Na pogrzebach byłam obecna tylko ciałem, a na pogrzeb babci nie pojechałam, bo kremacja była wystarczająco przerażająca, by przechodzić to ponownie. Po latach usłyszę, że mi się  po prostu nie chciało. Zmiana nie przyszła stopniowo. Przyszedł informatyk od uczuć i włączył wtyczkę – a było to w dniu wyników matur. Na zakończenie każdego roku szkolnego miałam zwyczaj obdzwaniania wszystkich po kolei, by odśpiewać pieśń chwalącą mnie, moje zdolności i jaka to jestem super, a dziadkowie robili ach moja zdolna wnusia! W trakcie gimnazjum i liceum jakoś mi nie przeszkadzało tak bardzo dzwonienie tylko do jednej babci, ale po otrzymaniu wyników maturalnych pękłam. Uderzył mnie fakt, że nie mogę zadzwonić do całej czwórki. Że nikt nie odbierze. Że nie mogę się pochwalić, że skończyłam liceum. Wypłakałam wszystkie żałobne łzy, cała wieloletnia znieczulica wyszła mi oczami. Tyle lat!

I’ve spent every summer with my grandparent – all of them. They gave me the best childhood I could think of – never ending supply of crisps, lake trips and swimming in a garden pool made of a bathtub. In middle school I’ve lost my second grandpa and first grandma. When I talk about them, I always say, that my granny missed pa so much, that her body helped her to get back to him. Since second year of middle school until the end of high school I didn’t feel any pain related to loss. I just felt empty. My ability of experiencing mourning wasn’t a part of my body’s starter-pack or my system wasn’t updated for too long to upload this new plug. Only my body was attending funerals, but my mind was wandering. The mindswitch didn’t come step by step. It hit me like a ton of bricks – the day of my high school finals results. I used to call everyone on the last day of school, to tell about my grades, how well I did and generally how amazing I was and my grandparents showed super support and congratulated me. Once they were gone, I kind of forgot about it and I didn’t mind calling only one grandma that was left. But after receiving my results, something inside me burst. I’ve realized, that I can’t call them anymore, that  I can’t tell them about my graduation, that nobody will answer. I cried all the tears I saved for grieving. After all these years! 

Teraz nie mogę opowiadać o nich bez bólu gardła i łamiącego się głosu. Mając dwadzieścia dwa lata mam większą potrzebę kontaktu z nimi niż ośmioletnia ja prosząca dziadka o piątaka na zestaw flamastrów. Gdy robię coś nielegalnego lub nieetycznego (hehe) to zastanawiam się, czy oni patrzą i dlatego gdzie się nie pojawię pada deszcz. Łapię się też na porównywaniu się do nich. Albo myślę o tym co by powiedzieli o moich wyborach, jakie byłoby ich zdanie, czy dziadek by dalej jeździł po wodę źródlaną, babcia robiła ciasto jagodowe, a drugi dziadek spędzał dnie na działce, kopiąc w rabatach. I ta ostatnia babcia, święta Krystyna, chociażby mnie denerwowała bardziej, niż zamykanie sklepów w Holandii o 20:00, to jak ja mogę się gniewać? Otrzymała rozkaz życia 200 lat. Bo mi się inaczej świat cały zawali i nic mi nie zostanie już z dzieciństwa. A jeżeli się po śmierci nie spotkamy, to ja się zabiję.

Nowadays it’s hard for me to talk about them without throat pain and breaking voice. I am twenty-two and I need my grandparents more than I did, when I was eight and needed money for a new box of coloured pens. When I do something illegal or unethical (hehe) I think whether they  look upon me and send rain as a punishment. I catch myself on wondering if they’d agree with my decisions and I compare myself to them. I wonder if my grandpa would still cycle for spring water, my granny bake blueberry cake and other grandpa would spend his days in the garden, digging around. And my last grandma, Saint Krystyna, no matter how irrational she would be, even as much as closing grocery shops at 8pm in the Netherlands, how can I be angry at her? She received an order to stay alive until she reaches 200 years. Otherwise, my whole life will fall apart and there will be nothing left from my childhood. And I don’t get to see them in heaven, I will legit kill myself. 

Śmierć to taka dziwna sprawa. Ja jeszcze nie nabrałam do niej dystansu, boję się jej panicznie. Nikt do końca nie wie co się potem z człowiekiem dzieje, a robi w gacie na samą myśl o tym, że pewnego dnia ostatni raz nakarmi kota, założy majtki, zje banana, kupi kupon na totolotka, powie dzień dobry do sąsiada i napisze smsa.

Death is a weird stuff. I haven’t found my peace with it yet, I’m scared as hell. Nobody really knows what is going on after we are gone, but somehow we shit our pants thinking, that one day, it will be the last time that we feed a cat, put undies on, eat a banana, buy a coupon, say good morning to the fellow neighbour and write a message. 

 

 

 

 

 

Wegańskie spaghetti bolognese

Mój tata od zawsze wiedział, że jak na obiad jest spaghetti bolognese, to nikt smutny nie będzie (potem tylko padaliśmy jak muchy ze zmęczenia i obżarcia). Smak tacinego makaronu kojarzy mi się z domem, dzieciństwem i jest czymś, co do końca życia będzie pod kategorią wyjątkowości. Przechodząc na weganizm zapomniałam, że mięso mielone to zwierzątko, aż do czasu, gdy tata powiedział robię dziś spaghetti, ale ty nie jesz mięsa… to nie wiem no… Serce złamało mi się na miliony kawałków, poleciałam po wegemielone do sklepu, by jakoś ukoić ten ból. Zamiennik okazał się tak paskudny, że pożałowałam swojej decyzji o jedzeniu trawy do końca życia. Całe szczęście człowiek się uczy (ja trochę wolniej, bo te wegemielone znalazło się w moim koszyku jeszcze nie raz) i dziś mam dla Was wegańską wersję makaronu bolońskiego mojego taty, a w roli głównej zamiast mięsa są… pieczarki!

składniki Continue reading „Wegańskie spaghetti bolognese”

MOJA PIERWSZA KSIĄŻKA!

Przed urodzinami pisałam codziennie o każdym roku z mojego życia. Powstała z tego seria Bajek przed 22, zbiór opowiadań pełnych anegdot, upokarzających wyznań i przemyśleń. Zainteresowanie rosło z każdym dniem, a ostatecznie wpisy stały się najchętniej czytaną serią na pannaleksandra.com

Już zasypiałam, gdy nagle w moim umyśle zrobił się ogromny bałagan myśli. Początkowo z tym walczyłam, bo byłam zbyt leniwa by wstać spod ciepłej kołdry i wziąć notes. Ostatecznie resztkami silnej woli się wygrzebałam i od momentu, gdy długopis dotknął kartki, minęło pięć godzin pisania, notowania, tworzenia, picia herbaty, dopóki na zegarze pojawiła się 4:30. Tak powstał mój pierwszy e-book! Dla tych, którzy śledzili urodzinową serię, przygotowałam trzy nowości, a pozostałych zachęcam do pobrania darmowego e-booka ❤

A pobrać możesz  o tu!

Dziwne akcje cz.4 „Odchudzanie” [PL/ENG]

W drugiej klasie podstawówki skumałam się, że wyglądam źle. Ok, nie skumałam się o tym sama, uświadomiono mnie o tym. Podczas ważenia na obozie gimnastycznym usłyszałam, że młoda damo, czas schudnąć! Od tamtej chwili moje ciało stało się polem walki moich kompleksów, stereotypów, opinii innych i niespełnionych pragnień, a ta wyczerpująca wojna trwa do dziś. Upadla równie fizycznie, co psychicznie i pomimo niezliczonych prób, każde powstanie kończy się porażką, okaleczoną duszą i stosem za małych ubrań.

During the second year of primary school, I realised that I look bad. Alright, I haven’t done that myself, I was told that I look bad. On the weighing day during gymnastic camp I heard, that I have to lose weight. Since then my body became a battlefield of insecurities, stereotypes, opinions and unfulfilled desires, and this battle lasts until this day. This debases both physically and mentally, and in spite of countless trials, every single one ends with a defeat, scarred soul and a bag full of clothes too small. Continue reading „Dziwne akcje cz.4 „Odchudzanie” [PL/ENG]”

Ciasto orzechowe w 5 minut!

Moja mama całe życie chowa słodycze przede mną i moim bratem. Instynkty łowieckie kazały mi wspinać się na szafki, wkładać ręce w nieznane miejsca i szukać w najbardziej absurdalnych zakamarkach. Skończyło się na tym, że ciastek i cukierków w domu nigdy nie było. Kuba, młodsza kopia mnie (ale z siusiakiem, niestety), przejął po mnie wszystko co najgorsze – lenistwo, obżarstwo, leserstwo i głupotę. Zatem ten przepis jest właśnie dla takich jak my – wiecznie nienażartych nierobów, którym się ciągle chce słodkiego, a przy okazji mają się nie zmęczyć.

Ciasto w kubku to idealne rozwiązanie na szybki deser, do tego wymaga mało nakładu pracy i późniejszego sprzątania. Wegańskie, lekkie, przepyszne ❤

3-minutowe.png Continue reading „Ciasto orzechowe w 5 minut!”

Dziwne akcje cz.3 „Feminizm”

Polityka jest mi obca, nigdy nie zabieram głosu w dyskusjach o preferacjach partyjnych, a po przeczytaniu House of Cards Michael’a Dobbs’a przestałam wierzyć w cokolwiek, co wychodzi z ust polityków. Cały ten układ „ja się nie wtrącam” sprawdzał się całkiem spoko, bo ograniczałam swoje prospołeczne działania do wesołego kreślenia iksów na karcie do głosowania i co jakiś czas urządzałam sobie seanse opłakiwania stanu psychicznego polskich polityków. Ostatnio coś we mnie pękło i żebym nie zalała sobie żalem całego ciała, wylewam go tu. Nazwijcie mnie jak chcecie – lemingiem, feministką, idiotką – ja jestem Ola i jedynie czego chcę to to, by każdy, bez wyjątku, mógł mieć to, co mam ja – wybór. Continue reading „Dziwne akcje cz.3 „Feminizm””

Pikantne Tofu Tikka Masala

Smaki i zapachy to mój sposób na chwilowy powrót do tych, za którymi tęsknię. W zeszłym tygodniu było danie, które kojarzy mi się z Bartkiem i naszymi pierwszymi randkami – Wegańskie hot-dogi z guacamole.Dzisiejsza propozycja to nic innego jak moja mama w wersji obiadowej: ciepła i kochana, pełna ulubionych rzeczy, ale również ostra i nieprzewidywalna (no bo nie wiesz, czy w kolejnym kęsie będzie pyra czy tofu, ryzyko!).

Tofu zachowuje się podobnie jak mięso – bez przyprawienia, odpowiedniej obróbki i towarzystwa, nie ma żadnego wyraźnego smaku (matjki nie spadną z wrażenia, to jest pewne). Można je jeść na surowo (np. na kanapce z plastrem pomidora, solą i pieprzem), piec, smażyć, blendować, gotować. Są różne typy tofu – dwa podstawowe to firm (jest tańsze i ogólnodostępne np. w Biedronce czy Lidlu) i silken (idealne do słodkich przepisów). Do dzisiejszego przepisu wybrałam to pierwsze.

Tofu tikka masala to przepis z rodzaju „czas posprzątać lodówkę, bo to tofu zaraz wyjdzie z lodówki, jeżeli go dziś nie zjem”. Wychodzi z tego taka ciepła micha z wielkimi kawałkami ziemniaków i tofu, dodatkowo wolę, jak zachowuje zupiastą formę, niż sosową, ale to można regulować ilością bulionu i długością gotowania.

400g-ziemniakow2-pomidory1-ogorek1-czerwona-papryka1-cebulapeczek-kolendry-kolendry-nigdy-za-duzo100ml-jogurtu-sojowegomala-puszka-przecieru-pomidorowegopol-bulionetki-warzywnej2-lyzeczki-masla-rosl Continue reading „Pikantne Tofu Tikka Masala”